Chyba każdy z kibiców Magic miał przed oczami zwycięstwo jego ekipy nim rozpoczęła się ostatnia kwarta tego spotkania. Kwarta która została zdominowana przez Monta Ellisa – zdobywcy aż 25 punktów czyli o 3 mniej niż cała ekipa Orlando w tych 12 minutach.
Zazwyczaj mający problemy defensywne w początkowych minutach gracze trenera Vaughna tym razem dobrze rozpoczęli inaugurującą kwartę, wychodząc na prowadzenie i kontrolując kilku punktową przewagę na przestrzeni całej odsłony. Mądra gra przyjezdnych w połączeniu ze skutecznością dała prowadzenie 25:18.
Druga kwarta już bardziej wyrównana (29:26), ale równie dobra co poprzednia. Świetne zawody rozgrywał Harkless, który punktował czy to w pomalowanym czy to na dystansie. Dzielnie wspierał go Afflalo i Nelson, a na deskach solidnie spisywał się Vucević, co dało do przerwy prowadzenie 54:44.
Bucks w 3q próbowali atakować i zbliżać się do gości, ale gdy tylko to czynili Magicy ponownie odskakiwali powiększając prowadzenie o kilka punktów. Gospodarze tracili pod koniec odsłony 7 oczek do ekipy z O-Town (66-73), ale przez ostatnie dwie i pół minuty mieli problemy ze zdobywaniem punktów i podopieczni trenera Vaughna ponownie odskoczyli (81:70).
Monta Ellis Show! – tak można nazwać kwartę, w której jeden z liderów Milwaukee zdobywa 25 ze swoich 39 punktów i prowadzi ich do zwycięstwa. Magic nie mieli odpowiedzi na tego zawodnika, który był on-fire i trafiał praktycznie wszystko. Do 46 minuty trzymaliśmy się w meczu na prowadzeniu, ale później było coraz gorzej. Na 1:29 do ostatniej syreny wyrównał Ilyasova, w odpowiedzi Harkless trafił tylko jeden z dwóch rzutów osobistych, a dla Bucks w kolejnej akcji spod kosza punktował Sanders (109:110). Na 13 sekund do końca zza łuku ukąsił Ellis i było po meczu…
Był to pierwszy pojedynek od czasu wymiany pomiędzy ekipami Magic i Bucks. Redick zagrał tylko 23 minuty i w tym czasie spudłował 4 z 5 oddanych rzutów, dodał do tego 2 celne osobiste, ale w czasie gdy był na parkiecie miał największy wskaźnik +/- na plus aż 15. Ayon i Smith nawet nie weszli na parkiet, nie licząc rozgrzewki i time-out’ów gdy mogli przybić sobie "piątki" z kolegami.
W Magic Harris zagrał całkiem nieźle 14 punktów (4/8 z gry, 1/4 za 3), 8 zbiórek, ale też po raz kolejny 6 fauli. Udrih miał 8 pkt i 2 ast w 18 min, a Lamb 1 zbiórkę i faul w 7 minut nie oddając żadnego rzutu.
Przed nami pojedynek z Pacers na wyjeździe. Tam będziemy szukać szansy na win!
BE MAGIC!!
Autor:
4.Michael | Data dodania: 19.03.2013, 23:11
Dobry, ciekawy mecz, ale w 4 kwarcie, zabrakło nam chyba paliwa
