Zachęcamy by dorzucić się do naszej działalności, z góry dzięki!!! Link do zrzutki
Offseason 2026
Przyszli do Magic

Sean Sweeney (trener) - ze Spurs
Izaiyah Nelson (F/C) - z Draftu (51. pick)
Nikola Vucevic (C) - z Celtics (FA)

Odeszli z Magic

Jamahl Mosley (trener) - do Pelicans
God Shammgod (asystent) - do Pelicans
Moritz Wagner (F/C) - do Nets
Jett Howard (F) - do Mavs

Southeast Division
DrużynaWL%
Atlanta Hawks 46360.561
Orlando Magic 45370.549
Charlotte Hornets 44380.538
Miami Heat 43390.524
Washington Wizards 17650.207
Liderzy
Punkty Zbiórki
Banchero 22,2
F. Wagner 20,6
Bane 20,1
Banchero 8,4
Carter Jr. 7,4
F. Wagner 5,2
Asysty Przechwyty
Suggs 5,5
Banchero 5,2
Bane 4,1
Suggs 1,8
Black 1,4
Bane 1,0
Bloki Minuty
Bitadze 1,0
Suggs 0,7
Black 0,7
Banchero 34,8
Bane 33,6
F. Wagner 30,0
Shoutbox
Podsumowanie Tygodnia: "Jest źle..."
Autor: skrzatos | Data dodania: 11.01.2015, 6:21
@ Denver 90:93

Ten mecz nie przyciągnął tłumów do Pepsi Center (około 13.5 tys. kibiców) i słusznie, bo stał na bardzo niskim poziomie. Magic byli nieskuteczni – 39.8% z gry, w tym 36% zza łuku, a gospodarze z kolei tracili często piłkę (21 turnovers). Nuggets byli jednak w stanie wygrać pomimo tego, że oddali o 14 rzutów mniej, a kluczem do zwycięstwa były wizyty na linii (20/26). Jeszcze do przerwy gracze z Kolorado, nie tyle co byli dobrze bronieni, a po prostu pudłowali swoje rzuty (38% z gry, 36% za 3), nasi ulubieńcy przez pierwsze 24 minuty też rzadko umieszczali piłkę w koszu (2/9 za 3, 36% ogółem), ale wynik nie był wcale taki zły jak gra (39:40). Po przerwie inicjatywę przejęli rywale Magic i wydawać by się mogło, że już jest po meczu, jednak tak się nie stało. Goście odpowiedzieli runem 7-0 i ponownie wynik oscylował w granicach remisu, ale niestety nie udało się pójść za ciosem i wygrać. W ostatniej minucie dzięki dwóm celnym trójkom Nicholsona (Andrew is back!) mieliśmy jeszcze nadzieję, ale przy trzypunktowej stracie i około 20 sekundach do końca nasz trener nie wziął czasu i pozwolił zawodnikom Magic na improwizację (jakby w naszym ataku było jej zbyt mało…). Rzut zza łuku Fournira ledwo dotknął obręczy i kolejna porażka w Regular Season stała się faktem.

@ Lakers 84:101

Mecz z Los Angeles był jeszcze gorszy… naprawdę. "Jeziorowcy" pomimo braku Bryanta zagrali jak na swoje możliwości bardzo przyzwoicie i w pełni zasłużyli na wygraną przy komplecie publiczności. Już od początku gracze trenera Scotta narzucili swój rytm, trafiali za 3, z półdystansu oraz spod kosza, a nasi gracze nie potrafili (nie chcieli?) im przeszkodzić. W naszej grze brakowało wszystkiego, począwszy od dobrze zorganizowanej obrony do zgranego i pomysłowego ataku. Oladipo podobnie jak z Denver robił co mógł, ale sam Victor to było za mało, nawet na Lakers. Double-double uzyskał Nik Vucević (14/11), ale on gra jakieś dziwne minuty w tym sezonie… raz około 20, innym razem z kolei 35 i więcej, czasem koło 30. Wygląda to trochę tak jakby trener nie wiedział, czego może od niego oczekiwać, a jeśli tylko nie ma go na boisku to rywale niszczą nas na tablicach. 18,997 kibiców skandowało "we want tacos", a Jeremy Lin na 25 sekund uczynił to co, o co prosili go fani. Trafiając za trzy przekroczył granicę 100 pkt drużyny (101) i wszyscy kibice Lakers po meczu dostali swoje tacos…


