vs. Hornets 83 – 98
Spotkanie przeciwko Charlotte kompletnie nie ułożyło się po naszej myśli. Już w pierwszej kwarcie goście trafili 55% swoich rzutów, ale mimo popełnianych strat (4) nasi ulubieńcy nie potrafili tego wykorzystać. Do przerwy rywale mieli na koncie aż 9 TO’s, ale prowadzili głownie dzięki temu, że podopieczni trenera Borrego strasznie pudłowali (36%). Po zmianie stron niewiele się zmieniło, można wręcz powiedzieć, że było jeszcze gorzej. Tylko 6 celnych na 19 prób, 5 strat, a do tego brak obrony (62% przyjezdnych) sprawiły, że mecz był w sumie rozstrzygnięty. Ostatnie 12 minut nic nie dało i w Amway Center wysoko przegraliśmy z ekipą walczącą o PlayOffs. Najbardziej wśród Magików starał się Oladipo (21 pkt, 5 ast), ale nie miał wsparcia od kolegów – Vucević i Harris łącznie trafili tylko 8 z 25 rzutów, z ławki Willie Green uzyskał co prawda 11 pkt, ale potrzebował do tego aż 13 prób, jedynym pozytywem z bench players był dostający ostatnio więcej minut Nicholson – 11 pkt, 4 zb w 17 min.
vs. Suns 100 – 105
26 fauli i 20 strat popełnili gracze Orlando w meczu przeciwko Phoenix, którzy wywieźli jakże cenne dla siebie zwycięstwo z Florydy. Spotkanie było bardzo emocjonujące, ale po raz kolejny daliśmy ciała w kluczowych sekundach meczu. Do przerwy wszystko wyglądało bardzo dobrze, 9 punktów przewagi (52-43), bardzo dobra skuteczność z gry oraz kontrola na tablicach sprawiły, że mogliśmy myśleć o zwycięstwie. Po przerwie jednak to goście przejęli inicjatywę i zaczęli odrabiać straty. Trzecią odsłonę przegraliśmy aż 17-34 i przed decydującą kwartą mieliśmy 8 pkt straty do "Słońc", a główną przyczyną tak słabych 12 minut była skuteczność (31%) oraz zbyt duża liczba fauli przez co rywale co chwila znajdowali się na linii rzutów osobistych. W 4q. ciężar gry na swoje barki wziął Oladipo, który zdobył w tej odsłonie aż 17 punktów i wyglądał jak prawdziwy go-to-guy, którego Magic tak bardzo potrzebują. Trafił 6 z 9 rzutów (w tym 3/4 za 3) i poprowadził gospodarzy do comebacku w tym meczu. Na 31 sekund do końca przegrywaliśmy tylko jednym punktem (98-99), ale w następnej akcji faulowany Knight trafił oba rzuty wolne i mieliśmy jeszcze 13 sekund na wyrównanie. Rywale jednak postanowili sfaulować Oladipo, ale ten również się nie pomylił. Nasi ulubieńcy dalej musieli wysyłać rywali na linię free throws, a ci byli tam bardzo skuteczni (23/27 w meczu). Na 4 sekundy do końcowej syreny przegrywaliśmy 100-103 i była szansa na dogrywkę, ale wznawiający piłkę zza linii bocznej Willie Green podał wprost w ręce Knighta, który trafiając dwa osobiste ustalił wynik spotkania. Świetne zawody rozegrał Victor – 38 pkt to jego życiówka, ale znów zabrakło tego drugiego zawodnika, który byłby wstanie bardziej wspomóc Orlando. Harris uzyskał 13 pkt, ale był jakiś nieobecny i oddał tylko 8 rzutów, a Vucević uzyskał co prawda 18 pkt, ale to było za mało…

vs. Kings 119 – 114
Weekend dobrze się rozpoczął dla Orlando Magic. Prowadzone w szybkim tempie spotkanie zakończyło się 20. zwycięstwem ekipy z O-Town, która w pewnym momencie prowadziła aż 18 pkt. Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić każda przewaga Magic może zostać bardzo szybko roztrwoniona i tak też było tym razem. Na niespełna 7 minut do końca dzięki celnej trójce Stauskasa goście wyszli na pierwsze prowadzenie w tym spotkaniu (99-100) i do końca meczu mogliśmy spodziewać się sporych emocji, których nie zabrakło. Na 32 sekundy przegrywaliśmy 1 punktem, ale po czasie dla trenera Borrego Magic w końcu zagrali skutecznie w decydujących momentach rywalizacji. Do niepilnowanego w rogu parkietu Harrisa piłkę podał Oladipo, a Tobias celną trójką dał nam 2-punktowe prowadzenie 113-111. Goście jeszcze zmniejszyli straty do 1 oczka (115-114), ale faulowany Harris wykorzystał każdy z 4 rzutów osobistych i tym sposobem pokonaliśmy Kings 119-114. Po raz kolejny świetnie spisał się Oladipo – 32 pkt, 10 ast, 5 stl, który po Darrellu Armstrongu jest drugim graczem w historii Magic z takimi cyferkami. Wreszcie dobry mecz rozegrał gorący na dystansie Frye – 6/9 za 3, ogółem 22 pkt i 10 zb, Harris trafił tylko 6 z 15 rzutów, ale był skuteczny w decydujących o losach spotkania akcjach. Double-double zaliczył Payton (10 pkt, 12 ast), a z ławki bardzo przyzwoicie spisali się Nicholson (14 pkt, 4 zb) oraz Ben Gordon (12 pkt z 8 rzutów). W ekipie gości nie mogliśmy zatrzymać Rudy’ego Gaya, który zdobył aż 39 punktów dokładając do tego 8 zbiórek. Wspierał go Cousins – 29 pkt, 12 zb, ale to było za mało by pokonać Magic w Amway Center.
Zapowiedź tygodnia: W trasę!
W nocy z niedzieli na poniedziałek podejmiemy u siebie walczących o PlayOffs Boston Celtics, a następnie czeka nasz 3-meczowy trip po Wschodzie NBA. Tak więc we wtorek zmierzymy się w Indianie z tamtejszymi Pacers, którzy może nie grają widowiskowej koszykówki, ale wygrywać potrafią dzięki dobrej defensywie. Po tym spotkaniu bez chwili wytchnienia w back-to-back zagramy w Milwaukee, którzy zgrywają się w nowym składzie z Carterem-Williamsem pozyskanym z Sixers. Na koniec piątkowa wizyta w Bostonie i ostatni mecz przeciwko Celtics w tym Regular Season.