autor: piotrek027
Orlando Magic polegli w Charlotte z tamtejszymi Bobcats 114:108. Tym samym odnotowali porażkę numer 53 w sezonie regularnym 2012/13. Może zabrzmi to dziwnie, ale ta porażka może mieć dobre skutki dla organizacji z Florydy w niedalekiej przyszłości. Jak już wspomnieliśmy, nasi ulubieńcy mają już tylko 0.5 meczu przewagi nad Cats i są coraz bliżej zapewnienia sobie największej szansy na wylosowanie pierwszego numeru w tegorocznym drafcie.
W Time Warner Cable Arena zmierzyły się dwa zespoły o najgorszych bilansach w lidze. Obie drużyny często zapominały co to jest obrona, tempo meczu było naprawdę duże, a na skutek obu czynników zarówno Magic, jak i Bobcats zatrzymali skuteczność z gry na poziomie ponad 50%.
Zespół z Florydy musiał radzić sobie dziś bez dwójki wysokich: Vucevica (wstrząs mózgu), a także Nicholsona (kostka). Pierwsza kwarta pokazała, że brak tych zawodników nie wpłynie tym razem zbytnio na przebieg spotkania, jednakże kolejne fragmenty starcia zweryfikowały powyższe twierdzenie. Przykład? Choćby to, że gospodarze zdominowali Magic na tablicach 43-34. Zespół Michaela Jordana sukcesywnie odrabiał straty, z minuty na minutę topniała przewaga przyjezdnych, a w połowie trzeciej odsłony "Bobki" najpierw zrównały się z rywalami, a chwilę później wyszły na prowadzenie.
Kluczowy moment meczu nadszedł jednak w czwartej kwarcie. Był to jump ball między Bismackiem Biyombo a Tobiasem Harrisem. Zwycięsko wyszedł z tego ten pierwszy, a posiadanie na punkty zamienił Gerald Henderson i Bobcats osiągnęli czteropunktowe prowadzenie, a na zegarze pozostała ponad minuta gry. Odpowiedzialność za zdobywanie punktów wziął na siebie Harris, jednakże nieskutecznie, bowiem pomylił się dwukrotnie. Tryumf gospodarzy przypieczętował jeszcze do niedawna zawodnik Magic - Josh McRoberts.
W Magicznych szeregach najlepiej zaprezentował się wspomniany już wyżej Tobias Harris. Skrzydłowy zdobył 29 punktów, co jest jego rekordem kariery. Bardzo dobre i również rekordowe zawody rozegrał Kyle O'Quinn: 23 punkty, 11 zbiórek, 6 asyst. Cała wyjściowa piątka zakończyła spotkanie z dwucyfrową ilością "oczek". Coach Vaughn zdecydował wspomóc starterów trzema rezerwowymi, którzy łącznie zdobyli 12 punktów - dla porównania ławka Bobcats zapisała o 11 więcej. Zgodnie z przewidywaniami na parkiet nie wybiegli Hedo Turkoglu i Al Harrington, choć obaj byli gotowi do gry.
Pogromcami Magic okazali się Kemba Walker i Gerald Henderson. Obaj zdobyli po 34 pkt., a nasi ulubieńcy nie mieli pomysłu na zatrzymanie tego duetu. Warto zauważyć, że szczególnie Walker nie ma problemów ze zdobywaniem punktów przeciwko Magic. W poprzednich starciach obu ekip notował 32, 25 i 24 punkty. Teraz dołożył 34, co daje średnio 28.7 punktu.
Podopieczni Jacque'a Vaughna kolejne spotkanie rozegrają z piątku na sobotę we własnej hali. Na Florydę zawita zespół ze stolicy USA - Washington Wizards. Zapowiedź starcia niebawem.
Autor:
4.Michael | Data dodania: 28.03.2013, 11:06
Dobry, ciekawy mecz, a to, że znów przegrany to chyba i lepiej

Znów byliśmy już +20 pkt. do przodu i znów daliśmy się dogonić i wyprzedzić... wrrr... ale mniejsza z tym, w tej chwili to mało ważne. Duet O'Quinn & Harris b.dobre zawody, reszta S5 również dobrze. Obecnie mamy "sito" w składzie, gdzie mamy kilka kontuzji, przez co brakuje nam solidnych rezerwowych. Zbliżamy się wielkimi krokami do zakończenia sezonu regularnego i doskonale wszyscy wiemy, w jakim znajdujemy się położeniu i co jest naszym celem. Wrócimy mocniejsi, budowa "nowej generacji" trwa w najlepsze, a to dopiero początek... We Will!