Pierwsza kwarta, zgodnie z oczekiwaniami, okazała się pojedynkiem debiutantów, którzy wypadli w niej na równo, zdobywając po 10 pkt na skuteczności 4/6 z gry. Oladipo pokazał też kilka dobrych zagrań w obronie na swym rywalu. Obaj panowie mieli dzielnych pomocników w postaci Vucevica i Turnera, przez co pierwsza kwarta obfitowała w udane akcje ofensywne, a Magic mieli po niej na koncie o 6 pkt więcej od 76ers.
W drugiej odsłonie Magic osiągnęli nawet kilkanaście punktów przewagi, głównie dzięki świetnej grze podkoszowych - Vucevica i Davisa. Rola debiutantów w tej części była mniejsza, MCW dorzucił jedna trójkę, zaś Oladipo nie punktował. W końcówce tej kwarty Magic zaczęli tracić piłkę i grać nieskutecznie, co świetnie wykorzystali goście, którzy zanotowali run 10-0 na koniec tej odsłony i zmniejszyli prowadzenie Orlando w połowie spotkania do zaledwie 5 oczek. Po 24 minutach gry wynik brzmiał 55-50 dla Magic.
W trzeciej kwarcie pogoń Philadelphii okazała się na tyle skuteczna, że goście doszli naszych ulubieńców na zaledwie 1 pkt. Magic zdołali ponownie odskoczyć, jednak wciąż czuli oddech rywala na plecach utrzymując kilka oczek przewagi. Ta odsłona zakończyła się identycznym wynikiem jak poprzednia (23-22 dla Sixers) i przed decydującą częścią gry Magic mieli na koncie o 4 pkt więcej od przeciwników.
W decydującej części spotkania gracze Magic kontrolowali kilku-punktową przewagę. Chwilami, gdy rywale zbliżali się na 2-4 pkt, wydawało się, że spotkanie może być zacięte do ostatnich sekund, a w hali pachniało dogrywką. Wtedy jednak piąty bieg włączył, nieskuteczny przez całe spotkanie, Arron Afflalo, dzięki któremu Magic poderwali się i odskoczyli na bezpieczną przewagę, której nie oddali do końca. Afflalo w ostatniej odsłonie zdobył 11 pkt, a Magic wygrali ostatecznie 105-94.
Świetnie zaprezentowała się pierwsza piątka Magic poza Nelsonem, który po zaledwie 11 minutach opuścił parkiet z urazem lewej stopy (na szczęście nie wyglądało to na nic poważnego). Vucevic był liderem Orlando zdobywając 21 pkt, 16 zb, 5 as i 3 bl. Drugim strzelcem okazał się Davis z 19 pkt na koncie, a po 18 oczek dołożyli Afflalo i Oladipo, debiutant dołożył jeszcze po 5 asyst i przechwytów, jednak znów miał problemy ze stratami - aż 8. Największym wsparciem z ławki okazał się Nicholson - 11 pkt, 5 zb.
W Philly świetnie spisał się rezerwowy Young - 26 pkt, 8 zb, a także wspomniany wcześniej Carter-Williams - 23 pkt, 4 zb, 4 prz, 3 as. Bliski triple-double był z kolei Turner - 17 pkt, 11 zb, 8 as.
Po meczu przyjemność skosztowania dziękczynnego indyka mieli Vucevic i Davis. "Big Baby", podobnie jak przed rokiem, pokazał jak powinno się jeść indyka i zgodnie z powiedzeniem "indyki i kury się bierze w pazury", nie ceregielił się i urwał sobie udko, które chwilę później konsumował ze smakiem. Nik był subtelniejszy i delikatnie odkroił sobie mały kawałek.
Magic odnieśli drugie zwycięstwo z rzędu i szóste w sezonie, ich bilans to obecnie 6-9, co daje 9. miejsce na Wschodzie. O kolejne zwycięstwo będzie jednak niezmiernie trudno, bo z piątku na sobotę nasi ulubieńcy zmierzą się u siebie z San Antonio Spurs, którzy w obecnym sezonie przegrali tylko raz.
Autor:
4.Michael | Data dodania: 28.11.2013, 15:40
Kolejny dobry mecz Magic, gdzie znów pokazaliśmy piękny basket i to co lubię najbardziej, czyli składną grę zespołową. Be Magic!