Spójrzmy kilka lat wstecz. Jego pierwszy sezon w lidze wyglądał bardzo obiecująco. 28 razy rozpoczynał mecz w pierwszej piątce, notował 7,8 ppg, 3,4rpg. Jeszcze wtedy Andrzej nie rzucał trójek, lecz jego wachlarz zagrań w ofensywie był naprawdę bogaty. Po sezonie można było spokojnie uznać go za jednego z prospectów Magic.
Następny sezon miał być kluczowy i zdefiniować wartość Nicholsona. Na inaugurację rozgrywek kontuzjowanego Vucevica zastąpił Davis, natomiast miejsce Davisa zajął... Jason Maxiell. Nicholson mimo to rzucił 18 puntów w 19 minut. Całe dwa pierwsze miesiące tamtego sezonu były naprawdę przyzwoite. Co prawda trener za nic w świecie nie chciał go wpuścić do pierwszej piątki, lecz Andrew i tak grał całkiem dobrze. Przełom nastąpił 2 stycznia 2013 roku, kiedy to Nicholson rzucił 12 punktów Cavsom. Od tamtej pory, aż do 13 kwietnia nie zdobył więcej niż 9 punktów. Widząc taką dyspozycję trener stale zmniejszał udział Nicholsona na boisku, lecz nie na tyle, by całkowicie wykluczyć go z gry. Na pocieszenie Andrzej zagrał dobre trzy ostatnie mecze tamtego sezonu aplikując nawet 19 punktów Bullsom. Tamten sezon ukończył ze średnią 5,7 ppg, grając średnio o minutę krócej niż rok wcześniej. Prawdziwym dramatem była skuteczność , gorsza o prawie 10 punków procentowych. Jednak patrząc na same statystyki, można powiedzieć, że gra Andrzeja nie była tragiczna, a jedynie trochę gorsza niż w poprzednim sezonie.
Co więc jednak sprawiło, że trener Vaughn całkiem w niego zwątpił? W jednym z meczów Pre-Season Andrew rzucił game-winnera. To jednak nie przekonało coacha, który postanowił dawać mu na przemian, raz więcej, raz mniej minut, a czasami wcale. Grający na fatalnej skuteczności Nicholson szybko został przyspawany do ławki i od tego czasu przy jego nazwisku zazwyczaj widywaliśmy skrót DNP. Po zwolnieniu trenera Nicholson dostał szansę od Jamesa Borrego. Grał więcej, jednak znów przeplatał dobre występy z meczami, gdzie miał nawet 0/7 z gry. Nicholson starał się jak mógł, jednak coś w nim zgasło. Utracił pewność, która wcześniej pozwalała mu na oddawanie dzikich rzutów. Ten sezon zakończył grając w 40 spotkaniach, rzucając 4,6 ppg przy średnio ponad dwunastu minutach spędzanych na parkiecie.
Gdyby nie Borrego, pewnie zobaczylibyśmy Nicholsona tylko kilka razy, mając jasną sytuację, a tak Andrzej znów powoduje u nas ból głowy. Od pewnego czasu słychać pogłoski o możliwości wymiany Nicholsona. Gdybyśmy jednak go zatrzymali, wtedy ktoś z trójki Frye, Dedmon, O’Quinn musiałby odejść. Najbliżej tego jest ostatnio rzadko grający O’Quinn, który po sezonie zostaje wolnym agentem. Nawet wtedy, aż czterech mocnych skrzydłowych to zdecydowanie za dużo, dlatego następnym w kolejce do wylotu jest Nicholson. Szkoda bo ten grajek zapowiadał się naprawdę fajnie. Gdyby jego los w Magic potoczył się nieco inaczej, pewnie teraz nie było by u nas Frye’a, Gordon miałby swojego zmiennika, a kto wie może i udało by się wskoczyć do Play-Offs. Natomiast jeśli Nicholson zostanie to na pewno musi się spiąć i ciężko pracować całe lato. Czas ucieka, Nicholson niedługo skończy 26 lat i najwyższa pora by pokazać się w tej lidze z jak najlepszej strony.