Nawet Frye, który jest najlepiej zarabiającym Magikiem nie pokazał się z dobrej strony. Od niego więc zaczniemy.
Channing Frye - trener Jacque Vaughn pokładał w nim wielkie nadzieje, o czym świadczy chociażby liczba minut, które mu przydzielał. Ja także myślałem, że podpisanie z nim kontraktu oficjalnie oznacza koniec tankowania Magic. Zarówno trener jak i kibice zawiedli się na nim co poskutkowało tym, że pod koniec sezonu oglądaliśmy go bardzo rzadko. Jego drugoplanową rolą było prowadzenie młodego Gordona. Tu jednak widać efekty działania Frye’a, o czym pisałem przy okazji podsumowywania Aarona Gordona. W trakcie tego sezonu miał kilka dobrych spotkań, w których rzucał powyżej dziesięciu punktów, lecz zazwyczaj potrzebował do tego więcej niż dwudziestu minut. Zdecydowanie jednak przeważały te spotkania, gdzie rzucał jedynie po kilka punktów, a jego skuteczność balansowała na granicy 20%.
Czego się po nim spodziewałem?Zawodnika z pierwszej piątki solidnie rzucającego trójki, wsparcia dla Aarona Gordona, weterana odpowiedzialnego za ważne rzuty.
Co otrzymałem w zamian?Słabą grę, niską skuteczność, bench-warmera, kompromitujące zagrania.
Luke Ridnour - od samego początku jego obecność w Magic mnie irytuje. Dlaczego? Po prostu Nelson > Ridnour. Jak wiadomo Luke nie był pewnym punktem naszej drużyny. Gdy wchodził na boisko to zazwyczaj na dłuższą chwilę i nigdy nie było wiadomo, czego od niego oczekiwać. Co prawda skuteczność 42.6% z gry to solidna wartość, jednak jak na zawodnika typu: Wejdź-Rzuć-Zejdź mogła być odrobinę lepsza. Miał tylko trzy spotkania, gdzie zdobył więcej niż 10 punktów i cztery mecze, w których wyskoczył powyżej pięciu asyst. Ridnour miał być zmiennikiem dla Paytona, jednak gdy młody się rozszalał, Luke na stałe zagościł na ławce i wychodził w przypadku absencji innego zawodnika.
Czego się po nim spodziewałem?Zawodnika, który w pełni wykorzysta każdą chwilę na boisku, wprowadzi spokój do gry i powstrzyma drużynę przed głupimi błędami
Co otrzymałem w zamian?Przyspawanego do ławki zawodnika, który gra nierówno, zawodzi w trudnych momentach.
Ben Gordon – patrząc na ubiegłe lata można było oczekiwać od Bena wiele. Średnia 14,9 pkt w całej karierze nie bierze się znikąd, a o jego grze pisał nawet Shaq w swojej książce. Trafiając do Magic miał za sobą słaby sezon w Charlotte, w którym zagrał jedynie 19 razy. Był zatem wielką niewiadomą, która w tym sezonie rozwiała wszelkie wątpliwości. Dawny Ben Gordon nie wrócił, a jego statystyki były nie wiele lepsze od tych zeszłorocznych. Co prawda częściej niż Ridnour rzucał powyżej 10 pkt i robił to na dość dobrej skuteczności, ale chyba nie o to chodziło Henniganowi. Patrząc na same statystki można powiedzieć, że Gordon robił co mógł by wypaść jak najlepiej. Ciężko jest jednak wygrać rywalizację o miejsce w składzie z takimi zawodnikami jak Oladipo czy Fournier. Rozumiem postawę Gordona i mimo wszystko widziałbym go w składzie na przyszły sezon.
Czego się po nim spodziewałem?Alternatywy dla zmęczonych Oladipo i Fournera, uzupełnienia pozycji SG, spokoju i solidnych statystyk.
Co otrzymałem w zamian?
Trochę słabe statystyki jak na role-player’a, ciekawe rzuty i dobry wzór nie tyle dla Oladipo, co dla Fourniera.
Ciąg dalszy nastąpi...