Początek meczu to dużo gry pod koszem, w której lepiej spisywali się gospodarze obejmując prowadzenie 11-4 po 6 min gry. Magic będący w wyjazdowym tripie grali na luzie bez presji, co wraz z upływającym czasem wyszło im na dobre, ponieważ na minutę przed końcem zmniejszyli swoje straty do 2 pkt (16-18). Niestety ostatnie 60 sekund znów należało do "Niedźwiedzi", którzy trafiając dwukrotnie (raz zza łuku) znów odskoczyli na kilka punktów. Po 12 min przegrywaliśmy 16-23.
Wraz z początkiem kolejnej odsłony gracze Memphis powiększyli swoje prowadzenie o kolejne 14 pkt (co dało im łączny run 19-0) i prowadzili już 37-16. Dużo dały im celne rzuty z dystansu (5/8), a z kolei nasi ulubieńcy nie mogli się pochwalić chociażby jednym takim trafieniem (0/4)... Bez pomysłu na grę w ataku, bez zbiórek w obronie wyglądaliśmy na takich którzy specjalnie chcą przegrać. Do przerwy niewiele się zmieniło, kontrolujący przebieg meczu Grizzlies prowadzili po 24 min 51-30.
33% z gry, 0/7 za 3, 16 zbiórek mniej od rywali, tylko 4 asysty, więc o czym my chcieliśmy myśleć w tym meczu…
Po przerwie grę lepiej wznowili goście zdobywając 10 punktów (przy tylko dwóch rywali) i zmniejszając straty do 14 pkt (40-54). W końcu trafiliśmy zza łuku (Nelson, Nicholson) i powoli wracaliśmy do tego meczu. W dalszej części gry "Niedźwiedzie" powiększały swoja przewagę do około 20 pkt, by za chwilę Magicy zniwelowali ją do granic 14 pkt (historia w tej kwarcie powtarzała się kilka razy). Przed ostatnia ćwiartka zakończyła się wynikiem 30-22 dla ekipy z O-Town, ale przed decydującymi 12 minutami mieliśmy wynik 73-60 dla gospodarzy…
Po niespełna 4 min gry Magikom za sprawą celnych rzutów Oladipo i Nelsona udało się zmniejszyć straty do 10 pkt (71-81). Jednak gdy nasi ulubieńcy zbliżali się już do rywali na kilka punktów, nie widać było szczególnej determinacji i chęci by za wszelką cenę powalczyć o zwycięstwo. Ostatecznie przegraliśmy 85:94.
Kolejny mecz w nocy ze środy na czwartek w Charlotte zagramy z Bobcats.
Be Magic!!!