W NBA nie jest gwiazdą, ale o to nie zabiegał prawie zawsze pełniąc rolę zawodnika wchodzącego z ławki. Gwiazdą natomiast był na studiach gdzie grając dla Duke spisywał się rewelacyjnie. W sezonie akademickim 04/05 notował średnio 21.8 pkt rzucając na 40% skuteczności za 3 oraz 94% na linii rzutów osobistych. W walentynki 2006 roku w swoim ostatnim sezonie pobił rekord 413 celnych rzutów za 3 punkty Curtisa Staplesa. J.J. w dalszej części śrubował ten wynik i do zakończenia studiów miał 457 celnych "trójek". Niespełna rok później (4 luty 2007) jego jersey z nr 4 zawisł pod dachem hali. 5 dni po rekordzie "trójek" stał się liderem Blue Devils pod względem zdobytych punktów (2.557), a licznik zatrzymał na 2.769 punktach.
W drafcie 2006 roku wybrany został z 11 numerem. Jest jednym z kilku/kilkunastu zawodników, którzy z tamtego naboru utrzymali się w lidze i coś znaczą. W jednym z wywiadów powiedział:
"Myślę, że jestem jak 80% zawodników NBA. Nie chce być gwiazdą. Po prostu chcę rzucać punkty, być pewnym miejsca w składzie."W swoim pierwszym sezonie nie grał zbyt wiele, 42 występy z ławki, średnio prawie 15 minut i dobre 39% za 3. Rok później jego sytuacja trochę się skomplikowała, gdy o minuty musiał rywalizować z Arizą i Bogansem. J.J. myślał nawet o odejściu z Magic… Był sfrustrowany, chciał grać. Stan Van Gundy mówił, że to trudna sytuacja zarówno dla Magic jak i Redicka, ale z czasem wszystko się ułożyło i J.J. zaczął dostawać więcej minut.
W sezonie kiedy ekipa z O-Town dotarła do Finałów NBA, rzucający obrońca grał średnio 17.4 minuty trafiając 39% z gry i 37% za 3. W samych NBA Finals miał tylko 5.5 pkt, nie zagrał w jedynym wygranym meczu przeciwko Lakers i Magic zostali pokonani 4-1.
Rozgrywki 2009/10 były dla J.J’a bardzo udane – rozegrał wszystkie mecze w Regular Season (oraz PlayOffs) z czego 9 razy jako starter. Rzucał na 44% skuteczności i 40% za 3, co prawda trochę spadła jego skuteczność na linii rzutów osobistych (86%), ale jego ogólny progres był widoczny gołym okiem.
Rok później rola J.J’a wzrosła, ale nigdy nie sięgnęła momentu, by na stałe wejść do s5. Redick nie miał z tym problemu, uważam nawet że lepiej grał wchodząc jako 6th man. Sezony 10/11 i 11/12, gdy Magic odpadali w pierwszych rundach PlayOffs zakończył z podobnymi średnimi 10.1 oraz 11.6 pkt, 44 i 43% z gry, 40 i 42% za 3.
Dla Magic przyszedł czas przebudowy i każdy zdawał sobie sprawę, że J.J. będzie łakomym kąskiem, jedni kibice uważali, że trade Redicka może wyjść nam na dobre w przyszłości, inni z kolei nie wyobrażali sobie Magic bez Redicka – Redicka bez Magic…
Padło na Bucks – na 6 min przed trade deadline Hennigan zdecydował się oddać Redicka wraz z Ayonem i Smithem w zamian za Harrisa, Lamba i Udriha. Nie było to łatwe dla Redicka, który sam mówił, że się popłakał, ale nie ma do Magic żalu, bo wie że NBA to też biznes.
Wszyscy chyba mamy nadzieję, że J.J. wróci w przyszłości do Magic za jakieś parę lat i wraz z ekipą z O-Town zdobędzie Mistrzostwo NBA.
Kiedyś powróci, a jak to się stanie to
kibice przywitają go tak jak wczoraj:Redick stał się moim ulubieńcem, pokazał, że ciężką pracą można do czegoś dojść, uwielbiam jego zaangażowanie i pełne profesjonalizmu podejście do pracy. Mało mówił, a dużo robił, takiego go zapamiętam i mam nadzieję, że jeszcze zobaczę go w trykocie Magic!
Dzięki J.J. za te wszystkie chwile z nami, życzę powodzenia i czekam aż powrócisz!