@ Bulls 121-114Wygrana w Chicago z mocnymi Bulls była wielkim zaskoczeniem dla kibiców Magic. Po nieudanym tygodniu poprzedzającym ten mecz, nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw w meczu w Chicago. Wygrana to zasługa duetu Vucević-Oladipo. Każdy z nich rzucił po 33 punkty, do czego Vooch dodał 11 zbiórek. Jednak przy tak świetnym występie naszych dwóch liderów, może umknąć uwadze jeden fakt. Mianowicie Elfrid Payton i jego 5/7 z gry. Tak, to ten sam Elfrid Payton, który nie potrafił rzucać, ani wjechać pod kosz na początku sezonu. Widać wraz z rozwojem sezonu idzie także rozwój naszego pierwszoroczniaka. Cieszy to z wielu powodów. Po pierwsze Magic obecnie nieco brak ludzi, którzy mogą zdobywać solidne punkty. Evan Fournier zgubił swój rytm, a Channing Frye wciąż do końca nie może go odnaleźć. Jego młodszy kuzyn, Tobias Harris wciąż pozostaje poza grą, lecz nie wiadomo jak będzie wyglądać Magia po jego powrocie. Oprócz samych punktów, dochodzi fakt odciążenie z rozgrywania piłki Victora Oladipo. W takim przypadku może on skupić się na obronie i zdobywaniu punktów, co chyba cieszy wszystkich najbardziej. Jednak to nie koniec dobrych nowin o Paytonie.
vs Rockets 120-113Nadzieja umiera ostatnia! Niewielu pewnie zakładało, że skoro wygraliśmy z Bulls to i z Rockets wygramy. Po doświadczeniach z tego sezonu nastroje bardziej oscylowały wokół "No dobra, z Bulls się udało. Zobaczymy jak będzie z Rockets." Zobaczyliśmy i wygraliśmy. Najwięcej cegiełek dołożył nikt inny jak Victor Oladipo, który ponownie rzucił ponad 30 oczek, tym razem dokładnie 32. W ten sposób Victor zgłosił swoją kandydaturę do zawodnika tygodnia na wschodzie, gdzie jego szanse oceniam dość wysoko (o ile nie decyduje o tym gość, którego postrzeganie ligi kończy się na Heat i Cavs. No i ktoś mu kiedyś powiedział, że w Kanadzie też ponoć coś grają.) Ale nie samym Oladipo żyją kibice Magic. 25 oczek dołożył nasz czarnogórski środkowy, a 15 punktów Channing Frye, który przyzwoicie (5/9) rzucał z dystansu. Niestety rzutowo do udanych tego meczu nie zaliczy Elfrid Payton, choć skuteczność 5/11 nie jest najgorszą jaką ta liga widziała. Nie przeszkodziło to mu jednak uzbierać 15 punktów w całym meczu, co pokazuje że zawodnik umie sobie radzić z gorszym rzutowo dniem i dostaje się wtedy na linię rzutów wolnych, gdzie w przypadku meczu z Rockets trafił 5 na 6 rzutów.
vs Grizzlies 96-106Na koniec tygodnia goście z Memphis nieco ostudzili nasze emocje. Jednak pomimo przegranego meczu, możemy być zadowoleni z naszych ulubieńców, gdyż podjęli oni walkę, a przeciwnik był naprawdę z najwyższej półki. Wszystko szło naprawdę dobre, do końcówki trzeciej kwarty, kiedy to goście uciekli na 10 punktów. Taką przewagę utrzymali już do końca meczu. Można stwierdzić, że mecz był do wygrania. Jednak ja nie wychodziłbym za daleko z takimi postulatami. Dwa wygrane mecze nie oznaczają przecież, że każda porażka będzie teraz niesłuszna, a na zawodników będą lecieć tony mięsa ze strony kibiców. Musimy wciąż pamiętać, gdzie nasza drużyna się znajduje. Mecz przeciwko Niedźwiedziom był dobrym mecze, niestety przegranym. Musimy traktować go jako dobry prognostyk na przyszłość.
Teraz pora na obiecanie nowiny o Paytonie. W ostatnim meczu Oladipo nie był już tak skuteczny jak w dwóch poprzednich, a Marc Gasol ostro pracował z Nikolą Vuceviciem. To był ewidentny czas na Elfirda, aby przejął stery, co też się stało. Payton zanotował 22 punkty i aż 12 asyst! Dlatego proszę panów z nba.com, aby nie za szybko ogłaszali Andrew Wigginsa Rookie of the Year. Ktoś z Florydy może mieć coś jeszcze do powiedzenia w tej kwestii.
Zapowiedź tygodnia: "Wyrwać co nasze!"W nadchodzącym tygodniu rozegramy trzy spotkania. Wszystkie drużyny, z którymi przyjdzie się nam zmierzyć są w naszym zasięgu, ale zarazem mogą odesłać nas z kwitkiem. Już dziś zmierzymy się z Thunder w naszej hali. OKC stawia ostatnimi czasy na wzmocnienia i walkę o 8 lokatę na zachodzie. Dlatego mecz z nami traktują jako pewnik do wygrania, jeśli chcą myśleć o przedłużeniu swojego sezonu. Jednak to że drużyna z Oklahomy przyjedzie nastawiona bojowa niczego nie zmienia. Magicy są drużyną, która może im stanąć na drodze do awansu, na co wszyscy liczymy. Nasi rywale nie stanowią najwyższej półki tego sezonu, dlatego rozegranie takiego meczu jak z Grizzlies powinno wystarczyć, aby popsuć humory Kevinowi Durantowi i jego kolegom.
Następnie czekają nas dwa spotkania na wyjeździe. Najpierw zmierzymy się Detroit Pistons, którzy odnaleźli sens życia i gry w koszykówkę zaraz po tym jak zwolnili Josha Smitha. Później czeka nas spotkanie w Nowym Jorku, przeciwko będącym w niewiarygodnym dole Knicks. Jaki bilans chcemy przywieść do domu? Oczywiście 2-0. Dopóki jednak ktoś nie rozgryzie sposobu Pistons na ogrywanie całej ligi, musimy podejść do nich bardzo ostrożnie, a ewentualną porażkę zaakceptować. W przypadku Knicks zaś, sprawa wygląda inaczej. Liczy się zwycięstwo i tylko zwycięstwo. Panie i Panowie, łatwiejszego rywala nie znajdziemy.