To spotkanie, a dokładniej jego końcówka przypomniała mi Magic jeszcze za czasów Stana Van Gundy'ego... Nie trafione osobiste w kluczowym czasie czy też błędy podczas wznowieniu piłki zza boiska to sytuacje, które miały miejsce bardzo często w sezonach gdy Magicy prowadzeni byli przez brata Jeffa Van Gundy'ego.
W pierwszej piątce w tym spotkaniu nie wyszedł Victor Oladipo, którego zastąpił Tobias Harris. Oczywiście Harris rozpoczął jako niski skrzydłowy, a z tej pozycji na SG przesunięty został Afflalo.
Dopiero w 3. kwarcie drużyna z Sac-Town wyszła na pierwsze prowadzenie w tym meczu. Z kolei Magic od tego momentu wyglądali jakby trochę uszło z nich powietrze i na zbyt wiele pozwalali gościom.
Kings wygrali głównie za sprawą Thomasa, który prowadził drużynę w drugiej połowie, zdobywając w meczu 23 punkty i 9 asyst, miał też daggera na 36 sekund do końcowej syreny (103-97).
23 oczka dla przyjezdnych zdobył też Rudy Gay, ale potrzebował do tego 20 rzutów, dodatkowo miał też 6 zbiórek. Słabiej (ale solidnie) wypadł DeMarcus Cousins - 14 pkt (5/14) i 11 zbiórek + sprawienie dużych problemów Vucevicowi (6 fauli) dały ekipie trenera Malone'a trochę korzyści.
Sacramento zakończyło pierwszą połowę runem 14-4, który zmniejszył straty tylko do 2 punktów przed przerwą. Trio Thomas-Thornton-Gay wykombinowało 12 trójek (23 rzuty) na 52% skuteczności.
Jeszcze na niespełna 8 minut do końca goście prowadzili 93-81, ale wtedy Magicy przebudzili się i próbowali walczyć o zwycięstwo. Niestety to się nie udało, a w dużej mierze dlatego, że pudłowaliśmy rzuty osobiste... Najpierw przy stanie 93-98 po celnym rzucie z faulem, straty do 4 pkt mógł zmniejszyć Harris, ale spudłował. Na nieco ponad 2 min do końcowej syreny ponownie Tobias mógł zaliczyć akcję 2+1, ale ponownie się pomylił i przegrywaliśmy 95-101. Wcześniej jeszcze po faulu technicznym Cousinsa pomylił się trafiający przed tym meczem 87% osobistych Afflalo.
Z ławki dobrze zaprezentował się Oladipo, który w 21 minut trafił 5 rzutów na 12 punktów. Tym razem zabrakło Moore'a i jego celnych trójek - nie zagrał z powodu urazu uda. Słaby mecz zanotował Vucević, który już kolejny raz zakończył mecz przedwcześnie z powodu fauli. W 27 min miał 4 pkt, 9 zb, 5 TO i był wyraźnie niezadowolony ze swojego występu.
7 celnych rzutów, 6 na 8 osobistych, jedna celna trójka, to w połączeniu dało 21 punktów Harrisowi, który bardzo dobrze wyglądał w tym spotkaniu, gdyby nie te 2 spudłowane free throws w kluczowych momentach to jego występ byłby jeszcze lepszy. Na swoim poziomie Afflalo - 26 punktów (9/17) w 38 minut.
Magicy mają bilans 2-9 z drużynami z Konferencji Zachodniej.
Kolejny mecz rozegramy jutro w nocy przeciwko Knicks. Be Magic!!!
Autor: niv | Data dodania: 22.12.2013, 23:10
Oglądałem mecz i jestem w szoku. To co działo się w ostatnich minutach jest niesamowite. Wiem że tankujemy ale nie róbmy szopki, ewidentnie nie chcieliśmy wygrać.