Andrew Nicholson - także w tym sezonie Andrzej zaliczył ogromny regres. Na początku sezonu ciężko mu było przekonać do siebie trenera o czym świadczy jedynie osiem występów w listopadzie, sześć w grudniu i po trzy mecze w styczniu i lutym. Po zmianie trenera oglądaliśmy go coraz częściej. Miał dobre mecze, w których zdobywał powyżej 10 pkt, ale też takie gdzie spędzał blisko 20 minut na boisku i zdobywał trzy, cztery punkty. Zdecydowanie najgorzej wypadł w meczu z San Antonio (1.04), gdzie przez 17 minut zdobył dwa punkty i miał skuteczność 14% z gry. Tak czy inaczej w drugiej połowie sezonu Nicholson grał o wiele lepiej i widać było, że wcześniej nie mógł się dogadać z JV. Myślę, że Nicholson w porę uratował ten sezon, jednak o jego przyszłości zadecyduje zdanie Hennigana. Istnieje duża szansa, że młody Gordon będzie chciał grać coraz więcej, kosztem między innymi Nicholsona. A zatem...
Czego się po nim spodziewałem?
Lepszego sezonu niż dwa wcześniejsze, po prostu dobrej gry, solidnej defensywy.
Co otrzymałem w zamian?
Słabą pierwszą połowę sezonu, trochę lepszą drugą, nierówną dyspozycję, kiepską grę na tablicach.
Maurice Harkless – o ile w przypadku Nicholsona można zobaczyć jakieś pozytywy, o tyle sprawa Harklessa ma się o wiele gorzej. Przez cały sezon miał jedynie dwa występy godne pochwały. Jeden z Celtics (8.03), gdzie zdobył 14 pkt i miał 7 zbiórek i drugi z Mavericks dziesięć dni później, gdzie wychodząc w pierwszej piątce, zanotował 18 pkt i 6 zb. Zarówno w tym jak i w poprzednim sezonie grał więcej niż Andrzej, jednak jego statystyki są gorsze od tych, które wykręcił nasz PF. Jego gra komplikuje plany Henniganowi, ponieważ w tej sytuacji Harris jest jedynym solidnym SF’em. Myślę, że nawet gdy w drafcie wybierzemy niskiego skrzydłowego i zarazem podpiszemy kontrakt z Harrisem to Harkless ma i tak spore szanse na pozostanie w drużynie. Trzech zawodników na jednej pozycji to wcale nie tak dużo, a w przypadku jakiejś kontuzji, Moe zawsze może być pod ręką. Jego sezon oceniam bardzo słabo, zwłaszcza, że Moe zapowiadał przed sezonem, że tegoroczne rozgrywki ocenią wartość jego gry.
Czego się po nim spodziewałem?
Uzupełnienia Harrisa na pozycji SF, zastępowania go w razie nieobecności, popisowej gry, pewnego rzutu, przyspieszania gry.
Co otrzymałem w zamian?
Marnego bench-warmera, grającego jak zwykły średniak, bardzo słabą skuteczność (szczególnie za trzy punkty).
Evan Fournier - pierwszy sezon w Magic i zarazem najlepszy w jego karierze. Z wyżej wymienionej trójki: Nicholson, Harkless, Fournier, to właśnie Francuz spisywał się najlepiej. Szczególnie na początku sezonu rozhulał się na dobre, wykorzystując w pełni nieobecność Victora Oladipo. Nasz Samuraj dostawał solidne minuty i często odpłacał się dużą ilością zdobytych punktów. Zdecydowanie najlepszy występ zaliczył przeciwko Knicks (12.11) zdobywając 28 punktów i notując 4 przechwyty. Jest bardzo solidnym wzmocnieniem naszej ławki i znów muszę przyznać rację Henniganowi za ten trade. Myślę, że jest on bardzo potrzebny Magikom, ponieważ jest istną maszynką do zdobywania punktów. Magic potrzebują typowych shooterów z dobrym półdystansem.
Czego się po nim spodziewałem?
Jako, że nie znałem go dotąd nie oczekiwałem zbyt wiele. Mimo wszystko chciałem, by dołożył kilka punktów do tego co zdobędą inni.
Co otrzymałem w zamian?
Świetne występy, dużo punktów, wymarzonego 6-mana i dość dobre statystyki.
Ciąg dalszy nastąpi... (po Majówce)