Magic znajdują się obecnie w trudnym, jeśli nie beznadziejnym położeniu. Orlando może "pochwalić się" najdłuższą aktywną serią porażek (7 kolejnych niepowodzeń), terminarz nie układa się dla nich korzystnie, a jeden z najważniejszych zawodników zespołu Jacque’a Vaughna nabawił się bardzo poważnej kontuzji. Glen Davis będzie potrzebował operacji i już teraz mówi się o 8-10 tygodni rehabilitacji. Wszystko wskazuje więc na to, że Big Baby nie pojawi się na parkiecie do końca sezonu, co wyjątkowo komplikuje nie tylko sytuację w samej drużynie, ale także jej zarządzie. Rob Hennigan najprawdopodobniej miał zamiar wytransferować Davisa przed
trade deadline (21 lutego), a w przypadku jego nieobecności może być o to niezwykle trudno.
Sezon dla Magic jest już przegrany i chyba wszyscy zdążyliśmy się z tym pogodzić. Nasi ulubieńcy legitymują się bilansem 14-31, co jest czwartym najsłabszym rezultatem w całej lidze. Biorąc pod uwagę terminarz i kontuzje ich kluczowych graczy, bardzo prawdopodobne, że fatalna seria niepowodzeń potrwa jeszcze kilka meczów, a klub z Florydy spadnie w tabeli jeszcze niżej, gdyż od ostatnich w NBA Charlotte Bobcats dzielą go zaledwie trzy spotkania. Wszystko ma jednak swoje dobre strony. Po pierwsze, każda kolejna porażka zwiększa nasze szanse na wylosowanie pierwszego numeru w drafcie, a nie jest tajemnicą, że to właśnie największy cel organizacji z O-Town. Poza tym, podczas kontuzji Davisa więcej czasu na boisku spędzali nasi debiutanci. Teraz, kiedy o zwycięstwa będzie jeszcze trudniej, Vaughn powinien ograniczyć rolę weteranów i przez większość spotkania grać zawodnikami o najmniejszym doświadczeniu na profesjonalnych parkietach. Bezpośrednio na nieobecności Glena Davisa zyska Andrew Nicholson, który najprawdopodobniej będzie teraz regularnie pojawiać się w pierwszej piątce. Podczas absencji silnego skrzydłowego pozyskanego z Bostonu, młody zawodnik wybrany z 19. numerem draftu 2012 zdobywał średnio 8.5 punktu oraz 3.4 zbiórki. Kiedy brał udział w spotkaniu już od pierwszej jego sekundy, jego statystyki wynosiły 10.4 punktu i 4.3 zbiórki. W ostatnich dniach jego dyspozycja nie wygląda tak imponująco, jednak jest to spowodowane przede wszystkim małą ilością czasu spędzanego na parkiecie.
Celtics to także nie ta sama drużyna, która jeszcze przed pięcioma laty sięgała po mistrzowskie trofea. Dziś Boston zajmuje dopiero 8. lokatę w Konferencji Wschodniej i zespół ze stanu Massachusetts będzie musiał ostatniego miejsca premiowanego awansem do
playoffs bronić do końca sezonu zasadniczego. Sytuacji naszych przeciwników nie poprawia z pewnością kontuzja jednego z liderów. Rajon Rondo z powodu zerwanego więzadła krzyżowego już na pewno nie zagra w bieżących rozgrywkach, a być może będzie musiał pauzować także na początku przyszłych. Najlepszym zawodnikiem Celtics jest w tym momencie Paul Pierce. Wspiera go bardzo doświadczony Kevin Garnett oraz pozyskany latem Jason Terry – jeden z autorów sukcesu Mavericks w 2011r. Barwy "Koniczynek" reprezentują także nasi dobrzy znajomi: Courtney Lee i Brandon Bass.
Oba zespoły pozbawione są swoich kluczowych zawodników, co jednak nie wyrównuje szans. Zdecydowanym liderem meczu są gospodarze, którzy dziś w hali TD Garden podejmować będą przyjezdnych z Florydy. Zwycięstwo może okazać się dziś poza naszym zasięgiem, ale pamiętajmy, że nie o to walczymy w tym sezonie.
Początek spotkania o godzinie 1:30 naszego czasu w nocy z piątku na sobotę.