Autor relacji 1. połowy: Magic42
Magic tradycyjnie rozpoczęli spotkanie lepiej od swoich rywali, lecz po raz kolejny na niewiele się to zdało. Wynik dla gości otworzył J.J. Redick, który w całej pierwszej połowie zdobył aż 17 punktów ani razu nie myląc się z gry. Oprócz rzucającego obrońcy do kosza często trafiał także Nelson, który wyprzedził Anfernee Hardawaya na liście najlepszych zdobywców punktów dla Orlando Magic. Po jego rzucie zza łuku na trzy minuty przed końcem pierwszej odsłony meczu, nasi ulubieńcy prowadzili 22-11. Trudno w to uwierzyć, ale przyjezdni zdążyli roztrwonić tę przewagę jeszcze w pierwszej kwarcie. Po stronie Pistons trafiać zaczęli Jason Maxiell i Brandon Knight, a "twardej" defensywy podopiecznych Jacque'a Vaughna nie powstydziłyby się nawet najsłabsze klubu Tauron Basket Ligi. Po drugiej stronie boiska nie było lepiej. Swój niespełniony strzelecki talent realizował Glen Davis, któremu udało się uzbierać trzy punkty przy skuteczności 1/7. Ostatecznie po 12 minutach gry Magic przegrywali 25-26.
Po krótkiej przerwie zawodnicy wrócili na boisko, a kibice zgromadzenie w The Palace of Auburn Hills znów mogli podziwiać wyczyny biało-niebieskich. Szczególnie wyróżniał się Arron Afflalo, który (jak przystało na rasowego rzucającego obrońcę) nie oddał w pierwszej połowie żadnego rzutu. "Tłoki" bez skrupułów karały bierną postawę w obronie rywali celnymi trójkami. Gospodarzom jednak nie udało się osiągnąć znaczącego prowadzenia, gdyż Magic też w końcu zaczęli trafiać do obręczy. Dobrze spisywał się Redick i Vucević, ze swojej roli wywiązywał się także Andrew Nicholson, jednak szybko załapał on cztery faule i zmuszony został do opuszczenia boiska. Druga kwarta zakończyła się kolejną cegłą Davisa oraz punktami Grega Monroe które wyprowadziły Pistons na minimalne prowadzenie 54-52.
Po pierwszej połowie kibice Magic nie mieli wielu powodów do zadowolenia. Wprawdzie wynik nie wskazywał na słabą dyspozycję naszych ulubieńców, lecz silniejsza od Pistons ekipa z pewnością bardziej skarciłaby postawę przyjezdnych z Florydy. Jasnym punktem drużyny z O-Town bez wątpienia był Redick, który, jak już wcześniej wspomniałem, zdobył 17 punktów rzucając ze 100% skutecznością. Po stronie gospodarzy najlepiej grał młody Brandon Knight. Na tym etapie meczu nieco w cieniu był za to Greg Monroe.
Autor dalszej części: skrzatos
O drugiej części meczu nie da się chyba napisać dobrego słowa o grze koszykarzy Orlando Magic. Nasi ulubieńcy w całym meczu przegrali walkę na tablicach oddając rywalom aż 16 zbiórek na własnej desce, w całym meczu w zbiórkach byliśmy gorsi aż o 13 (41-54). Ponownie bardzo mało stawaliśmy na linii rzutów osobistych, bo tylko 8-krotnie (6 celnych), dla porównania Pistons rzucali 21 razy z czego trafili 14 rzutów. Jedynym zawodnikiem, którego należy pochwalić jest JJ Redick – 9/10 celnych, 5/6 za 3, co dało mu 26 punktów. JJ dał dobry przykład naszemu innemu rzucającemu obrońcy Arronowi Afflalo, jak powinno się grać. Gracz z numerem 4 na koszulce oddał tylko 4 rzuty w tym spotkaniu i wszystkie spudłował. Co prawda zebrał 9 piłek, asystował 5-krotnie, ale cóż z tego jak Magicy z nim na parkiecie byli aż -17… 3. kwartę przegraliśmy 14-28 i ostatnia odsłona była tylko odsłoną, którą trzeba było rozegrać, by mecz mógł się zakończyć.
4q. mało znacząca wygrana 24-23 przez Magic, trochę czasu pograli zawodnicy z końca ławek rezerwowych i całe spotkanie zakończyło się rezultatem 90-105. Była to 27. porażka podopiecznych trenera Vaughna w Regular Season i Magicy powoli zaczynają poważnie bić się o 1. numer nadchodzącego draftu…
Jeśli chcecie (a nie powinniście) to statystki macie w BoxScore, na szczęście dla mnie nie widziałem pierwszej połowy, bo nie wiem czy nerwowo bym wytrzymał patrząc jak najpierw prowadzimy +11, a później przegrywamy we frajerskim stylu…
Be Magic!!