autor: piotrek027
Houston Rockets od początku narzuciło swoje tempo gry, a już pierwsza akcja pokazała ich siłę i bojowe nastawienie: Greg Smith otrzymał podanie od Jeremy'ego Lina i wykonał potężny wsad, tym samym otworzył wynik spotkania. Rockets zdobywali punkty aż w jedenastu pierwszych posiadaniach, już w pierwszej kwarcie wypracowali sobie olbrzymią przewagę (32:14), a gdy przyjezdni ocknęli się ze snu - było już zdecydowanie za późno.
Gospodarze zdołali wygrać mimo faktu, że w ich rotacji zabrakło dwóch najlepiej punktujących zawodników - Jamesa Hardena i Chandlera Parsonsa. Pod ich nieobecność prym w ekipie Kevina McHale'a wiedli Omer Asik, który wyrównał punktowy rekord kariery - 22 i dołożył 18 zbiórek, a także Jeremy Lin - 19 punktów, 11 asyst. 12 punktów zainkasował wspomniany już Greg Smith, aż 10 z nich padło w pierwszej odsłonie meczu, a według Jacque'a Vaugna, postawa tego zawodnika w tej części meczu miała ogromny wpływ na jego ogólny przebieg.
W ekipie z Florydy tym razem zabłysnął Moe Harkless - autor rekordowego wyniku kariery - 28 punktów. Oprócz niego jeszcze pięciu Magików zakończyło mecz z dwucyfrową ilością punktów, a trzech zanotowało double-double: Tobais Harris (18 punktów, 11 zbiórek), Beno Udrih (17 punktów, 10 asyst) oraz Nikola Vucevic (12 punktów, 13 zbiórek). Nie wystarczyło to jednak, by przerwać passę wyjazdowych porażek. Wyjazdowy bilans Orlando Magic wynosi aktualnie 8-29.
O ile pierwsza połowa w wykonaniu przyjezdnych była lekko mówiąc - słaba, tak po przerwie Magic prezentowali się znacznie lepiej. Drugie 24 minuty zwyciężyli 46:60, jednak nie wystarczyło to, by dogonić "Rakiety" i sprawić im psikusa, jak przystało na dzień 1. kwietnia. Można stwierdzić jednak, że podopieczni coacha Vaughna napędzili trochę strachu gospodarzom, bowiem ci na początku czwartej kwarty wygrywali nawet 20 punktami, a na niespełna dwie minuty przed końcem ich przewaga stopniała do zaledwie pięciu "oczek". Niestety Magic nie zdobyli ani jednego punktu w ostatniej minucie i trzydziestu sekundach, co skrzętnie wykorzystali Rockets i spokojnie utrzymali korzystny wynik do końcowej syreny.
Jeszcze garść statystyk: Magików należy pochwalić szczególnie za dobrze wykonywane rzuty osobiste (19-21, 90.5% skuteczności), które kulały w poprzednim starciu z Atlantą Hawks. Obie drużyny ustrzegły się wielu błędów w tym starciu (po 9), a gospodarze byli nieco lepsi na skuteczności z gry. Co więc zadecydowało o takim, a nie innym obrocie spraw? Z całą pewnością była to feralna pierwsza kwarta. Jak podają statystycy, żaden zespół nie rzucił Rockets mniej punktów w pierwszej odsłonie niż właśnie Magic.
Charakter tego meczu bardzo dobrze oddają słowa wypowiedziane przez Moe Harklessa po zakończeniu spotkania: - Będziemy się uczyć. Będziemy coraz lepsi. Jesteśmy młodym zespołem. Mamy duże perspektywy rozwoju. Jestem pewien, że wkrótce będziemy wykonywać znacznie lepszą pracę.
Magic w swoim kalendarzu mają do rozegrania jeszcze siedem spotkań w bieżących rozgrywkach. Aktualnie kontynuują wyjazdowy trip - w kolejnym spotkaniu zmierzą się z liderem Konferencji Zachodniej - San Antonio Spurs. Mecz odbędzie się w nocy ze środy na czwartek o godzinie 02:30 czasu polskiego. Zapowiedź niebawem!