Początek spotkania ułożył się po myśli gospodarzy, którzy prowadzili i kontrolowali przebieg meczu. W tej inauguracyjnej kwarcie to Brewer i Martin byli motorem napędowym Minnesoty, która po kilku minutach prowadziła 23-12. Magicy mieli problemy w obronie, ale szybkie tempo spotkania i w miarę skuteczna gra w ataku pozwoliła im trzymać się na dystans około 10 pkt. (27-38 po 1q).
W drugich 12 min Leśne Wilki osiągnęły największą 17-punktową przewagę w meczu (29-46), ale po chwili przebudził się Afflalo stopniowo zmniejszając dystans punktowy do graczy trenera Adelmana. Po stronie Wolves dobrze spisywał się Love czy to zbierając niemal każdą piłkę spod kosza czy to pewnie trafiając swoje rzuty. Po 24 min mieliśmy wynik 52-60.
W 3q swoją dobrą grę kontynuował Afflalo, ale po przeciwnej stronie wcale nie gorzej spisywał się wcześniej wspomniany Kevin Love. Z biegiem czasu więcej piłek dostarczaliśmy do Nikoli Vucevicia, co również zaczęło przynosić efekty. Ta część wygrana przez Magic 28-27, ale przed kwartą nr. 4 wciąż przegrywaliśmy (80-87).
Mądre prowadzenie gry przez Nelsona, zbiórki Vucevicia, Afflalo jako nasz go-to-guy sprawiły, że mieliśmy jeszcze sporo emocji w tym meczu. Na nieco ponad 3 min do końca po dunku Jonesa wyszliśmy na prowadzenie 99-98, ale za kilka chwil odebrał nam je Brewer (99-100). Następnie po celnym layupie Afflalo i dwóch celnych osobistych Oladipo mieliśmy wynik 103-100 dla Magic, ale po czasie dla Wolves trójkę trafił Love dając remis gospodarzom na 10 sekund do końca. Ostatnia akcja w czasie regularnym w wykonaniu Afflalo okazała się nieskuteczna i szykowaliśmy się do dogrywki.
W OT lepsi okazali się gracze Minnesoty, którzy lepiej wykorzystali swoje posiadania, dodatkowo kończąc akcje z faulem. Magicy do końcowych sekund walczyli o remis, ale tym razem się nie udało. Orlando przegrało 115:120, ale ich występ mógł się podobać.
Bardzo dobre zawody rozegrała nasza trójka zawodników: Afflalo (28pkt, 9zb), Nelson (18pkt, 8 ast), Vucević (22pkt, 16zb). Dobrą zmianę dali Nicholson – 13pkt, 7zb, Jones – 4pkt, 8zb w 22 min oraz nasz rookie – Victor Oladipo, który zaliczył ciekawą linijkę 16pkt, 6zb, 4ast, ale niestety też 4 straty, 5 fauli i przeciętną skuteczność 5/14 z gry.
Kolejne spotkanie rozegramy w nocy z piątku na sobotę o północy z New Orleans Pelicans. Będzie to pierwszy mecz Magic w tym sezonie we własnej hali Amway Center. Zapraszamy!
Be Magic!!!
Autor:
4.Michael | Data dodania: 01.11.2013, 19:19
Szkoda tej przegranej, bo byliśmy blisko pierwszej wygranej w RS, ale trudno. Mamy jak na razie spore problemy ze skutecznością i grą w obronie, gdzie popełniamy mnóstwo fauli, co przeciwnicy wyraźnie wykorzystują. Oby w kolejnych meczach było lepiej i mam nadzieję, że do gry szybko wrócą kontuzjowani zawodnicy: Harris i Davis. We Will!