Do połowy trzeciej kwarty utrzymywał się remis po 68, ale później swoim runem 20-2 to Miami Heat przesądzili o tym, kto zostanie zwycięzcą tego spotkania.
Goście tego spotkania popisali się świetną skutecznością na łuku – trafili aż 54% z 28 oddanych rzutów, co było najważniejszym czynnikiem ich zwycięstwa. Bez Wade’a, który opuścił drugi mecz z rzędu, a Magic osłabieni brakiem Vucevicia, który przeciwko Heat zaliczał najlepsze mecze w sezonie, mieli widoczne problemy na deskach, co osłabiło ich szanse, by liczyć na cokolwiek w tym pojedynku.
Pierwsza kwarta na remis, widowiskowa z rzutami zza łuku oraz wejściami pod kosz. Amway Center wypełniona prawie w 100%, ale w dużej mierze też przez kibiców gości, których doping słychać było podczas meczu. Drugie dwanaście minut przez większość pod dyktando Magic, ale ostanie 260 sekund run Miami 13-4 i do przerwy ich 9-punktowa przewaga (46-55).
Po przerwie nasi ulubieńcy podjęli próbę pogoni za Mistrzami NBA i udało się. Na 3 min do zakończenia 3q Nelson doprowadził do remisu (68-68), ale to był ostatni pozytywny akcent Magików tej nocy. Później prowadzeni przez MVP ligi – LeBrona Jamesa, Heat zaliczyli 10 punktów bez jakiejkolwiek odpowiedzi gospodarzy i przed decydującą odsłoną przegrywaliśmy 68-78.
Ostania ćwiartka to dokończenie tego, co goście zapoczątkowali pod koniec poprzedniej kwarty. Trójki w połączeniu z skuteczną grą w pomalowanym dały Heat 19-punktową przewagę (72-91) i było po meczu.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 94-108, ale połowa tych dwunastu minut to garbage time.
Kolejne spotkanie z Charlotte Bobcats w nocy ze środy na czwartek o północy.
Be Magic!!!