@ Blazers 92:103

Początek meczu w Portland nasi gracze zaczęli od szukania Vucevica w post-up oraz atakowaniem do obręczy przez Oladipo. Ten pierwszy sposób w miarę przynosił efekty, ale drugi był nieskuteczny, bo Victor przypominał siebie z rookie year, kiedy to raz za razem był blokowany pod koszem. Gospodarze rozbijali nas trójkami, a jeśli już ich nie trafiali to zbierali piłkę na atakowanej desce mając szansę na ponowienie akcji. Szybko osiągnęli dwucyfrowe prowadzenie i znowu zanosiło się na mecz bez walki… Zawodnicy Blazers chyba się rozkojarzyli mając wysoką przewagę nad rywalami i nagle podopieczni trenera Vaughna zaczęli zmniejszać straty, najpierw do 15, później do 10, aż na przerwę schodzili tylko z 5 pkt mniej niż przeciwnicy. Na 3q. goście z Florydy wyszli skoncentrowani, walczyli o każdą piłkę, w ataku przyspieszyli tempo i o wiele lepiej się ich oglądało. Krótko mówiąc zrobił nam się mecz w Moda Center. Spotkanie przez pewien moment wyglądało jak walka dwóch bokserów wagi średniej – cios za cios i to większość szybkich oraz celnych. W decydujących momentach zabrakło umiejętności i bardziej złożonych akcji w ataku, co wykorzystali dobrze czujący się w crunch-time gospodarze. Przegraliśmy, ale wstydu nie było. Pochwalić możemy z pewnością Vucevica, który w końcu wziął grę na siebie (koledzy chętnie mu podawali do post-up) i ustanowił rekord kariery w zdobytych punktach. 34 pkt z 23 rzutów (4/6 FT, wciąż za rzadko dostaje się na linię) i 16 zbiórek to bardzo dobre statystyki. Tym razem słabiej zagrał Oladipo (6/21 z gry, 0/6 za 3), który miał 18 pkt, 8 zb, 4 ast, a beznadziejnie po raz kolejny Frye – 1/10 z gry – 3 pkt. W podstawowym składzie po raz pierwszy w karierze wyszedł Marble i co ciekawe zanotował aż 5 przechwytów (25 min), oprócz tego trafił 3 z 6 rzutów (6 pkt), dodając do tego 3 zbiórki i 2 asysty. Porażka wciąż jest porażką, ale nie musimy wstydzić się postawy naszych zawodników po takim meczu.

Zapowiedź tygodnia: "... a może być jeszcze gorzej"

Co przed nami? Nic dobrego… Po krótkiej wycieczce po Zachodzie wracamy na Wschód. W poniedziałek naszym rywalem w United Center będą Bulls, którzy grają ostatnio w kratkę. Dużo zawodników opuszcza mecze, trener nie może wykorzystać rotacji w 100%, ale mimo tego to i tak czołówka Konferencji Wschodniej. Gasol odżył w Chicago i gra najlepszą koszykówkę od 2-3 lat, Butler kontynuuje marsz po maksymalny kontrakt, a Rose miewa przebłyski i jakoś to się Bykom układa.

Następnie wracamy do domu (4-12 w Amway Center) i gościć będziemy w środową noc ekipę Rockets z duetem Howard/Harden na czele. Będzie buczenie za każdym razem kiedy DH12 będzie miał piłkę w rękach, ale może tym razem Howard zaliczy słabszy występ niż poprzednio (39 pkt, 25/39 FT, 16 zb).

Naszym kolejnym rywalem będzie drużyna Memphis Grizzlies, która w tym sezonie radzi sobie znakomicie. Ich podkoszowi (Marc Gasol/Randolph) mogą narobić nam wiele problemów, a Elfrid Payton nie będzie miał łatwego zadania kryjąc rozgrywającego Mike’a Conley’a. Wiecie kto jeszcze wraca w tym tygodniu do Orlando?
Komentarze
Nick: Rejestracja
E-mail:

| Zapomnij
Content Management Powered by CuteNews