Początek spotkania był dla Magic bardzo trudno, gospodarze szybko osiągnęli przewagę, a po 3,5 minutach gry wynik brzmiał 12-0. Niemoc strzelecką gości przełamał Vucevic i nasi ulubieńcy zaczęli odrabiać straty. Na niespełna 3 minuty do końca pierwszej kwarty swoje pierwsze punkty w oficjalnym meczu NBA zdobył Victor Oladipo. Debiutant, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku przy aplauzie publiczności, trafił trójkę, która była jego pierwszym oddanym rzutem w tym meczu. Pod koniec pierwszej odsłony swój koncert punktowy zaczął Nicholson, dzięki czemu przewaga gospodarzy po 12 minutach wynosiła tylko 5 pkt.
W drugiej odsłonie Kanadyjski skrzydłowy kontynuował swoje popisy i trafiał rzut za rzutem, w tym dwukrotnie za 3 (łącznie 8/9 z gry, 18 pkt w pierwszej połowie). Przewaga Pacers topniała, aż w końcu Magic zdołali wyjść na prowadzenie i utrzymać je do przerwy. W połowie spotkania goście z O-Town dość niespodziewanie prowadzili 44-40.
Po zmianie stron, podobnie jak na początku spotkania, mieliśmy niemoc strzelecką Magic i rywale szybko zdołali ponownie wyjść na prowadzenie, które zmieniało się w tej odsłonie wielokrotnie. Orlando dzielnie stawiało opór i nie pozwoliło gospodarzom odskoczyć, w zasadzie oni w tym trochę pomagali notując co chwila stratę (w całym meczu aż 20). W końcówce tej części meczu marsz po wygraną zaczął Paul George, który równo z końcową syreną trafił trójkę na Pricem, która dała Pacers 5-punktową przewagę i sygnał do ostatecznego ataku.
W ostatniej kwarcie Magic przez prawie 4 minuty nie umieli trafić z gry, gospodarze wręcz przeciwnie, dzięki czemu osiągnęli 15 pkt przewagi, której nie oddali już do końca. Jedyne na co było stać gości to zejść w końcówce z 19 do 10 pkt straty, głównie za sprawą rezerwowych, którzy zostali posłani na parkiet. Ostatni celny rzut tego spotkania to trójka Harklessa, która ustaliła jego wynik na 97-87 dla Indiany.
Spotkanie stało pod znakiem twardej obrony, szczególnie ze strony Pacers. Rywale bezlitośnie blokowali zawodników przyjezdnych, a brylowali w tym elemencie Hibbert - 7 bl oraz West - 5 bl. Cała drużyna zanotowała aż 18 bloków, a najczęściej nadziewał się na nie Harkles - 5 razy oraz Vucevic, Nelson i Oladipo - po 3 razy.
Najlepszym punktującym Orlando pozostał Nichoslon, który zdobył 18 pkt na skuteczności 8/10 z gry. Niestety w drugiej połowie był on kompletnie niewidoczny i nawet gdy był na parkiecie był pomijany w ataku, oddając w drugiej połowie tylko 1 niecelny rzut. Poza Kanadyjczykiem wyróżniali się Harkless - 14 pkt (2/2 za 3), Nelson - 12 pkt, 7 as oraz Oladipo - 12 pkt, 3 zb. Najlepiej zbierającym był oczywiście Vucevic - 10 zb. Słabiutko spisał się Afflalo, który trafił tylko 3 z 14 rzutów z gry.
W ekipie zwycięzców prym wiedli George - 24 pkt, 6 zb, 5 as, Stephenson - 19 pkt, 7 zb, 5 as oraz West - 13 pkt, 5 zb, 5 bl. Hibbert do swych 7 bloków dołożył jeszcze 8 pkt i 16 zb.
Magic mieli ponownie problem z dostawaniem się na linię (6/10, dla porównania rywale - 22/32). Nieźle wyglądały za to trójki - 9/19 przy 7/17 rywali.
Kolejny mecz Orlando Magic rozegrają już kolejnej nocy, ze środy na czwartek w mroźnej Minnesocie. Spotkanie z Wolves rozpocznie się o 1:00 czasu polskiego, być może tam Magicy poszukają pierwszego zwycięstwa.