Po być może, nadmiernie optymistycznej relacji z zeszłego tygodnia ostałem brutalnie sprawdzony na ziemię. Niestety nie przez naszych przeciwników, a przez drużynę naszych ulubieńców. Pełen wiary i nadziei na dobre wyniki przed końcem sezonu, usiadłem do niedzielnego meczu z Bucks. Wszystko zdawało się iść bardzo ładnie, do czasu, aż Magic nie przypomnieli sobie chyba w którym miejscu tabeli się znajdują i, że wygrane mecze są w tym sezonie towarem naprawdę luksusowym, ciężkim do zdobycia. Praktyczne oddanie spotkania w czwartej kwarcie odwróciło mój nastrój o 180 stopni. Zawodnicy z O-Town przypomnieli o tym, ze w naszej drużynie są wciąż ogromne luki w poszczególnych elementach, oraz że pojęcie obrony czasem przestaje istnieć. To pokazuje, ile pracy jeszcze przed Orlando Magic w ich przebudowie, która dopiero się zaczyna. Ale, żeby nastroje kibiców nie były takie jednostronne, na koniec tygodnia nasi ulubieńcy pokazali pazur i chęć do walki, niespotykaną u drużyn z takim bilansem. Po raz kolejny drużyna z Oklahomy nie miała łatwego zadania, a mecz nie był dla nich spacerkiem. Między tymi porażkami z Bucks, oraz Thunder, Magicy stoczyli jeszcze pojedynki z Pacers, oraz Knicks. Jak można było przewidzieć w meczu z drużyną z Indiany, widoczna była dysproporcja w dość istotnym elemencie gry jakim na pewno jest obrona. Pacers słyną w całej lidze ze swoich umiejętności w obronie, my również, lecz w negatywnym tego słowa znaczeniu. Ekipa NYK kontrolowała przebieg spotkania praktycznie od początku do końca. Magic byli w stanie doprowadzić do remisu tylko raz w całym meczu. To spotkanie pokazało, po raz kolejny już, że to jeszcze nie czas na mierzenie się z takimi zespołami w nastrojach do wygranej. Oczywiście należy wierzyć w naszą ulubiona drużynę, lecz proponuję podchodzić do tego w kategorii miłej niespodzianki, kiedy nasi ulubieńcy pokonają kogoś z górnej części tabeli. Podsumowując cały tydzień, można stwierdzić iż poza wymienianą często obroną, drużynie Orlando Magic brakuje zwyczajnego ogrania i systematyczności. Niestety, są to cechy charakteryzujące zespoły w górnej części tabeli i pracuje się na nie latami, ale to właśnie jest cel do którego należy dążyć. My natomiast, jako kibice musimy uzbroić się w cierpliwość i wiernie zasiadać przed monitorami, aby wspierać naszych ulubieńców, nawet przez ocean. Długa droga przed nami, ale nikt nie mówił ze będzie łatwo. We Will!
Tydzień w liczbach
Skuteczność z gry: 151-352 (42,3%)
Skuteczność za trzy: 18-69 (26,1%)
Zbiórki: 172 (średnio na mecz 43)
Asysty: 71 (średnio na mecz 17,8)
Player of the Week:
Maurice Harkless - Nasz 19-letni rookie, pokazuje się z co raz to lepszej strony. Zajmuje już stałe miejsce w rankingu młodziaków na nba.com, co potwierdza jego talent, a przede wszystkim zaangażowanie na treningach, oraz na boisku. Na szczególne uznanie zasługuje jego ostatni występ, przeciwko drużynie z Oklahomy, w którym zaliczył 25 punktów, oraz 9 zbiórek. Ogółem cały tydzień w jego wykonaniu był solidny, czego najbardziej oczekujemy od naszych zawodników, a to dało mu pozycję na szczycie mojego rankingu. Choć co prawda, konkurencja nie była w tym tygodniu wymagająca. Mimo to, gratulujemy!
Także na podium:
Beno Udrih - Nabytek z wymiany z udziałem Bucks pozostawał w cieniu Tobiasa Harrisa, wokół którego zrobiła się nie lada sensacja. Beno w tym czasie grał solidne mecze, jednak nie wykazywał się niczym szczególnym spośród innych graczy. W tym tygodniu, kiedy poziom osiągnięć prywatnych każdego z graczy wydaje się być nieco niższy, Beno zaznaczył swoją obecność solidnymi i równymi występami. Ciężko stwierdzić jaka będzie przyszłość tego zawodnika w drużynie Orlando Magic, gdyż Rob i jego plan jest w stanie zaskoczyć wszystkich. Jednak póki co, Beno znakomicie wywiązuje się z powierzonej mu roli rezerwowego rozgrywającego. Oby tak dalej!
Kyle O’Quinn - W tym tygodniu, jak co tydzień miałem problemy z doborem zawodników do rankingu, lecz zazwyczaj waham się w przypadku miejsca pierwszego, lub ostatniego. Tym razem miałem dylemat z miejscem trzecim. Żaden z podstawowych graczy, pomijając Moe Harklessa nie wywiązał się do końca ze swojego zadania. Powody były różne, kontuzje, choroby, słabsze dyspozycje danego dnia. Dlatego postanowiłem wyróżnić gracza, który spełnił powierzane mu zadanie, aż nadto. Jest to głównie spowodowane faktem, iż Kyle nie otrzymuje dużej ilości minut, a kiedy to już się staje to musi grać twardo w obronie, co po chwili znów sadza go na ławce. W tym tygodniu było inaczej. Nasz rookie zaliczył dwa dobre występy przeciwko Knicks, oraz Thunder. Dodatkowo w tym ostatnim spotkaniu, za sprawą kontuzji Nika Vucevica wyszedł w pierwszym składzie. Sądzę, ze ten wybór jest może trochę kontrowersyjny, lecz chyba każdy się zgodzi, że Kyle wykonał więcej niż od niego wymagamy, a właśnie to skłoniło mnie do umieszczenia go na trzecim miejscu. Dobra robota Kyle!
Disappointment of the Week:
Tobias Harris – Swoją skutecznością, miejscami wręcz tragiczną, Tobias zdecydowanie wygrał zestawienie na zawód tygodnia. Cały tydzień pod tym względem nie wyglądał może aż tak tragicznie bo zanotował w nim 35,4% skuteczności z pola, lecz występy przeciwko Pacers (3-13), oraz Thunder (3-17) są wystarczającym powodem, aby zająć ostatnie miejsce w zestawieniu. Liczymy na szybki powrót do pełni dyspozycji tego zawodnika, bo oglądanie jego zagrań jest naprawdę przyjemne. W tym tygodniu czeka nas mecz z Heat, więc ma on okazję do wykazania się, czego bardzo byśmy chcieli. Powodzenia!