Po ośmiu meczach zakończonych porażką wreszcie przyszło zwycięstwo. Zwycięstwo bardzo ważne i budujące, bo jak wspominaliśmy - im bliżej końca sezonu tym będzie o nie trudniej, bowiem rywale z jakimi przyjdzie się mierzyć są z wyższej półki niż dzisiejszy przeciwnik - Washington Wizards.
Jacque Vaughn zdecydował dziś grać dziewięcioma zawodnikami w rotacji. Szybko jednak wypadł Jameer Nelson, który już w pierwszej kwarcie doznał kontuzji lewej kostki i opuścił parkiet. Co ciekawe, aż siedmiu z pozostałych ośmiu zawodników biorących udział w tym meczu rozgrywa swój pierwszy bądź drugi sezon w lidze NBA, widać więc jakie priorytety powziął sobie coach Vaughn.
Mimo braku podstawowego rozgrywającego, Magic w pierwszej połowie meczu wypracowali sobie obiecującą przewagę wynoszącą 12 punktów. Po przerwie stopniała ona jednak bardzo szybko, ponieważ już po niespełna połowie trzeciej odsłony meczu, "Czarodzieje" wyszli na minimalne prowadzenie. Końcowy fragment tej kwarty należał jednak do naszych ulubieńców, którzy zanotowali serial punktowy 8:0, co pozwoliło im objąć przed czwartą kwartą prowadzenie 78:71. Wizards znów nie złożyli broni, znów zdołali dogonić Magic, jednakże na niecałe pięć minut przed końcem meczu gospodarze osiągnęli 8-punktową przewagę. Jak się okazało, wystarczyła ona, aby tryumfować nad ekipą ze stolicy USA. Kluczowym zawodnikiem w końcówce okazał się Tobias Harris. Skrzydłowy trafił trzy z czterech wykonywanych rzutów osobistych, co nie pozwoliło rywalom na wyrwanie zwycięstwa czy też ewentualną dogrywkę.
Harris był nie tylko bohaterem decydujących minut, ale i bohaterem całego spotkania. 21-latek zakończył mecz mając na koncie 30 punktów (rekord kariery) oraz 11 zbiórek. - On był bardzo zdeterminowany i świetnie było go dziś oglądać. Patrzyliśmy na Tobiasa tak, jakby spędził w tej lidze już przynajmniej osiem lat. To imponujące - komplementował zawodnika szkoleniowiec Magic. Skrzydłowy powiedział z kolei, że codziennie jest wdzięczny włodarzom ekipy za to, iż ci zdecydowali się go pozyskać. Razem z Harrisem z Milwaukee przybył także Beno Udrih, który stwierdził: - Milwaukee po prostu go powstrzymywało, blokowało. Nie otrzymał prawdziwej szansy, aby móc pokazać co potrafi. I chyba trudno nie zgodzić się ze słowami 31-letniego rozgrywającego, który zastępując dziś Jameera Nelsona zgromadził 10 punktów i zaliczył 9 kluczowych podań.
Blisko osiągnięcia double-double był również Moe Harkless. Ten do 18 zdobytych punktów dołożył 9 zbiórek. Dwucyfrową liczbę "oczek" mieli także: E'Twaun Moore (15) oraz Andrew Nicholson (14). Jeśli chodzi o naszych rywali, tam bezsprzecznie liderował im John Wall. Utalentowany playmaker zdobył aż 35 punktów i dodał 9 asyst. Oprócz niego tylko Martell Webster przekroczył barierę 10 punktów (19).
Magic odnieśli dziś 19. zwycięstwo w bieżących rozgrywkach. Na chwilę obecną legitymują się bilansem 19-54. To zwycięstwo sprawiło, że nasi ulubieńcy na pewno nie wyrównają niechlubnego rekordu, bowiem w sezonie 1989-90 Magic odnieśli 18 wygranych (był to pierwszy sezon w historii klubu). Przed drużyną z Orlando pozostało jeszcze dziewięć spotkań. Po zwycięstwie nad Wizards nie będzie czasu na odpoczynek, ponieważ już kolejnej nocy Harris i spółka zawitają do Atlanty, gdzie zmierzą się z tamtejszymi Hawks.
Autor:
4.Michael | Data dodania: 31.03.2013, 8:23
Harris rozwalił system - super mecz! Kto wie, czy nie rośnie nam nowy lider na miarę All Star Game i jednocześnie przyszły kapitan. Bardzo dobre wsparcie z ławki, łącznie 41 pkt. i w końcu wygrana. Be Magic!