autor: piotrek027
Już od kilku dni możemy obserwować zmagania przedsezonowe, ale Orlando Magic rozegrali swój pierwszy mecz przygotowawczy w nocy z środy na czwartek, a na przeciw stanęli New Orleans Pelicans. Po bardzo wyrównanym spotkaniu zwycięstwo odnieśli ci drudzy (99:95), ale przecież wynik w tym momencie jest kwestią poboczną.
Zdecydowanie najciekawszym wydarzeniem tej nocy z perspektywy kibica Magic, był debiut Victora Oladipo na parkietach NBA. Drugi pick tegorocznego draftu wszedł do gry na niespełna sześć minut przed końcem pierwszej kwarty. Po około minucie 21-latek miał już na swoim koncie dwie asysty - najpierw świetnie znalazł pod koszem Andrew Nicholsona, a ten wykończył akcję wsadem, chwilę później Oladipo zaliczył przechwyt, dograł do będącego na czystej pozycji Jasona Maxiella, który zamienił to na punkty.
Pierwsza skuteczna akcja z gry nowej nadziei Magic miała miejsce w drugiej odsłonie spotkania. Oladipo zdecydował się na rzut zza łuku, jednak zablokował go Anthony Davis, w całym zamieszaniu to Victor zebrał piłkę, wszedł pod kosz, odbił piłkę od tablicy, a ta przedziurawiła siatkę.
Perspektywiczny obrońca spędził na parkiecie łącznie prawie 25 minut, w tym czasie zdobył 10 punktów (4-9 z gry), zanotował do tego dziewięć kluczowych podań, a więc otarł się o double-double. Po zakończeniu rywalizacji nie zabrakło pochwał w jego kierunku. Jedna z nich trafiła nawet od obecnego na meczu Juliusa Ervinga. Skromny Oladipo na pochlebne słowa legendy odpowiedział krótko. - Dziękuję.
Co do samego przebiegu meczu, pierwsza połowa ułożyła się jak najbardziej po myśli ekipy z Florydy, która wypracowała sobie przed przerwą przewagę sześciu punktów. Ciekawostką jest, że ostatni rzut w drugiej kwarcie meczu oddał Nicholson i była to próba za trzy - z resztą celna.
Rywale z Nowego Orleanu wrzucili piąty bieg w trzeciej odsłonie, którą zwyciężyli 30:21. To za sprawą przede wszystkim Anthony'ego Davisa, bowiem silny skrzydłowy zdobył aż 15 z tych 30 punktów. W decydującej ćwiartce Pelikany osiągnęły nawet 13 punktów przewagi, ale nie zraziło to podopiecznych Jacque'a Vaughna. W krótkim czasie serial punktowy 11:0 na korzyść Magic wywołał emocjonującą końcówkę, bo różnica między zespołami wynosiła dwa oczka. Ostatnie 20 sekund należało jednak do Pelicans. Zawodnicy z Luizjany w kluczowym momencie ani razu nie pomylili się na linii rzutów osobistych, co uniemożliwiło całkowite odrobienie strat przez naszych ulubieńców.
Aż siedmiu graczy Magic zapisało na swoim koncie dwucyfrową ilość punktów, najwięcej zgromadzili Nik Vucević oraz Tobias Harris - po 17. Zwróćmy uwagę jeszcze na to, że coach Vaughn rozpoczął mecz z Kyle O'Quinnem jako silnym skrzydłowym. Ten nie zaprezentował się z najlepszej strony, zdobył cztery punkty, popełnił cztery straty i pięć fauli. Szczegółowe statystyki znajdziecie w boxscore.
Magic swój kolejny mecz rozegrają w nocy z piątku na sobotę. Wówczas po raz pierwszy pokażą się przed własną publicznością. Rywalem będą Cleveland Cavaliers.
źródło: Orlado Sentinel, nba.com
Autor: jingles | Data dodania: 10.10.2013, 15:51
No to zamiast na mecz pogapiłem się w bosxcore i co rzuciło mi się w oczy:
Harkless - 4/4 FT, oby to był trend a nie jednorazowy wystrzał;
Oladipo - 10/9/5, do tego 4 steale, jak na początek ładnie :D
Maxiell - 10 zb + ten wsad z filmiku z shb, chyba go polubię :D
Oby Cavs zgodnie z zapowiedziami dało się obejrzeć. GO MAGIC!!!