Przed meczem z Pistons, Magic mieli bilans 0-17 gdy pozwalali przeciwnikom rzucić co najmniej 97 punktów. Goście z Detroit rzucili 92 punkty i zasada się sprawdziła, Magic wygrali 109-92 kontrolując przebieg spotkania przez jego większość. W zasadzie wyrównana walka miała miejsce jedynie w pierwszej kwarcie, od drugiej ćwiartki gospodarze zaczęli budować przewagę, którą w trzeciej kwarcie powiększyli do tego stopnia (ponad 20 pkt różnicy), że mecz był praktycznie rozstrzygnięty.
Pięciu zawodników Orlando zanotowało ponad 10 punktów, z wyjściowej piątki tylko Nelsonowi nie udała się ta sztuka, skończył on zawody z 6 pkt, 6 zb i 6 ast i nie trafił żadnej z 4 prób zza łuku. W rozgrywaniu dzielnie zastąpił go Oladipo, który zanotował drugie w karierze double-double - 16 pkt, 11 ast, a do tego zebrał jeszcze 5 piłek.
Świetnie spisali się także starterzy z pozycji skrzydłowych w drużynie z O-Town, obaj borykający się we wcześniejszej fazie sezonu z kontuzjami gracze zaliczyli bardzo solidne występy, Harris zanotował double-double 16 pkt i 10 zb, zaś Davis dołożył 14 pkt i 8 zb.
Pistons do połowy spotkania byli w grze, po dwóch kwartach tracąc do Magic tylko 7 oczek, po celnej trójce "do szatni" Harrellsona. Trzecia kwarta ustawiła jednak całe spotkanie, a prym w niej wiódł Afflalo, który w ciągu wspomnianych 12 minut zdobył 11 pkt (choć przysporzył też kibicom nieco strachu, gdy przez chwilę utykał trzymając się za kostkę, na szczęście nie okazało się to nic poważnego i Arron kontynuował grę). Afflalo skończył mecz z dorobkiem 23 oczek zdobytych na świetnej skuteczności 9/11 z gry.
Ostatni z graczy wyjściowego składu Orlando - Nikola Vucevic, po dość niemrawym początku zakończył mecz z solidnym double-double (jako trzeci z naszych ulubieńców) w postaci 20 pkt i 11 zb. Jedynym z aktywnych graczy Magic, który nie pojawił się na parkiecie, był Andrew Nicholson, czego osobiście bardzo żałuję.
Magic byli lepsi od rywali w każdym aspekcie gry, szczególnie wyraźnie w skuteczności z gry - 53% do 41%, na co wpływ miała bardzo dobra momentami obrona Orlando. Jedynym graczem gości, który od początku starał się dotrzymać tempa gospodarzom był Jennings - zdobywca 21 pkt i 8 ast. Jedyne solidne wsparcie jakie dostał to Bynum - 18 pkt oraz jeden z najgorzej wykonujących osobiste i jednocześnie jeden z najmłodszych graczy w NBA - Andre Drummond - 10 pkt, 11 zb (0/4 z linii).
Magic w końcu przełamali passą 3 porażek u siebie i odnieśli 9. zwycięstwo w sezonie. Kolejny pojedynek naszych ulubieńców odbędzie się z niedzieli na poniedziałek, również w Amway Center. Tym razem do Orlando zawita ekipa Hawks, a mecz odbędzie się nieco wcześniej, bo o północy.