Prowadź nas o... no właśnie, kto?Zacząć należałoby chyba od trzonu, czyli od sprawy trenera. Wiem, że sam cel drużyny stoi nieco wyżej, lecz pozwólcie że zostawię ten wątek na sam koniec. Zatem wszyscy już dobrze wiedzą, czasy Vaughna dobiegły końca. Eksperyment z byłym zawodnikiem Magic jako trenerem nie wypalił. Wszyscy czekaliśmy an to co się wydarzy. George Karl sam się zgłosił po posadę trenera Magic, ale jakimś dziwnym trafem porzucił wątek. Pozostali dwaj kandydaci czyli Scott Skiles i Mark Jackson, do sprawy podeszli raczej chłodno choć z zainteresowaniem. Powód? Rob Hennigan nie chciał zatrudniać żadnego z nich od samego początku. Dlaczego? Jedyną sensowną odpowiedzią wydaje się być Tom Thibodeau. Magic ogłosili byłego asystenta trenera, pierwszym szkoleniowcem do końca sezonu. Oznacza to walkę podczas przerwy między sezonowej o nowego szkoleniowca. Kto będzie wtedy prawdopodobnie dostępny? Właśnie Thibs! No dobrze, ale nie wiadomo czy na pewno zgłosimy się akurat po niego. Cóż, obiektywnie patrząc to poza Tomem najlepszym kandydatem (bo rzecz jasna Phila Jacksona z Knicks się nie wyciągnie) był właśnie George Karl. Tu pragnę przypomnieć raz jeszcze, że wyraził on szczerą chęć trenowania Magic. Kulturalnie mu odmówiono poprzez nie komentowanie jego wypowiedzi. Wnioski? Jak dla mnie Bulls mogą szykować się do zmiany trenera. Jeśli Thibs nie czuje się tam dobrze i są jakieś sprzeczki, to Rob Hennigan chętnie go przygarnie.
Kciuk cesarza Hennigana ocala HarrisaNajwiększym i zarazem najbardziej ekscytującym pytaniem ostatniego okienka transferowego była kwestia Tobiasa Harrisa. Nasz skrzydłowy po sezonie staje się zastrzeżonym wolnym agentem, więc Magic mogli śmiało pokusić się o transfer tego zawodnika, żeby ten nie odszedł za nic. Ale czy na pewno? Kwestia zastrzeżonego agenta jest zupełnie inna, niż w przypadku całkowicie wolnych zawodników. Tu, wbrew pozorom należy negocjować także z klubem w którym dany zawodnik jest. Dlaczego? Magic mają asa w rękawie w postaci możliwości wyrównania każdej złożonej oferty. Mamy też spory stos tych asów w postaci miejsca w salary, także na obecną chwilę nie prognozuję, aby ktoś mógł zaskoczyć nas ilością gotówki. Dlatego jedną z dwóch przewidywanych przeze mnie opcji w kontekście Harrisa jest podejście Roba na zasadzie "Za darmo go nie dostaniecie". Nie mówię tu o podbijaniu ceny samego Tobiasa, lecz o ruchu zwanym jako sign and trade. Magic mogą ustalić, że nie wyrównają oferty za Harrisa, ale zainteresowana drużyna w zamian będzie musiała nieco oddać. Dodatkowym plusem takiego rozwiązania jest kwestia kontraktu dla samego Harrisa, którą będzie można spokojnie ustalić. Wróćmy jednak do wspomnianego w podtytule kciuka.

