Magic do spotkania z Thunder przystępowali w roli totalnego outsidera, czemu trudno się dziwić patrząc na bilanse obu ekip. Thunder to obecnie trzecia najlepsza drużyna NBA, nasi ulubieńcy są zaś na drugim miejscu od końca, a z ostatnimi Bobcats dzielą ich zaledwie dwa zwycięstwa. Na parkiecie nie było jednak widać tej różnicy, a o zwycięstwo gospodarze spotkania w Amway Center walczyli do ostatnich sekund.
Początek meczu był lepszy w wykonaniu faworyzowanej ekipy z Oklahomy. Pod koniec pierwszej kwarty osiągnęli oni 8 pkt przewagi, a w drugiej odsłonie skutecznie ją powiększali, prowadząc aż 45-30 na niespełna 2 i pół minuty do zakończenia drugiej ćwiartki. W połowie spotkania goście prowadzili różnicą 13 oczek, a wynik brzmiał 47-34.
Po zmianie stron coś niesamowitego wstąpiło w Nelsona i Harklessa. Ci dwaj zawodnicy zdobyli 26 z 32 pkt Orlando w trzeciej kwarcie, co pozwoliło zniwelować przewagę Thunder do zaledwie 4 pkt przed decydującą odsłoną, a w samej trzeciej kwarcie osiągnąć nawet w pewnej chwili remis. A wszystko rozpoczął Nelson, który mimo iż był zupełnie niewidoczny w pierwszej połowie, drugą rozpoczął od layupa, a po kilku chwilach dołożył dwie trójki z rzędu, dając gospodarzom znak do pogoni za rywalem. Harkless z kolei po raz kolejny dążył do pobicia rekordu życiowego pod względem zdobyczy punktowej, co ostatecznie mu się udało. W ostatniej części spotkania Magic walczyli do samego końca utrzymując się tuż za silniejszym rywalem. Na 1:40 do końca Thunder prowadzili zaledwie 2 punktami, 90-88, jednak od tego momentu naszym ulubieńcom udało się zdobyć zaledwie 1 punkt, zaś Durant i Westbrook skutecznie wykonywali rzuty osobiste, prowadząc bardziej doświadczonych Thunder do zwycięstwa 97-89.
Najlepszym graczem w drużynie z O-Town był po raz kolejny Maurice Harkless - zdobywca 25 pkt, 9 zb i 4 bl, który po raz drugi w kilku spotkaniach pobił swój punktowy rekord. Bardzo dobrze wypadł też ostatecznie Nelson - 16 pkt, 10 as, a z ławki dobre wsparcie dał Udrih - 13 pkt, 5 as. Po raz pierwszy w karierze w wyjściowym składzie wyszedł na boisko debiutant Kyle O'Quinn i trzeba przyznać, że po raz kolejny zaprezentował się bardzo solidnie notując 11 pkt i 9 zb. Najlepszym zbierającym w ekipie gospodarzy był z kolei Harris, jednak zagrał on na tragicznej skuteczności 3/17 z gry i zdobył 10 pkt.
W Thunder standardowo dzielili i rządzili Durant z Westbrookiem - odpowiednio 25 pkt, 8 zb oraz 19 pkt, 9 as, 6 zb.
W drugiej kwarcie tego spotkania miało miejsce mało sympatyczne wydarzenie, w biegu po niczyją piłkę kontuzji ścięgna udowego nabawił się Afflalo, któremu Harrington i Lamb musieli pomóc udać się do szatni. Zawodnik przejdzie badanie MRI, jednak jest bardzo prawdopodobne, że czeka go przerwa w grze.
Kolejny mecz Magic rozegrają z pn na wt przeciwko Miami Heat. Czas przerwać ich serię zwycięstw!
Autor:
4.Michael | Data dodania: 23.03.2013, 17:18
Harris - koszmar, pomimo d-d. Harkless natomiast b.dobrze + 4 przechwyty. Udrih też z ławki swoje robi.