Co to był za mecz! Z pozoru dwie tankujące ekipy starające się o nie jak najlepszy wynik na koniec sezonu, a o to żeby mieć jak największe szanse na wysoki pick w Drafcie 2014, w którym będzie wiele świetnych młodych zawodników do wybrania.
Magicy grający dzień po dniu wyglądali bardzo świeżo i nie widać było, że mogą być zmęczeni po meczu z Wizards i locie do Pensylwanii. Nasi ulubieńcy prowadzeni przez fantastycznego w tym sezonie Arrona Afflalo (14 pkt w 1q) toczyli wyrównaną walkę w pierwszej kwarcie, która zakończyła się wynikiem 34-29 dla przyjezdnych. Dobrze spisywał się także Maxiell, który trafił kilka jump shotów na 7 pkt.
W kolejnej odsłonie nasza przewaga wzrosła do 9 pkt (43-34), ale w dalszej jej części gdy na parkiecie pojawili się nasi zmiennicy (łącznie tylko 9 pkt), wypracowana wcześniej zaliczka punktowa zaczęła maleć. Gospodarze prowadzeni przez Turnera wraz z Carterem-Williamsem odrobili wszystkie straty sprzed kilku minut, a nawet wyszli na prowadzenie 58-57 kończąc takim wynikiem pierwszą połowę. Druga odsłona przegrana przez Magic 23-29, ale dzięki wygranej pierwszej kwarcie ogólny wynik po 24 minutach nie wyglądał źle.
Po kilkunastominutowej przerwie kwartę numer 3 lepiej rozpoczęli goście z Florydy. Kilka celnych rzutów Afflalo oraz skuteczna gra Davisa sprawiła, że ciągle prowadziliśmy wyrównany pojedynek z 76ers. Niestety po kilku minutach tej odsłony ekipa trenera Browna uzyskała aż 11-puntkowe prowadzenie (72-83), ale przyjezdni z Orlando dzięki dobrej grze Oladipo byli w stanie wrócić do tego meczu na koniec 3q (80-85).
Sixers starali się utrzymywać przewagę, ale nie było to takie łatwe skoro po drugiej stronie parkietu bardzo solidnie grało trio Davis-Afflalo-Oladipo. Na 3 min do końca Magicy odrobili wszystkie straty (96-96) i sama końcówka zapowiadała się bardzo ciekawie. Na niespełna 20 sekund do końcowej syreny rzutem za 3 dającym remis po 104 popisał się… Glen Davis. Ekipa trenera Vaughna wybroniła się w ostatniej akcji i szykowaliśmy się do pierwszej dogrywki.
W niej dzięki dziesiątej asyście triple-dobule uzyskał debiutant Sixers Carter-Williams, ale bliski tego był również Oladipo, któremu do tego wyczynu brakował wciąż jednej zbiórki. Dodatkowe 5 min było wyrównane, ale pod sam koniec znowu przegrywaliśmy 3 punktami (115-118), a wtedy przy próbie zza łuku sfaulowany został Afflalo, który wykorzystał wszystkie próby i znów mieliśmy remis, tym razem po 118 i do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była druga dogrywka.
Po 4 min gospodarze uzyskali 5 punktów przewagi (120-125), czego Magicy nie byli już w stanie odrobić, bo swoje rzuty za 3 spudłowali Prince i Afflalo. Ostatecznie wygrali 76ers 126-125.
Świetne zawody rozegrał Afflalo – życiowe 43 punkty, 6 zb oraz 5 ast. Swój Carrer-high ustanowił też Davis – 34 punkty z 24 rzutów w 50 minut. Pierwsze w karierze Triple-double zanotował Oladipo – 26 pkt, 10 zb, 10 ast w 52 minuty.
Kolejny mecz Magic w nocy z piątku na sobotę na wyjeździe z Knicks.
Autor: Adante | Data dodania: 04.12.2013, 17:55
Czy tylko ja mam wrażenie, że chłopaki odpuszczają końcówki dla loterii ,ale w większości meczy tego sezonu pokazują że już dziś są drużyną na PO ?