Ostatni mecz
Wells Fargo Center, Philadelphia, PA
20/21.10.2018
B
o
x
115 : 116
Kolejne mecze
WYJAZD

pn/wt
22/23.10
01:30
DOM

czw/pt
25/26.10
01:00
WYJAZD

sb/nd
27/28.10
02:30
Southeast Division
DrużynaWL%
Charlotte Hornets 210.667
Miami Heat 120.333
Orlando Magic 120.333
Washington Wizards 020.000
Atlanta Hawks 020.000
Liderzy preseason 2018/19
Punkty Zbiórki Asysty
Gordon 15,5
Fournier 12,5
Vucevic 12,0
Gordon 13,0
Vucevic 8,0
Bamba 6,0
Vucevic 4,0
Fournier 3,0
Briscoe 3,0
Przechwyty Bloki Minuty
Grant 2,5
Ross 1,5
Gordon 1,0
Iwundu 1,0
Ross 2,0
Vucevic 2,0
Bamba 1,5
Gordon 31,5
Simmons 28,0
Vucevic 25,5
Grant 25,5
Shoutbox
Podsumowanie Regular Season 2010/2011
Autor: jingles | Data dodania: 16.04.2011, 19:42
Orlando Magic wkroczyli w sezon 2010/2011 odmienieni. I nie chodzi tutaj o jakieś poważne zmiany kadrowe, lecz o image drużyny. Po 10 latach, po raz drugi w historii klubu, zmienione zostało główne logo. Dotychczasowe logo zostało zastąpione prostszym wzorem, w nie zmienionej formie pozostała tylko piłka-kometa, która pozostała także logiem alternatywnym. Magic wprowadzili także nowe stroje alternatywne. Są one, jeśli chodzi o wzór, identyczne jak stroje wyjazdowe, a różnią się kolorami - są czarne z niebieskimi wstawkami i białymi pasami. I na koniec trzecia, najważniejsza zmiana - nowa hala. Od tego sezonu "domem" Orlando Magic stała się Amway Center - jedna z najnowocześniejszych hal w całej NBA.

W porównaniu do sezonu poprzedniego w składzie Orlando Magic nie zaszło wiele zmian. Drużynę opuściło dwóch zawodników - walczak Matt Barnes przeszedł jako wolny agent do Los Angeles Lakers, zaś Anthony Johnson stracił miejsce w składzie Magic na rzecz wolnego agenta, młodszego od AJ-a, Chrisa Duhona, który podpisał z Orlando 4-letni kontrakt. Skład drużyny z Florydy zasilił także skrzydłowy Quentin Richardson, który miał zająć miejsce Barnesa. Reszta składu bez zmian. Do grudnia... ale o tym później.

Sezon 2010/2011 zaczął się dla Magików 28. października meczem z Wizards. Było to pierwsze spotkanie sezonu zasadniczego w nowej hali i trzeba przyznać, że debiut okazał się bardzo udany. Magic rozgromili gości ze stolicy 112-83, a pierwsze z 65 double-double w sezonie zaliczył Dwight Howard. Humory kibiców pogorszyły się jednak już dzień później, a wyjazdowy mecz z Miami zakończył się blowoutem 70-96, po żenującym występie Orlando (30,4% z gry, 16,7% za 3, Lewis - 2 pkt, 0/9 z gry, Carter - 4 pkt, 1/5 z gry).

W kolejnym miesiącu dobre nastroje powróciły. Magicy zanotowali bardzo dobry listopad i osiągnęli w nim bilans 12-3. Najważniejszymi zwycięstwami w tym miesiącu były wygrane z Hawks i Heat, gorzej szło Magikom z czołówką Konferencje Zachodniej, gracze z O-Town nie sprostali zarówno Jazz jak i Spurs, chociaż z tymi pierwszymi prowadzili jeszcze pod koniec trzeciej kawrty różnicą 17 pkt.

