autor tekstu: skrzatosDużą niespodziankę i wiele radości sprawili nam w sobotni wieczór nasi ulubieńcy, którzy pokonali w Staples Center jedną z obecnie najlepszych drużyn ligi - Los Angeles Clippers. Dzięki temu zwycięstwu drużyna z Orlando przerwała serię dziesięciu porażek z rzędu i mogła odetchnąć z ulgą bo presja powoli (chociaż w tym sezonie o nic nie gramy) zaczęła narastać…
"O losach 7 z ostatnich 10 spotkań decydowała ostatnia akcja lub ostatnia minuta, a my po prostu nie potrafiliśmy dopiąć swego. Dzisiaj ponownie wszystko rozstrzygnęło się w końcówce, tak więc prawo serii zadziałało" – JJ Redick.
Do czasu tego spotkania Magic w nowym roku jeszcze nie wygrali (podobnie jak zespół naszego dobrego znajomego Dwighta Howarda – Los Angeles Lakers, mających serię sześciu porażek z rzędu), ale w końcu się udało i w Regular Season zapisać możemy na koncie dwie wygrane w Staples Center! (02.12.12r @Lakers, 113-103 i wczorajszej nocy z Clippers 104-101). W obu tych spotkaniach Arron Afflalo zdobył łącznie 60 pkt, 30 zaaplikował "Jeziorowcom" i 30 zdobył również z Clippers, widać nasz nowy nabytek dobrze czuje się w LA, gdzie w czasach akademickich studiował na uniwersytecie UCLA.
Magicy bardzo słabo rozpoczęli to spotkanie trafiając tylko 2 z 10 pierwszych rzutów, co przełożyło się na wynik 6-15 po niespełna 5 minutach inauguracyjnej kwarty. Obrona podopiecznych trenera Vaughna pozostawiała wiele do życzenia, gospodarze trafili 14 z 20 rzutów i na 2 min do końca 1q byli na 11-punktowym prowadzeniu (20-31), w tym zaliczając 8 punktów po 4 stratach drużyny z O-Town.
Z biegiem czasu Magicy grali coraz lepiej, może w obronie nie było widocznej poprawy, ale za to w ataku nasi zawodnicy zaczynali być bardziej skuteczni. Po nieco ponad 3 minutach gry był już remis po 33, a
takim oto dunkiem popisał się nasz żółtodziób – Maurice Harkless. Takiego wsadu pozazdrościł mu Ish Smith, który
w ten sposób chyba bez problemu znajdzie miejsce w TOP10 najlepszych akcji wieczoru. W sumie nie sądziłem, że Ish potrafi zrobić wsad, ale widocznie się myliłem. Niestety po tym fenomenalnym jak na niego zagraniu nie popisał się na linii rzutów wolnych i rzucił airballa, a na naszej ławce z tego powodu było
dużo śmiechu. Sam Smith jeszcze chyba myślał o akcji poprzedniej i za bardzo się rozluźnił, ale w sumie rozgrywał dobre zawody – na niespełna 6 min do przerwy miał na swoim koncie 7 pkt, 2 zb oraz 2 ast. Od momentu gdy na parkiet powrócili liderzy Clippers czyli Paul i Griffin, zanotowali oni run 8-0 i co dało im 8-punktowe prowadzenie (50-42), które utrzymali do przerwy i po 24 minutach mieliśmy wynik 57-49 dla gospodarzy, Griffin miał 16 pkt (8/14 z gry), a Chris Paul 8 pkt i 7 ast.
Po przerwie Magic szybko wzięli się do odrabiania strat i już po 5 min i 12 sekundach mieliśmy remis po 66. Do 9 minuty tej części gry wynik oscylował w granicach remisu, ale właśnie wtedy Griffin zaliczył 10 pkt z 14 pkt (przy 4 Orlando) w 3q i gospodarze znów odskoczyli (75-83), co oznaczało, że po raz kolejny będziemy musieli odrabiać straty. Przez ponad połowę 4. ćwiartki staraliśmy się gonić wynik, ale nie za bardzo się to udawało. Dopiero pod koniec meczu na niespełna 4 minuty do końcowej syreny zaliczyliśmy run 8-0, a kluczową akcją było 3+1 naszego lidera Arrona Afflalo (95-95). Griffin, który w całym meczu miał 30 pkt w 4q nie oddał żadnego rzutu. Po prawie 11 minutach ostatniej odsłony mieliśmy remis po 99 i po raz kolejny zapowiadała się emocjonująca końcówka. Po czasie dla Vaughna świetnym rzutem za 3 popisał się JJ Redick, ale później rzutem za 2 odpowiedział Chris Paul (102-101). Po kolejnym czasie dla nas nie zdołaliśmy zdobyć punktów i Clippers mieli piłkę, ale JJ Redick wymusił faul ofensywny! Vucevic, którego nie pilnowanego pod koszem zostawili gospodarze, zdobył 2 pkt (104-101) i podopieczni trenera Del Negro mieli ostatnią szansę na wyrównanie. Na nasze szczęście pomylił się Crawford i koszykarze Orlando Magic odnieśli bardzo ważne zwycięstwo, które zakończyło ich serię porażek!
Statystyki znajdziecie w BoxScore i ocenicie mniej więcej kto jak zagrał. Moim zdaniem słabiej spisał się dzisiaj Nicholson (8 pkt, 5 zb, 4 straty w 29 min), Jones oddał tylko 2 rzuty w 13 minut i mecz zakończył z zerowym dorobkiem punktowym. McRoberts może i kaleczył w ataku, ale bardzo się przydał w końcówce (+/- + 17), a JJ był jedną z wyróżniających się postaci. Swoje zrobił Nelson (11pkt, 9 ast), a po raz kolejny w LA świetnie się spisał Afflalo. Swój dunk miał Harkless, Ish się przebudził, Nik zrobił 18-15, a bardzo fajne niespełna 4 minuty zaliczył O’Quinn (poważnie).
niedziela, 13.01.2013r., godz. 05:06.
Be Magic!