Magic przegrali 19 z ostatnich 21 spotkań. Na domiar złego kontuzji pod koniec drugiej kwarty meczu z Celtami nabawił się Nelson, który nie pojawił się na parkiecie ani na chwilę w drugiej połowie. Forma naszych ulubieńców jest, delikatnie mówiąc słaba, a nastroje miało poprawić zwycięstwo w TD Garden. Nic z tego, Magic przegrali wyraźnie, mimo że w trzeciej kwarcie kilka razy niwelowali przewagę gospodarzy do 4 pkt. Ostatnia kwarta należała jednak zdecydowanie do Koniczynek, które chwilami prowadziły różnicą 20 pkt, a ostatecznie pokonały Magic 97-84.
"Walczyliśmy naprawdę twardo, ale nie mogliśmy zbyt wiele zrobić w ataku. Chwilami polegaliśmy tylko na zagraniach w obronie. Gdyby Jameer był na boisku to na pewno pomógłby nam w ofensywie." - powiedział J.J. Redick.
"To część gdy w koszykówkę, musimy sobie z tym dalej radzić. To oznacza, że pozostali gracze będą musieli dopasować się do nowych ról." - powiedział Vaughn po spotkaniu.
Sam początek był obiecujący, Magic wyszli na kilkupunktowe prowadzenie wykorzystując początkową nieskuteczność gospodarzy i prowadzili na początku spotkania 13-7. I tu skończyły się dobre chwile dla Orlando, w dalszej części spotkania goście musieli gonić, a początkiem tej sytuacji był run 18-5, który Celtics zanotowali na koniec pierwszej kwarty. Gospodarze w każdej odsłonie powiększali swoją przewagę, chociaż zwycięstwo zapewnili sobie dopiero pod koniec trzeciej i na początku czwartej kwarty.
Najlepszym strzelcem Magic w tym meczu był Redick - zdobywca 15 pkt, który po raz kolejny wyszedł w pierwszej piątce. W wyjściowym składzie pojawił się też Andrew Nicholson, który zastąpił kontuzjowanego Glena Davisa, i trzeba przyznać, że debiutant poradził sobie naprawdę dobrze, notując double-double na poziomie 14 pkt i 10 zb. Po 14 pkt i zb zanotował Vucevic, a w ostatniej kwarcie wyróżniali się Moore i O'Quinn, których dorobki punktowe to odpowiednio 14 i 11 pkt.
Po stronie rywali najbardziej wyróżniał się Green, który nie dość, że zdobył 17 pkt, to jeszcze zaaplikował Magikom kilka potężnych wsadów. Po 14 pkt dołożyli za to Lee, Garnett i Pierce, a dwaj ostatni mieli także odpowiednio 10 i 11 zb.
"Myślę, że po prostu musimy myśleć pozytywnie. Trzeba dalej starać się wygrywać. Mamy teraz pod górkę z powodu serii porażek i kontuzji. Trzeba jednak myśleć pozytywnie i grać twardo. I będziemy to robić." - dodał Redick.
Sytuacja Magic nie wygląda zbyt optymistycznie. Seria porażek, kolejne kontuzje i trudny terminarz powodują, że ciężko upatrywać zwycięstw w kolejnych meczach drużyny ze środkowej Florydy. Jest za to walka i serce do gry, które możemy obserwować w każdym meczu. A kolejny już z soboty na niedzielę w Milwaukee...
Autor: piotrek027 | Data dodania: 02.02.2013, 8:23
Dokładnie o 4:37 przebudziłem się i sprawdziłem wynik i potem już nie mogłem zasnąć. Szkoda kolejnej porażki, ale ciężko spodziewać się czego innego grając bez Davisa, Afflalo. Teraz jeszcze Nelson, oby to nie było nic poważnego. Cieszy jedynie fakt, że młodzi pograli sporo, ciągle mogą się ogrywać na najwyższym poziomie i łapać to ligowe doświadczenie. Tylko powiedzcie mi, kiedy przełamiemy tę fatalną serie? Pozdrawiam.
Autor:
skrzatos | Data dodania: 02.02.2013, 15:37
jaki mecz taki wynik, trochę walki było i niech nam to wystarczy. Więcej O'Quinna!
Autor:
redzik | Data dodania: 03.02.2013, 0:24
Boli mnie wyjatkowo ta porazka,bo od zawsze mam uczulenie na kolor zielony:),,ale wiadomo,ogrywamy mlodych,no i Nicholson i Harkless zagrali niezle,Nik wciaz robi DD,no i zgadzam sie-zdecydowanie wiecej O'Quinna!Nawet wraz z Nickiem pod koszem...