Po wybiciu magicznej godziny 21 czasu polskiego, wszystkie transfery były anulowane. Godzina ta jak na deadline przystało, ograniczała ruchy i pomysły GM'ów. Szczerze przyznam, że Tobias Harris na treningu tego dnia musiał czuć się bardzo nieswojo. W sumie to trenujesz, ale nie wiesz czy się żegnać z chłopakami, czy jednak jeszcze nie. Ten trening mógł być jego ostatnim w sali Orlando Magic. Nic więc dziwnego, że sam zainteresowany kiedy dowiedział się o tym, że pozostaje w składzie opublikował swoje zdjęcie w stroju Magic na jednym z portali społecznościowych. Co można z tego wnioskować? Harris nie chce opuszczać Florydy. Nie chce jednak też, jak to sam powiedział "zostawiać pieniędzy na stole". Dlatego dla mnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zaproponowanie Harrisowi około 10 milionów za rok po tym sezonie. Jeśli Harris odmówi, to Rob zacznie swoją grę z całą ligą, którą opisałem powyżej. Skąd ta pewność? Przypomnijmy sobie trade Howarda. Rob nie tylko nie puścił go za nic, ale zbudował jednym transferem podkoszową przyszłość Magic. W przypadku kiedy Harris nie zechce podpisać kontraktu, spodziewam się kolejnego sporego ruchu naszego GM'a.
Druga młodość tych starszych, ale i tych młodszychPoza tematem Harrisa, towarzyszyły nam jeszcze pytania o przyszłość Andrew Nicholsona, Moe Harklessa, oraz kwestia wykupywania kontraktów weteranów. W internecie krążyło mnóstwo plotek o tym, że Magic chcą pozbyć się dwóch młodych zawodników, chociażby za picki. Potem jednak, w kwestii trenera pojawił się wymóg mówiący, że Orlando Magic "szukają kogoś kto będzie w stanie wykorzystać Nicholsona". Nie wiem jak dla Was, ale do mnie bomba. Znając mentalność zawodników, po długim przyspawaniu do ławki, w momencie wejścia na parkiet dają oni z siebie wszystko, gdyż wiedzą że taka okazja może się już nie powtórzyć. Jako dowód załączyć można wczorajszy mecz Nicholsona, gdzie w 4 minuty dał na 5 punktów. Co prawda mecz wcześniej dał zaledwie 6 w ponad 20 minut gry, ale na spokojnie. To nie będzie już ten zawodnik, którego pamiętaliśmy przez gubienie się na parkiecie i "miękką" grę w obronie. Paradoksalnie, okres spędzony na ławce Magic może być najlepszym co go spotkało. Nie chciałbym wyjść za bardzo do przodu, ale mam szczerą nadzieję, że poznamy niedługo nowego Andrzeja.
No dobrze, Andrzej wraca, ale co z Moe? W przypadku Harklessa sprawa może wyglądać nieco inaczej. Zupełnie inaczej. Czytając bacznie wypowiedzi zarówno zarządu, byłego już trenera i samego Moe, przychodzi mi do głowy myśl, że jest on nieco zagubiony. Jego nieobecność na parkiecie może być spowodowana nie brakiem zaufania trenera, a pogłębiającym się kryzysem tego gracza. Wszyscy pamiętamy jak źle Moe wyglądał w swoich ostatnich spotkaniach, kiedy grał regularne minuty. Najprawdopodobniej teraz wygląda to jeszcze gorzej. Harkless obiecał w jednej wypowiedzi przykładać się do treningów jeszcze mocniej i walczyć o powrót. W przeciwnym razie pewnie pożegnamy się z nim tego lata. A szkoda...