Grudzień 2010 okazał się miesiącem, w którym w Orlando Magic było wszystko, łącznie z kadrowym tornadem. Zaczęło się świetnie, 1. grudnia Magicy pojechali do Chicago i tam zdemolowali 107-78 Byki, które, jak się później okazało, w ostatnim meczu sezonu zapewniły sobie najlepszy bilans w lidze, a w trzech pozostałych starciach z Orlando w regular season wychodzili za każdym razem zwycięzko. Jak to się jednak mówi - miłe złego początki. W obozie Magic zaczął szaleć wirus żołądka, zaczęło się od Redicka, a później wirus dopadł jeszcze kilku innych zawodników, między innymi Howarda i Nelsona. Jeszcze w kolejnym spotkaniu Magicy pokonali Pistons, jednak później przyszły 4 porażki z rzędu, a po zwycięstwie z Clippers kolejna wysoka porażka z Denver. To przelało czarę goryczy...

18. grudnia od samego rana pojawiły się informacje i spekulacje o wymianie z Orlando w roli głównej. I stało się, pod wieczór polskiego czasu Orlando Magic wzięli udział w wymianach z dwoma klubami. Z drużyną z Florydy pożegnali się Carter, Pietrus, Gortat i Lewis. Pierwsza trójka przeniosła się do Phoenix Suns w zamian za Jasona Richardsona, Hedo Turkoglu (welcome back Hedo!) i Earla Clarka, zaś Lewis został oddany do Washington Wizards w zamian za Gilberta Arenasa. Istne trzęsienie ziemi w składzie, z drużyny odeszło dwóch zawodników pierwszej piątki, którzy spisywali sie jednak bardzo kiepsko, ciekawie zapowiadał się też powrót do Magic Turkoglu, który właśnie w drużynie z O-Town zagrał swoje najlepsze sezony.

Dwa pierwsze spotkania po wymianie byly nieudane dla Orlando, drużyna wydawała się być zagubiona, niezgrana, nowi zawodnicy nie mogli wpasować się w nowy zespół i mecze z Hawks i Mavs zakończyły się porażkami, wydłużającymi kolejną serię porażek do 4 spotkań. Później w grze Magików wydarzyło się jednak coś niesamowitego i być może to Magia Świąt, ale Orlando zaczęło seryjnie wygrywać i to z nie byle kim. 23. grudnia do Amway Center przyjechała najlepsza ekipa w lidze - San Antonio Spurs, a Magic ich zwyczajnie rozgromili 123-101. Później było jeszcze lepiej, w Boże Narodzenie nasi ulubieńcy grali z Bostonem i także Koniczynki nie sprostały nowej armii w Orlando. Te dwa zwycięstwa rozpoczęły najdłuższą w sezonie, 9-meczową serię zwycięstw Magic. 5 z tych wygranych miało miejsce w grudniu, który nasi zakończyli bilansem 8-8.

Początek stycznia to wspomniana kontynuacja wygrywania, jednak im dalej w nowy rok tym więcej zaczęło się pojawiać porażek. Nowi gracze Orlando grali dobrze, poza Arenasem. Turkoglu w pierwszym meczu w 2011 roku zaliczył triple-double (10 pkt, 14 zb, 10 as) ku uciesze wypełnionej hali Amway Center. Kilka ostatnich spotkań w styczniu to przeplatanie zwycięstw i porażek, a styczeń Magicy zakończyli z bilansem 10-6.

Luty podobnie jak miesiąc poprzedni był grany w kratkę. Najdłuższa seria zwycięstw w tym miesiącu trwała zaledwie 2 spotkania, zaś porażki były pojedyncze. W lutym Magic grali z czwórką bardzo silnych przeciwników, pokonać udało się Lekers i Thunder, zaś sprostać nie udało się Celtom oraz Żarom. Bilans lutego to 7-4.

