Pierwsze 24 minuty meczu w wykonaniu graczy Orlando Magic były słabe, co więcej inauguracyjna kwarta wręcz tragiczna… Goście już po 240 sekundach prowadzili 13-6 i mogli kontrolować przebieg spotkania. Wraz z upływem kolejnych minut gra ekipy z O-Town nie poprawiała się, a wręcz stała się jeszcze gorsza. Słaba obrona (lub jej brak), problemy ze zbiórkami na defensywnej desce oraz nieskuteczność w ataku sprawiły, że przegraliśmy tą odsłonę aż 23-36.
Kolejna kwarta została rozegrana nieco lepiej przez podopiecznych Jacque’a Vaughna (28-22). Niestety dalej nie zbieraliśmy pod swoim koszem (7 zbiórek ofensywnych rywali), faulowaliśmy (13 oddanych osobistych Bucks), co przełożyło się na 12 oczek rywali oraz nie mogliśmy znaleźć celności na dystansie (2/11). Na plus można zaliczyć ilość rzutów wolnych Magików (12) oraz nie tak duża liczba strat (7). Do przerwy przegrywaliśmy 9 pkt (45-54).
Nadchodziła trzecia kwarta, ta pechowa trzecia kwarta, ale nie tym razem. Arron Afflalo w przeciągu kilkudziesięciu sekund trafił 3 na 3 za 3 (!) i Magic znów byli w grze (54-57), by za chwilę stracić 9 punktów (przy tylko 2 zdobytych) i ponownie mieć dwucyfrową stratę do Bucks (56-66). Nasi ulubieńcy zaczęli grać up-tempo, dodatkowo można było dostrzec lepszy ball-movement, co zaczęło przynosić korzyści przez co wynik był sprawą otwartą. Po chwili Magicy zaliczyli imponujący run 11-0, za sprawą Oladipo (layup oraz akcja 2+1) i świetnego Arrona Afflalo (dwie trójki), co dało nam wynik po 70. W samej końcówce tej odsłony Bucks wyszli jeszcze na prowadzenie i przed ostatnią odsłoną przegrywaliśmy 72-74, ale to my w bardzo dobrym stylu wygraliśmy te 12 minut 27-20. Aż 5 trójek w tym czasie zanotował nasz rzucający obrońca Afflalo, ale to nie było jego ostatnie słowo.
Start 4q to dobra i agresywna gra do obręczy Victora Oladipo który mimo nie najlepszej skuteczności (4/14), wyglądał w tym spotkaniu całkiem przyzwoicie (w obronie też). Po kolejnej celnej trójce Arrona, Magic odzyskali prowadzenie (79-76), ale wynik ciągle oscylował w granicach remisu. Sporo minut (prawie 25) dostał w tym spotkaniu nasz trzeci rozgrywający Ronnie Price, który mimo małej roli w ataku (2 pkt z 3 rzutów) całkiem dobrze radził sobie w defensywie uprzykrzając życie rywalom oraz zbierając życiowe 7 piłek. Dla Dorona Lamba był to pierwszy występ w tym sezonie i w 11 minut spudłował 2 rzuty oraz miał po zbiórce i asyście. 11 punktów z rzędu dla Magic zdobył Afflalo (14 w całej kwarcie) czym ustanowił swój carrer-high 36 pkt! Rzucał na świetnej 73% skuteczności (8/11 za 3), dodatkowo zaliczył 8 zb i 6 ast. To właśnie on swoimi celnymi osobistymi dał Magic 3-punktowe prowadzenie (92-89), a w decydujących akcjach najpierw zaliczył asystę do Vucevicia, a później ukradł piłkę z rąk Mayo. Magicy po świetnej drugiej połowie pokonali na własnym parkiecie Milwaukee Bucks 92-89!
Poza Afflalo wyróżnili się: Vucević – 17 pkt/11 zb, Harkless 10 pkt (0/4 FT, 11 rzutów) i 9 zb, O’Quinn 7 pkt, 4 zb oraz Victor Oladpio mimo słabej skuteczności (4/14), dobra defensywa plus odważa gra w ataku.
Kolejne spotkanie rozegramy w nocy z soboty na niedzielę o godzinie 1:00 w nocy czasu polskiego, a przeciwnikiem będą gracze z Dallas.
Panie i Panowie, bohater wieczoru:
36 pkt, 8 zb, 6 ast, 2 stl, 11/15 z gry, 8/11 za 3, 6/6 FT, +4.Be Magic!!!