Jednak wbrew pozorom, nie samą młodością żyją Magic. Na początku chciałbym ubiec wszelkie komentarze i myśli o mnie w stylu "przecież tak go nie lubiłeś, a nagle jak gra lepiej to co innego piszesz" i wyjaśnić, że to co ukaże się niżej jest spowodowane wypowiedzią zawodnika, a nie jego grą. Dobrze, ale o kim mowa? Otóż jeden z najstarszych wyjadaczy w Orlando Magic znalazł swoją drugą młodość. Nikt inny jak Willie Green, do którego nie byłem absolutnie przekonany na początku sezonu. Jego temat także pojawił się w kwestiach transferowych, jednak nieco inaczej niż w przypadku pozostałych. Zarząd Orlando Magic zwrócił się do Greena z propozycją wykupienia jego kontraktu, żeby ten nie musiał tu "siedzieć i uczyć młodych" a mógł jeszcze spróbować gry na poziomie. Reakcja Williego zaskoczyła mnie jak nigdy dotąd. Zawodnik odparł, że wiedział na co się pisze podpisując kontrakt i nie chce, żeby był on wykupywany. Podoba mu się gra w Orlando i uczenie młodych zawodników. Po czym dodał, że jeśli na coś się już zdecydował to jest zmotywowany słowa dotrzymać i dać z siebie wszystko tu, gdzie podpisał kontrakt. Szczerze mówiąc osłupiałem. Zawodnik grający czwarte skrzypce jest aż tak przywiązany i lojalny wobec drużyny, w której jest niespełna pół roku! Jak dla mnie pięć gwiazdek na cztery dla tego pana za podejście. Ale to nie wszystko. Za tymi słowami poszły również czyny. Willie zeszłej nocy dodał do wyniku 16 punktów wchodząc z ławki. Potrafił zagrać taki mecz już wcześniej, lecz po odrzuceniu wykupienia kontraktu nie mogę spojrzeć na niego tak jak wcześniej. Coś się między nami zmieniło, a Green na obecną chwilę jest jednym z moich ulubieńców i aż nie mogę się doczekać kolejnego meczu. Naprawdę wielu może uczyć się od niego podejścia, a zwłaszcza chciałbym, żeby zrobili to nasi młodzi zawodnicy. Wielki, wielki szacunek Panie Green.
Kapitanie, jaki kurs?58 spotkań za nami. 24 wciąż do rozegrania. Bilans nie powala (19-39), ale do pędzących do draftu Knicks też nam daleko. Jakie jest zatem plan na ten sezon. Zapewne wielu z nas chciałoby, żeby były to playoffy. Jednak posiadamy przecież piąty najgorszy bilans ligi. W drafcie jesteśmy zatem dość wysoko. I tak analizując to wszystko, myśląc czy bliżej nam do TOP3 draftu, czy do zepchnięcia Brooklyn Nets z ósmego miejsca, muszę stwierdzić że najbardziej prawdopodobna opcja na ten sezon (w tym momencie uderzają grzmoty komentarzy) to PLAYOFFS BABY! Ale jak to? Z takim bilansem? Tłumaczyłem to już raz, ale pozwolę sobie przypomnieć jak powinno się patrzeć na bilans zespołów pod względem bycia >0.500, a <0.500. Otóż w przypadku kiedy drużyna ma tak zwany bilans dodatni, czyli wygrała ponad połowę spotkań, a ich bilans daje więcej niż 0.500 to każdą porażkę należy traktować jako zaskoczenie, a wygraną jako rzecz naturalną. Dlatego porównując zespoły z czołówki nie patrzymy na to ile spotkań już wygrali (bo to dla nich normalność) ale ile razy zdarzyło im się upaść. W przypadku zaś drużyn z ujemnym bilansem (takich jak my) patrzymy na sprawę odwrotnie. Spodziewać się należy, że taka drużyna częściej będzie swoje mecze do końca sezonu przegrywać (bierzemy to za oczywistość), a niespodzianką jest dla nas wygrana takiej ekipy. Jak się więc to ma do walki o PO? Otóż nie interesuje nas w tym momencie liczba porażek, a jedynie zwycięstwa bo drużyny walczące o 8 lokatę wschodu nie mają bilansu dodatniego. Na zachodzie sprawa wygląda nieco inaczej. Dlatego my mając bilans 19-39 nie jesteśmy tak daleko Nets, którzy obecnie grzeją ostatnią lokatę do awansu z bilansem 22-31. Owszem mamy już mniej spotkań do rozegrania, ale jak już wspominałem, Nets bardziej grozi porażka w statystycznym meczu, niż wygrana. Dlatego musimy spojrzeć na to w stylu "musimy sprawić jeszcze 3 niespodzianki, żeby dobrać się do Nets". Bo przecież summa summarum Nets rozegrają tyle samo spotkań co my i prawdopodobnie większość z nich przegrają. Mam nadzieję, że udało mi się zaszczepić w Was nieco nadziei, że to jest wciąż możliwe do zrealizowania. Może i nie gramy dobrego sezonu, ale należy pamiętać gdzie jesteśmy. Na wschodzie mało kto gra dobry sezon. Dlatego zarywamy noce, trzymamy kciuki i kibicujemy. To jest ta Magia! PURE MAGIC!
