Zachęcamy by dorzucić się do naszej działalności, z góry dzięki!!! Link do zrzutki
Offseason 2026
Przyszli do Magic

Sean Sweeney (trener) - ze Spurs
Izaiyah Nelson (F/C) - z Draftu (51. pick)
Nikola Vucevic (C) - z Celtics (FA)

Odeszli z Magic

Jamahl Mosley (trener) - do Pelicans
God Shammgod (asystent) - do Pelicans
Moritz Wagner (F/C) - do Nets
Jett Howard (F) - do Mavs

Southeast Division
DrużynaWL%
Atlanta Hawks 46360.561
Orlando Magic 45370.549
Charlotte Hornets 44380.538
Miami Heat 43390.524
Washington Wizards 17650.207
Liderzy
Punkty Zbiórki
Banchero 22,2
F. Wagner 20,6
Bane 20,1
Banchero 8,4
Carter Jr. 7,4
F. Wagner 5,2
Asysty Przechwyty
Suggs 5,5
Banchero 5,2
Bane 4,1
Suggs 1,8
Black 1,4
Bane 1,0
Bloki Minuty
Bitadze 1,0
Suggs 0,7
Black 0,7
Banchero 34,8
Bane 33,6
F. Wagner 30,0
Shoutbox
Podsumowanie sezonu: Rozczarowanie...
Autor: jingles | Data dodania: 23.04.2015, 21:19
Magic przystąpili do sezonu 2014-15 zupełnie odmienieni. Ponad połowę składu stanowili nowi gracze, aż 8 z 15 zawodników nie było w drużynie jeszcze sezon wcześniej. W wymianie za Arrona Afflalo Hennigan pozyskał z Denver Evana Fourniera, czterech graczy przyszło jako wolni agenci - Channing Frye, Ben Gordon, Willie Green oraz Luke Ridnour, a w drafcie Magic pozyskali trzech młodych zawodników - Aarona Gordona, Elfrida Paytona i Roya Devyna Marble'a. Można było się zastanawiać czy ten skład pozwoli naszym ulubieńcom awansować do playoffs. Opinie były podzielone, za przemawiał fakt, że GM Orlando zebrał mieszankę młodości i doświadczenia, a także słabość Konferencji Wschodniej, przeciw przemawiał brak zgrania i doświadczenia, a także brak postępów pod wodzą Jacque'a Vaughna.

Dość szybko okazało się, że rację mieli sceptycy, a marzenia kibiców, którzy widzieli swoich ulubieńców w meczach posezonowych znów musiały zostać odłożone na półkę. Magic zaczęli od bilansu 0-4, pierwsze zwycięstwo odnieśli przeciwko drużynie, której skład wyglądał jak z D-League - Sixers, lecz potrzebowali do tego game-winnera Tobiasa Harrisa równo z końcową syreną. Kilka zwycięstw ze słabszymi drużynami dało drużynie z O-Town bilans 6-8 po 14 grach, który w zasadzie nie był taki zły. Później było już niestety tylko gorzej... Kolejne serie porażek sprawiały, że nadzieje na awans do playoffs topniały z dnia na dzień, choć dzięki temu, że Konferencja Wschodnia była w tym roku bardzo słaba - matematyczne szanse wciąż były.

Choć gra Orlando nie zachwycała, koszykarski świat coraz baczniej przyglądał się jednemu z debiutantów Orlando. I wcale nie chodzi tu o wybranego z 4. numerem Gordona, lecz o wybranego z 10. pickiem Elfrida Paytona - człowieka z jedną z najciekawszych fryzur w lidze. Payton poczynił duże postępy w trakcie trwania sezonu, początkowo wyglądał jakby nigdy nie rzucał piłką do kosza, pudłował seryjnie osobiste, nie mówiąc już o rzutach z półdystansu czy dystansu. W pewnym momencie dodał jednak do swego arsenału floatery, z których zaczął regularnie korzystać. W końcówce sezonu poprawił także osobiste i często wyglądał jak lider swojej drużyny, co więcej - jako jedyny w teamie wystąpił we wszystkich 82 spotkaniach, w których zanotował średnie 8,9 pkt, 6,5 ast, 4,3 zb i 1,7 prz na mecz. Zwieńczeniem jego debiutanckiego sezonu były dwa z rzędu triple-double zanotowane w marcu, co jest pierwszym tego typu wyczynem debiutanta od 1997 roku, gdy podobnej sztuki dokonał Antoine Walker. Aaron Gordon miał mniej spektakularny pierwszy sezon w lidze, a do tego prawie połowę spotkań opuścił z powodu urazu stopy. Popisał się kilkoma efektownymi wsadami i co ciekawe - trafił 13 razy za 3, to dobry prognostyk.