W marcu jak w garncu jak mówi powiedzenie, a Magic postanowili się do niego dostosować. Początek miesiąca był świetny, najpierw zwycięstwo z Knicks wzmocnionymi przez Carmelo Anthony'ego, a w kolejnym meczu zwycięstwo z największym rywalem, Miami Heat, po niesamowitej końcowce w wykonaniu Magic (jeszcze w trzeciej kwarcie przegrywali różnicą 24 pkt). W kolejnym spotkaniu Magic mogli ustrzelić hatricka zwycięstw z czołówką Eastern Conference, jednak Bulls okazali się za mocni i pokonali naszych ulubieńców. W marcu były później jeszcze zarówno dobre jak i złe emocje. Do tych złych zaliczyć należy porażkę po dogrywce z Warriors (w tym meczu został ustanowiony rekord NBA pod względem ilości celnych trójek obu ekip - 36: Magic 15, Golden State 21) oraz porażkę z Lakers, po której przyszło jednak 5 wygranych pod rząd, w tym zwycięstwo z Nuggets po game-winnerze Nelsona. Bilans marca to 9-6.

Ostatnie kilka spotkań sezonu rozgrywanych w kwietniu nie miało już większego znaczenia jeśli chodziło o układ tabeli przed playoffs. Magic mieli zapewnione 4. miejsce na Wschodzie dlatego kwietniowe mecze kibice oglądali z mniejymi emocjami. Na koniec Magic mieli szansę pokonać najlepsze w lidze Byki, jednak ostatecznie grający bez zawieszonego za 18. faul techniczny Howarda (było to jego drugie zawieszenie w sezonie za ilość techników) gracze z O-Town przegrali po wyrównanym i emocjonującym meczu 99-102. Poza tą porażkę w kwietniu zdarzyła się jeszcze tylko jedna (z Raptors), pozostałe 5 spotkań Magic wygrali.

Sezon regularny Magic zakończyli z bilansem 52-30, który dał im dopiero 4. miejsce w Konferencji Wschodniej. Wyprzedziły ich Chicago (62-20), Miami (58-24) oraz Boston (56-26). We własnej hali Magicy grali dobrze, ale zdarzały się oczywiście wpadki jak porażka z Rapotrs czy Kings. Na wyjazdach team z Orlando nie zachwycał, wygrywając 23 spotkania na obcym terenie i 18 razy schodząc z obcych parkietów w roli pokonanych. Liderem w RS był oczywiście Howard, który notował śrenio 22,9 pkt/m, 14,1 zb/m oraz 2,4 bl/m. Dobrze spisywał się również Nelson - 13,1 pkt/m oraz 6 as/m. Swoje robiła ławka rezerwowych, ale od czasu kontuzji Redicka bench players byli mniej efektywni niż z nim. W kratkę grał J-Rich, a kompletnie zawiódł Arenas, który rzucał na traginczej skuteczności 34%. Cała drużyna w Regular Season trafiła 770 trójek co dało 1. miejsce w ilości trafionych rzutów, a 10. pod względem skuteczności zza łuku. Na lini rzutów wolnych Magic radzili sobie bardzo słabo - 69% trafianych osobistych dało im ostatnie miejsce w lidze, dodatkowo średnio 20 ast/m uplasowało naszych ulubieńców na 26. pozycji. Obrona wyglądała całkiem nieźle, głównie dzięki Howardowi, zbierane przez Magic średnio na mecz aż 43,2 piłek dało im miejsce nr 6, a tracone 93,7 pkt/m sprawiło, że po 82 spotkaniach Magicy mogli się pochwalić 4. obroną ligi. Podsumowując - sezon zasadniczy nieco rozczarował, Magic nie podjęli walki o miejsce w najlepszej trójce Eastern Conference i w playoffs przewagę parkietu mieli tylko w pierwszej rundzie z Atlantą.

Miejmy nadzieję, że nasi gracze wynagrodzą nam to wszystko w postseason, tak więc trzymajmy kciuki za Orlando i kibicujmy im w najważniejszej części sezonu 2010/11!!!

BE MAGIC!!!
Komentarze
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
W celu rejestracji skontaktuj się z redakcją.
Autor: skrzatos | Data dodania: 18.04.2011, 14:54

Sezon Regularny przeciętny, mało zwycięstw z ekipami +0.500, więc miejmy nadzieję, że PlayOffs będą udane.

GO MAGIC
Nick:
E-mail:

| Zapomnij
Content Management Powered by CuteNews