Magic po raz pierwszy w tym sezonie przystępowali do meczu w roli faworytów, po raz pierwszy również wystąpili w tym sezonie w alternatywnych, czarnych, strojach (niestety nie tych retro). Niestety rola faworyta przerosła naszych ulubieńców, mimo że początek spotkania nie zapowiadał nic złego.
Magic od początku sprawiali wrażenie lepszej i pewniejszej ekipy. W pierwszej odsłonie podopieczni Jacque'a Vaughna osiągnęli 7 pkt przewagi, głównie dzięki Vucevicowi, który zdobył 12 z 24 punktów dla Orlando. Magic byli pewni siebie i kontrolowali przebieg tych 12 minut. W drugiej kwarcie to goście doszli do głosu i choć początkowo Magic powiększyli prowadzenie do 12 oczek, to Celtowie pod wodzę byłego gracza Orlando - Courtney'a Lee, gonili naszych i po akcji 2+1 Crawforda na zakończenie drugiej kwarty, zmniejszyli prowadzenie Orlando do zaledwie 3 pkt. W połowie spotkania wynik brzmiał 49-46 dla gospodarzy.
Druga połowa zaczęła się pod dyktando gości z Bostonu, którzy szybko wyszli na kilkupunktowe prowadzenie. Magic starali się utrzymać dystans do rywali, jednak dobra obrona Celtów pozwoliła im utrzymać przewagę i na ostatnią odsłonę wyjść z zaliczką 3 pkt. Ostatnie 12 minut spotkania było bardzo ciekawe, Boston atakował i odskakiwał, a Magic gonili. W końcówce szalał Afflalo, który popisał się najpierw akcją 3+1, następnie 2+1, a na niespełna 5 sekund do końca przy 3-punktowym prowadzeniu gości, miał okazję doprowadzić do dogrywki. Niestety, przy bardzo dobrze rozegranej akcji z Vucevicem przekroczył nieznacznie linię i zdobył 2 zamiast 3 pkt. Po celnym osobistym Bradleya i jego świetnej obronie przeciwko Oladipo w ostatniej akcji to goście wygrali to spotkanie 91-89.
Po 3 zwycięstwach Magic, nasze apetyty były ogromne, jednak Boston skutecznie je ostudził, nie pierwszy raz z resztą... Co ciekawe, zwycięzcy rzucali z gorszą skutecznością od Magic zarówno z gry jak i za 3. Lepiej wykonywali jednak osobiste i o prawie połowę razy mniej tracili piłkę.
Świetne zawody, szczególnie w końcówce, rozegrał Arron Afflalo, który zanotował 23 pkt i 5 zb. Pochwalić należy też Vucevica - 14 pkt (z czego 12 w pierwszej kwarcie, później niemoc punktowa), 13 zb oraz Nelsona - 12 pkt, 7 as. Na tablicach bardzo dobrze zagrali też Nicholson i O'Quinn - odpowiednio 11 i 9 zb. Oladipo tym razem nie mógł odnaleźć skuteczności i trafiając tylko 3 z 12 rzutów z gry zdobył 9 pkt.
W Bostonie przodowali Bass - 16 pkt, 7 zb, Bradley - 14 pkt, 8 zb oraz Lee i Crawford - po 13 pkt.
Już jutro kolejne starcie naszych ulubieńców - tym razem na wyjeździe z Hawks. Była pierwsza porażka u siebie, czas na pierwsze zwycięstwo na obcym terenie. Jutro o 1:30 obowiązkowo zaciskamy kciuki.
Autor:
skrzatos | Data dodania: 09.11.2013, 14:09
Wiem, że to początek sezonu, ale powoli zaczynam się martwić - 26. 9 min w meczu, dopiero 6. pod względem oddawanych prób w meczu (6.8). Wczoraj 1/4 z gry, na 4 pkt i 5 zb. Chciałbym żeby był wykorzystywany bardziej w ataku, jest atletyczny i powinien większą rolę mieć w ataku. Nawet jakby nie trafił to na kontakcie wymusi faul, a teraz osobiste trafia lepiej. Wczoraj właśnie tego mi brakowało.
Autor: Magic42 | Data dodania: 09.11.2013, 15:10
skrzatos - Ty tego swojego Turka z pracy lepiej zapytaj o numery w lotto :D
Autor:
skrzatos | Data dodania: 09.11.2013, 16:48
to nie jest głupi pomysł :D!! tak zrobię i Wam podam w poniedziałek na forum :D we wtorek losowanie tak ? :D