Wiele spotkań Magic w tym sezonie, nawet tych przegranych, nie wywołuje u mnie wielkich emocji, bo zdaję sobie sprawę czym ten sezon jest dla tej organizacji. Jendak mecz z Clippers spowodował u mnie nadzwyczajne podniesienie ciśnienia... Być może dlatego, że rywale grali bez swych najlepszych graczy, być może dlatego, że ostatnio to właśnie na nich Magic skończyli serię 10 porażek, a być może dlatego, że byli oni spokojnie do ogrania. Stało się jednak inaczej i nasi ulubieńcy zanotowali 11. porażkę z rzędu...
Świetny początek spotknia zanotował powracający po kontuzji Nelson, który w połowie drugiej kwarty miał na koncie 18 pkt. Rozgrywający Magic mecz zakończył z dorobkiem... 18 pkt, plus 5 zb i 4 as. Co więcej, Nelson był najlepszym strzelcem Orlando w tym meczu. W pierwszej kwarcie swoją obecność na parkiecie wyraźnie zaznaczył też podkoszowy gości - DeAndre Jordan, który ogrywał zarówno Vucevica jak i Nicholsona kończąc akcje wsadami.
Magic zdecydowanie lepiej zaczęli to spotkanie, ograniczając atak gości, którzy dopiero pod koniec pierwszej kwarty zdołali dogonić rywali doprowadzając po 12 minutach do remisu 17-17. W drugiej odsłonie obie ekipy bardziej postawiły na atak, a gospodarze zdołali ponownie osiągnąć 7 pkt przewagi, które jednak zostały szybko roztrwonione i w połowie spotkania ekipa z O-Town miała zaledwie 2 pkt przewagi.
Druga połowa zaczęła się zdecydowanie lepiej dla gości, którzy wyszli na prowadzenie i nie oddali go aż do końca. Decydująca okazała się trzecia kwarta wygrana przez Clippers różnicą 11 pkt. W ostatniej odsłonie robili co mogli O'Quinn, Harkless i Vucevic, którzy jako jedyni zdobywali dla Magic punkty w tej kwarcie, jednak ostatecznie to przyjezdni zwyciężyli 86-76.
Zwycięstwo i przełamanie passy porażek było możliwe do osiągnięcia, jednak wydaje się, że osłabieni kontuzjami Magic są obecnie jedną z najsłabszych ekip w NBA i do wygrywania jest im daleko. Widać jednak walkę i kibice nie mają się czego wstydzić.
Poza wspomnianym Nelsonem na wyróżnienie wśród Magików zasługuje dzisiaj przede wszystkim Vucevic, który zanotował kolejne double-double w postaci 15 pkt i 13 zb, jednak miał najgorszy wskaźnik +/-, aż -22. Skoro jesteśmy już przy tym wskaźniku, każdy z graczy rezerwowych miał go na plusie (a każdy z wyjściowego składu na minusie...), a nejlepszym był O'Quinn (+10), który swoją walecznością po raz kolejny pokazał, że nie jest jedynie "zapchaj-dziurą" na ostatnie minuty roztrzygnietych meczów, i zdobył 10 pkt i 9 zb w niespełna 19 min. Nieźle zagrał też Smith - 9 pkt (2/2 za 3!!!), 3 zb, a debiutanci Harkless i Nicholson dodali po 6 pkt.
W ekipie zwycięzców zdecydowanie najlepiej zaprezentował się Bledsoe - 23 pkt, 6 zb. Dzielnie wtórowali mu Hollins - 13 pkt, 8 zb, 2 bl i Jordan - 13 pkt, 14 zb.
Kolejną szansę na przerwanie serii porażek Magic będą mieli z piątku na sobotę kiedy spotkają się Cavs, którzy po dzisiejszym zwycięstwie z Bobcats wyprzedzili naszych ulubieńców w tabeli Wschodu.
Autor:
redzik | Data dodania: 07.02.2013, 16:14
O'Ouinn na koniec mial 10 pkt i 9 zb(w 19 min):)Wygralismy deske i asysty...
Autor: Levyy | Data dodania: 07.02.2013, 20:59
Wstyd się przyznać, ale zasnąłem w 4. kwarcie :p