Dobra gra i rozwój Paytona nie wpływały na wyniki drużyny. Im dalej w sezon, tym więcej zaczęło się mówić o tym, że Jacque Vaughn nie radzi sobie jako head coach. Aż w końcu stało się - na początku lutego trener Orlando stracił pracę w momencie, gdy bilans Magic wynosił 15-37. Rob Hennigan postanowił nie szukać od razu docelowego trenera i dał szansę głównemu asystentowi - Jamesowi Borrego, który prowadził Magic do końca sezonu i zanotował bilans znacznie lepszy od Vaughna - 10-20. Drużyna z O-Town skończyła sezon z bilansem 25-57 co było piątym najgorszym wynikiem w lidze. Nie brakowało jednak fajnych momentów w czasie trwania sezonu...

Wspomniany wcześniej game-winner Harrisa nie był jego jedynym w tym sezonie, nie był też najważniejszy. Zdecydowanie więcej wart był ten przeciwko Atlancie, z którą Magic grali dwa spotkania z rzędu. Pierwsze - przegrali minimalnie, drugie było bardzo wyrównane, a na 3 sekundy do końca Jastrzębie na 1-punktowe prowadzenie wyprowadził Korver. Ostatnie słowo należało jednak do Harrisa, położył on obrońcę na parkiecie i trafił z wyskoku na zwycięstwo. To były najjaśniejsze momenty Tobiasa w tym sezonie...

Game-winner vs Sixers

Game-winner vs Hawks


Harris wspólnie z Oladipo i Vucevicem mieli być liderami Magic. I byli, chociaż Harris z tej trójki był najmniej widoczny, chyba że mówimy o jego seryjnych faulach w ataku popełnianych często w kontrach, które powinny się zakończyć łatwymi punktami. Średnie ponad 17 pkt i 6 zb na mecz nie są złe, ale od Tobiasa oczekiwano więcej. Oladipo poczynił spore postępy rzutowe od debiutanckiego sezonu, coraz częściej trafiał zza łuku (34%), był świetny na linii osobistych (82%) i choć opuścił początek sezonu z powodu kontuzji, rozkręcał się w trakcie jego trwania. Najważniejszy dla niego będzie sezon gdy Magic na poważnie włączą się do walki o playoffs, ale fakt, że poczynił takie postępy daje nadzieje, że poczyni kolejne. Występ i drugie miejsce w Konkursie Wsadów były również bardzo przyjemne dla kibiców. Trzecim z liderów, choć najbardziej regularnym i solidnym był Vucevic. Środkowy w kolejnym sezonie zaliczył średnie na poziomie double-double (19,3 pkt, 11,9 zb na mecz) i gdyby wyniki drużyny były lepsze, prawdopodobnie wystąpiłby w All-Star Game. Był najlepszym punktującym i zbierającym drużyny pokazując, że kontrakt jaki dostał przed sezonem był bardzo opłacalnym ruchem.

Nowi zawodnicy radzili sobie w kratkę, bardzo dobrze w drużynę wpasował się Fournier, który szczególnie początek sezonu miał dobry i wydaje się, że jeszcze nie raz będziemy się emocjonować jego trójkami i wejściami pod kosz. Zawiódł za to Channing Frye, szczególnie że był w tym sezonie najlepiej zarabiającym graczem Magic. Nie bronił, rzucał z gry na skuteczności poniżej 40%, a statystyki 7,3 pkt i 3,9 zb na mecz to zdecydowanie za mało jak na zarobki powyżej 8 mln $ za sezon. Ben Gordon, Willie Green, Luke Ridnour - ci gracze nie odegrali zbyt dużej roli, mieli kilka przebłysków i to wszystko. Regres zanotowali Q'Quinn, Harkless i Nicholson, każdy z nich miał problem ze zdobycie zaufania trenera i czasu na parkiecie i ich przyszłość w Orlando stoi pod znakiem zapytania.

Magic trzeci sezon z rzędu zakończyli w piątce najgorszych drużyn w lidze. Były nadzieje na walkę o playoffs, skończyły się one szybciej niż można było się spodziewać. Przed drużyną z O-Town kolejny draft, który może dać drużynie kolejnego młodego i solidnego zawodnika. Najdłuższa absencja Magic w playoffs w całej ich historii to 4 sezony, w tym momencie za nimi już 3 takie kampanie. Czas by w przyszłym sezonie to zmienić, bo cierpliwość kibiców się kończy. Nowy trener, draft, wolni agenci - przed Robem Henniganem dużo pracy w offseason. Od początku swej przygody w Orlando mówi on, że zależy mu na zbudowaniu dobrej drużyny na lata, nie na kilka sezonów. Oby etap zdecydowanej poprawy wyników nastąpił już w przyszłym sezonie.
Komentarze
Autor: 4.Michael | Data dodania: 26.04.2015, 11:08

Świetne podsumowanie Szefie, nic dodać, nic ująć!
Nick: Rejestracja
E-mail:

| Zapomnij
Content Management Powered by CuteNews