Magic już po raz drugi w tym sezonie są w trakcie dwucyfrowej ilości porażek z rzędu. Wcześniej skończyło się na 10, porażka z Sixers także była dziesiątą z rzędu. Poprzednio niechlubną serię zakończyło spotkanie z Clippers, zgadnijcie z kim Magic grają kolejny mecz... Tak, tak, właśnie z Clippers, tyle że tym razem u siebie. Ale wróćmy do pojedynku rozgrywanego w stanie Pensylwania...
Magic od początku grali słabiutko. Brak Nelsona, Redicka, Afflalo i Davisa, a także Jonesa, dawał się we znaki, a gracze z O-Town rozpoczęli spotkanie w składzie Smith, Moore, Harkless, McRoberts i Vucevic. Skuteczność gości od początku pozostawiała wiele do życzenia, obrona z resztą też, co spowodowało, że na niespełna 4 min do końca pierwszej kwarty Magic przegrywali 6-22. Wiele zniwelować się nie udało i po 12 min gospodarze prowadzili różnicą 12 oczek. Nieco lepsza (w sumie najlepsza z całego meczu) okazała się dla Orlando druga kwarta, w której Magic zdobyli o 5 pkt więcej od rywali, głównie za sprawą Moora i Vucevica, którzy byli głównymi dostarczycielami punktów dla Magic, a ten pierwszy popisał się też najładniejszą chyba akcją meczu, ogrywając Holidaya pięknym przełożeniem piłki za plecami zakończonym layupem. Do przerwy 7 pkt więcej mieli na koncie gospodarze.
Trzecia i czwarta kwarta to była dla kibiców Magic istna męczarnia. Goście przez 24 minuty zdobyli 26 pkt i chociaż 36 pkt zdobyte przez rywali także szału nie robi, to wystarczyło do zdecydowanego zwycięstwa. Magic byli także o krok od upokarzającego "wyczynu" w postaci ostatecznej zdobyczy punktowej poniżej granicy 60 oczek, jednak na sekundę do końca za 2 trafił Smith co dało gościom punkty numer 60 i 61. Gracze z O-Town przegrali w Philly 61-78 notując 10. porażkę z rzędu.
Najlepszym zawodnikiem Orlando był bez wątpienia Moore, który zanotował 18 pkt trafiając kilka floaterów i zaliczając wspomnianą już akcję meczu. Nieźle wypadli też debiutanci Nicholson - 11 pkt, 6 zb i Harkless - 10 pkt, 5 zb, choć skuteczność Moe pozostawia wiele do życzenia - 4/13 z gry. Kolejny solidny występ zanotował Vucevic - 9 pkt, 14 zb, który pewnie uzyskałby double-double gdyby grał w ostatniej kwarcie. O występie McRobertsa i Turkoglu lepiej zapomnieć, chociaż ze statystyk wynika, że oboje mieli po 6 asyst (oglądając mecz tego nie widziałem).
Świetne zawody w ekipie gospodarzy rozegrali Hawes - 21 pkt, 14 zb, Holiday - 13 pkt, 14 as oraz Nick Young - 15 pkt.
Magic i Sixers to dwie najgorsze drużyny w tym sezonie jeśli chodzi o ilość oddawanych średnio rzutów osobistych. Nie inaczej było i tym razem, nasi ulubieńcy stawali na linii osobistych zaledwie 8 razy, a rywale jeszcze mniej - tylko 5 razy. Równie źle obie ekipy prezentowały się w rzutach z dystansu, Sixers trafili tylko 3 na 20 rzutów za 3, Magic zaś trafili zaledwie 1 raz na 12 prób. Mówiąc krótko - był to fatalny mecz, jedno z najsłabszych spotkań NBA jakie dane mi było ostatnio oglądać.
Jak zostało wspomniane na początku, kolejny mecz Magic rozegrają z Clippers, którzy tym razem przyjadą z wizytą na Florydę. Trudno się spodziewać, by przetrzebieni kontuzjami zawodnicy Orlando stawili czoła zdecydowanie silniejszym rywalom. Z drugiej jednak strony - gdy Magic wygrywali z nimi z Los Angeles kończąc poprzednią serię 10 porażek z rzędu, też nikt się tego nie spodziewał, a przecież Clippers mają obecnie na koncie 3 przegrane z rzędu, w tym przed kilkoma chwilami z Wizards. Trzymajmy więc kciuki, by ze środy na czwartek loosing streak Magic dobiegł końca, a o meczu z Sixers lepiej szybko zapomnijmy.