Jeśli nie widzieliście tego meczu to musicie go obejrzeć. Choćby ze względu na Vucevicia, który zaliczył monster-game z 25 punktów i 21 zbiórek. Ponadto traciliśmy do Heat już 20 punktów na starcie 3. kwarty, a mimo tego udało się nam wrócić do meczu i walczyć o zwycięstwo do końcowej syreny.
Prawie cała pierwsza odsłona była wyrównana, żadna z drużyn nie mogła osiągnąć wyraźnej przewagi. Przez ostatnie 2 min tej kwarty Magicy nie byli w stanie zdobyć punktów, co skrzętnie wykorzystali gospodarze rzucając gościom 7 oczek i zakończyli pierwsze 12 minut wynikiem 25-18.
W kolejnej ćwiartce powoli uwidoczniała się przewaga gospodarzy, którzy punktowali za 3 i coraz częściej dostawali się na linię rzutów osobistych. Magicy spokojnie starali się gonić rywali, ale średnio im to wychodziło i kwarta zakończyła się wynikiem 22-30, co dało do przerwy rezultat 40-55 dla Miami.
Przewaga 20 punktów została osiągnięta przez mistrzów NBA już chwilę po przerwie i wydawać się mogło, że zaraz będzie po meczu. Nic bardziej mylnego! Świetna gra na deskach Vucevicia, skuteczna gra Afflalo plus celne trójki reszty z Magików pozwoliły na koniec kwarty zbliżyć się do gospodarzy na 3 punkty (74-77).
Do pewnego momentu w ostatniej odsłonie Vuciević miał na koncie tyle ofensywnych zbiórek (8), co Chris Bosh… łącznie. Dodatkowo Nik w sumie po 4 min gry miał zebranych 20 piłek czyli o 1 więcej niż cały wyjściowy skład Miami. Po niespełna 3 min gry goście wyszli na prowadzenie 82-81, które było ich pierwszym w całym meczu, a przez kolejne kilka akcji udało się tą zaliczkę powiększyć do 5 punktów (86-81). Niestety chwilę później "Żary" odpowiedziały runem 6-0 i wszystko wróciło do normy, ale to przecież nie był jeszcze koniec meczu. Magic powrócili na prowadzenie 93-89, ale swój 6. faul złapał dobrze spisujący się Harkless, a około 4 minuty później w jednej z kluczowych akcji meczu faul ofensywny popełnił Harris, który był jego szóstym przewinieniem i też musiał zejść z placu gry. Mieliśmy wtedy 3 punkty przewagi (96-93), ale w kolejnej akcji też 6. faul złapał Nik i dla niego mecz się skończył. Bosh wykorzystał dwa osobiste, a Magicy nie wykorzystali swojej szansy na powiększenie prowadzenia, co się zemściło. Na 3 sekundy do ostatniej syreny James zdobywa punkty spod kosza i przegrywamy 96-97 mając piłkę pod własnym koszem i zero przerw na żądanie. Próba Afflalo z połowy jest daleka od celu i niestety na koncie zapisujemy porażkę numer 45…
Mimo niepowodzenia spotkanie mogło się podobać, crunch-time, walka do samego końca i zaciętość naszych zawodników sprawiły, że można było przez chwile poczuć się jak w 2010 roku.
Pewnie wygraliśmy walkę na tablicach (45-33), ale oddaliśmy aż 19 rzutów osobistych mniej… Skuteczność z gry, za 3 oraz z osobistych były zbliżone. Popełniliśmy tylko 3 straty więcej (17).
Najlepiej z Magików spisał się Nik Vucević – 25 punktów i 21 zbiórek robi wrażenie. Wyraźnie zabrakło go w ostatnich sekundach przez ten nieszczęsny szósty faul, dobre zawody rozegrał nasz kapitan Jameer Nelson, który również zanotował double-double tyle, że złożyło się na nie 16 punktów i 14 asyst.
Kolejne spotkanie rozegramy w nocy z piątku na sobotę o godzinie 1:00 w nocy z ekipą Indiany Pacers, a już we wtorek podejmować będziemy Los Angeles Lakers. Będzie to pierwszy powrót Dwighta Howarda do Orlando, więc nie może Ciebie zabraknąć!
Jest już czwartek czyli taki weekend starter, a zapowiedź do meczu z Indianą w najbliższym czasie.
Be Magic!
Autor:
4.Michael | Data dodania: 07.03.2013, 3:18
Derby rządzą się swoimi prawami... świetny mecz i wspaniałe widowisko! Kto nie oglądał, ma czego żałować - bez kitu. Nasza młodzież twardo przeciwstawiła się Mistrzom NBA, a Vucevic rozegrał na prawdę wielki mecz. Było bardzo gorąco dziś na Florydzie... Brawo Magic! We Will!
Autor: Ko1 | Data dodania: 07.03.2013, 6:39