Clippers stoją na czele Konferencji Zachodniej i razem z Thunder dzierżą najlepszy bilans w całej lidze (28-8). Wyjątkowo dobrze wiedzie im się przed własną publicznością, gdzie mniej utytułowana drużyna z Los Angeles przegrała do tej pory tylko trzy razy. Gospodarze najbliższego spotkania grają bardzo efektowną koszykówkę, która nieco starszym kibicom może przypominać erę "Showtime". Liderem dzisiejszych rywali Magic jest Chris Paul. Rewelacyjny rozgrywający dołączył do zespołu gospodarzy latem 2011r. odmieniając Clippers nie do poznania. Paul jest drugim najlepszym asystującym na parkietach NBA (9.5 as/m) i oprócz dużej ilości kluczowych podań może pochwalić się także bardzo dobrymi zdobyczami punktowymi (17 pkt/m). Były zawodnik Hornets jest jednym z najpoważniejszych kandydatów do nagrody MVP, a jego ekipa mierzy w pierwszy w historii klubu mistrzowski tytuł. Oczywiście Clippers nie byliby tym samym zespołem bez Blake’a Griffina, który jest najczęstszym adresatem podań Chrisa Paula. Drużyna z "Miasta Aniołów" z pewnością byłaby jeszcze lepsza, gdyby nie kontuzja ścięgna Achillesa Chauncey’a Billupsa, której obrońca nabawił się jeszcze w poprzednim sezonie w meczu przeciwko… Orlando Magic.
Bilans Magic i ich fatalna seria przedstawia nieco zakrzywiony obraz zespołu, gdyż w rzeczywistości gra podopiecznych Jacque’a Vaughna nie wygląda tak źle, jak ich stosunek zwycięstw do porażek i pozycja w tabeli Konferencji Wschodniej. Orlando gra całkiem przyzwoicie, dzielnie stawia czoła nawet najlepszym przeciwnikom i wciąż musi zmagać się z wieloma kontuzjami. Dziś być może na parkiecie zobaczymy Gustavo Ayona i E’Twauna Moore’a, jednak na powrót Glena Davisa i Ala Harringtona będziemy musieli jeszcze trochę poczekać (o ile ten ostatni w ogóle kiedyś wyleczy się z kontuzji). Pod nieobecność wszystkich tych zawodników wiele powodów do radości dają nam nasi debiutanci i drugoroczniacy. Do świetnych występów i podwójnych zdobyczy w dwóch statystykach przyzwyczaił nas już Nikola Vucević. Swoją wartość nieraz udowodnił także Andrew Nicholson, który, gdy tylko na boisku spędza więcej niż 20 minut, zdobywa średnio 14.9 punktu. Ostatnio dobrze zaprezentowali się także Maurice Harkless i DeQuan Jones, co daje nam nadzieję na lepszą przyszłość.
Faworyt tego spotkania jest oczywisty. Clippers to zdecydowanie silniejsza drużyna, która na domiar złego zagra na własnym parkiecie. Zwycięstwo Magic wydaje się być niemożliwe, jednak każda seria ma gdzieś swój koniec, dlatego mam nadzieję, że już dziś wieczorem będziemy mogli świętować zwycięstwo Orlando.
Pora najbliższego meczu będzie dla nas, kibiców z Europy, bardzo korzystna, gdyż Magic zagrają już o 21:30 czasu polskiego w sobotę wieczorem. Tym bardziej zapraszamy wszystkich przed ekrany swoich komputerów.
