Zachęcamy by dorzucić się do naszej działalności, z góry dzięki!!! Link do zrzutki
Ostatni mecz
Fiserv Forum, Milwaukee, WI
08/09.03.2026
B
o
x
130 : 91
Kolejne mecze
DOM

śr/czw
11/12.03
00:30
DOM

czw/pt
12/13.03
00:00
WYJAZD

sb/nd
14/15.03
01:00
Southeast Division
DrużynaWL%
Orlando Magic 35280.556
Miami Heat 36290.554
Atlanta Hawks 33310.516
Charlotte Hornets 32330.492
Washington Wizards 16470.254
Liderzy
Punkty Zbiórki
Banchero 22,2
F. Wagner 21,3
Bane 20,4
Banchero 8,6
Carter Jr. 7,5
F. Wagner 5,8
Asysty Przechwyty
Suggs 5,3
Banchero 5,0
Bane 4,2
Suggs 1,9
Black 1,4
F. Wagner 1,1
Bloki Minuty
Bitadze 1,1
Suggs 0,8
Black 0,7
Banchero 34,8
Bane 34,1
F. Wagner 31,8
Shoutbox
Nieskuteczna pogoń, kolejna porażka
Autor: piotrek027 | Data dodania: 25.11.2013, 1:25
Dokładnie dzień po tym, gdy na ligowe parkiety powrócił Glen Davis, doczekaliśmy się kolejnej pozytywnej informacji, kolejnego powrotu. Tym razem na liście zawodników aktywnych pojawił się Tobias Harris, a więc oznaczało to, że skrzydłowy zaleczył już kontuzje kostki, jakiej nabawił się w okresie przedsezonowym i jest gotów, by stanąć do rywalizacji na najwyższym poziomie.

Obie ekipy rozpoczęły pojedynek z dużym animuszem i skuteczną grą w ataku. Wynik meczu otworzył Nikola Vucevic, który popisał się bardzo dobrą akcją w post up, a chwilę później dołożył kolejne punkty na półdystansie. Suns z kolei raz za razem dziurawili siatkę trafiając zza łuku, szybko wypracowali sobie 6-punktową przewagę, a Jacque Vaughn poprosił o czas. Po przerwie obraz gry niewiele się zmienił, Słońca z minuty na minutę budowały swoją przewagę. Na 90 sekund przed końcem kwarty na parkiecie pojawił się wspomniany już Harris. Skrzydłowy swój dorobek punktowy w sezonie 2013/14 otworzył stosunkowo szybko: ładnie ściął w stronę kosza, a tam dopatrzył go Glen Davis. W tym miejscu warto zauważyć, że Harris i Davis po raz pierwszy w historii grali ze sobą na parkiecie - do tej pory na przeszkodzie ku temu stanęły urazy obu koszykarzy. Ostatecznie dzięki ambitnej postawie i czterem punktom Marcusa Morrisa w samej końcówce, Suns zwyciężyli pierwszą kwartę wynikiem 31:21.

Na początku drugiej odsłony Glen Davis widowiskowym blokiem zatrzymał Milesa Plumlee i mogłoby się wydawać, że będzie to impuls do odrabiania strat. Tak się niestety nie stało - dwie minuty później coach Vaughn poprosił o jeszcze jedną przerwę na żądanie. Przerwa dobrze wpłynęła szczególnie na Andrew Nicholsona, który zdobył osiem punktów z rzędu, samodzielnie przyczynił się do niemal całkowitego dogonienia gości. Wyniku na styku nie udało się jednak utrzymać, Suns szybko odpowiedzieli serialem 6:0, natomiast rezultat po 24 minutach celną próbą z dystansu ustalił P. J. Tucker.

Po pierwszej połowie Phoenix Suns prowadzili z Orlando Magic 53:44. Rywale z Arizony taki obrót spraw mogli zawdzięczać wysokiej skuteczności z gry (46.0%), a przede wszystkim sześciu trafionym rzutom za trzy (przy tylko trzech skutecznych próbach Magic).

Wydawało się, że tak dobra dyspozycja rzutowa przyjezdnych nie może utrzymać się przez całe spotkanie. A tu proszę - koszykarze Suns trafiali niemal z każdej czystej pozycji, trafiali z pozycji trudnych, przez ręce, zaliczali akcje 2+1, z kolei nasi ulubieńcy popełniali liczne straty, co kończyło się choćby efektownymi dunkami Geralda Greena. Przez sześć minut trzeciej ćwiartki przewaga gości ciągle utrzymywała się w granicach 8-10 punktów. Raz jeszcze postanowił interweniować Jacque Vaughn. Krótka przerwa pozytywnie wpłynęła na jego podopiecznych: cztery kolejne punkty dołożył Vucevic, natomiast Afflalo wykorzystał trzy rzuty osobiste za faul przy próbie dystansowej. Po raz kolejny radość z prawie zupełnie odrobionych strat nie trwała długo. Rywale wykorzystali niecelny rzut za trzy Victora Oladipo, a także jego nieprzemyślany wjazd pod kosz. Końcowe fragmenty tej odsłony nie przyniosły znaczących zmian, w związku z czym Magic przystępowali do decydującej batalii ze stratą ośmiu punktów.

Początek ostatniej kwarty zdecydowanie należał do Suns, którzy w pewnym momencie wyszli na 14-punktowe prowadzenie. Gospodarze nie zamierzali wywieszać białej flagi, o czym świadczył kolejny serial punktowy 9:0. Kilka chwil później z czystej pozycji za trzy trafił Nicholson, co zapowiadało wielkie emocje w końcówce. Nic z tych rzeczy. Magic kolejny raz w tym meczu już witali się z gąską, po czym ta znów uciekała. Dwa trudne rzuty zdołał zmieścić w koszu Frye, nieprawdopodobną trójkę odpalił Goran Dragić i pewne było już, że Słońca wywiozą zwycięstwo z Florydy. Końcowy wynik wsadem ustalił Afflalo. Ekipa z O-Town ostatecznie poległa 96:104.

Na wyróżnienie w szeregach koszykarzy z Orlando zasługuje głównie dwójka wysokich: Nik Vucevic oraz Andrew Nicholson. Ten pierwszy zaliczył kolejne w swojej karierze double-double: 20 punktów i 10 zbiórek, natomiast skrzydłowy zapisał na swoim koncie 19 pkt., 8 zb. Oprócz nich, jeszcze tylko dwóch graczy zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową: Arron Afflalo - 16 oraz Jameer Nelson - 15.

Nie podlega wątpliwościom, że Suns tryumfowali jak najbardziej zasłużenie, choć przez całe 48 minut towarzyszyło im spore szczęście, jeśli chodzi o rzuty z wielu trudnych pozycji. Gości do siódmego w tym sezonie zwycięstwa poprowadził Goran Dragic. Słoweński play-maker zakończył mecz z 23 punktami i 13 asystami. O trzy punkty mniej od niego zdobył Gerald Green. Ciekawostką jest, że w całym spotkaniu Słońca oddały tylko trzy rzuty osobiste (jeden okazał się celny). Dla porównania, Magic meldowali się na linii rzutów wolnych 14-krotnie i trafili 12 razy za jeden punkt.

Przed podopiecznymi Jacque'a Vaughna krótki odpoczynek. W swoim kolejnym meczu Magic gościć będą w Atlancie. Nastąpi to w nocy z wtorku na środę czasu polskiego.
Komentarze
Nick: Rejestracja
E-mail:

| Zapomnij
Content Management Powered by CuteNews