Oba spotkania w minionym tygodniu były rozgrywane w Amway Center, w obu przeciwnikiem Magic były drużyny z gorszym bilansem. Nie było tego widać na parkiecie...
W pierwszych meczach tego sezonu Magic grali naprawdę świetnie mimo, że je przegrywali. Teraz ich gra się nieco zmieniła i choć w obronie gracze z O-Town chwilami grają bardzo dobrze, to brakuje systematyczności i pójścia za ciosem. Widać to było również w tym tygodniu.
Najpierw Timberwolves napędzili nam niezłego stracha i świetnie zagrali w pierwszej połowie spotkania rozgrywanego ze środy na czwartek. Po 24 minutach meczu Wilki miały o 14 oczek więcej na koncie i kibice Orlando mieli prawo by być zdenerwowani. Druga połowa była jednak świetna w wykonaniu gospodarzy, którzy prowadzeni przez Payton i Fourniera dogonili rywali. Gdyby nie minimalne wyjście za linię Paytona na 6 sekund do końca Magic wygraliby pewnie w regulaminowym czasie, a tak potrzebowali dogrywki. I w sumie to dobrze, bo w niej dzieła mógł dopełnić Fournier, który na 3 sekundy do końca trafił trójkę na zwycięstwo 104-101. W całym spotkaniu Francuz zdobył 26 pkt, choć na początku meczu zupełnie nie mógł trafić do kosza. Elfrid Payton dodał 24 pkt, 7 zb i 6 ast.

Po meczu z Wilkami przyszła pora na starcie z Kings w sobotni wieczór. Gdy wspominam ten mecz, na myśl przychodzą mi na początek dwie rzeczy: 1. To było bardzo dziwne spotkanie; 2. To nie Kings je wygrali tylko Magic przegrali. Obie drużyny zagrały słabo, zwycięzcy również, mimo że pod koniec trzeciej kwarty prowadzili różnicą 16 oczek. Większa w tym jednak zasługa gospodarzy, którzy robili co mogli by dać gościom wiele szans na zdobycie punktów, które oni po prostu wykorzystywali. Straty, chaos w grze - tego wszystkiego było w tym meczu pod dostatkiem. Gdy dodamy do tego bardzo słabe sędziowanie i kilka mocno kontrowersyjnych decyzji to mamy obraz spotkania, którego nikt nie powinien oglądać ponownie. Chociaż było blisko comebacku w ostatniej kwarcie, ale tym razem się nie udało. Apropos sędziów - kto wie jak skończyło by się to spotkanie gdyby nie kontrowersyjny faul w ataku Fourniera w czwartej kwarcie. Zamiast akcji 2+1 niwelującej przewagę Kings do 4 oczek mieliśmy posiadanie dla rywali. Tak czy inaczej - Magic przegrali na własne życzenie i chyba tylko Harris (24 pkt) wiedział co się dzieje na boisku, choć za rzadko brał odpowiedzialność za akcje swej drużyny. Fournier ponownie zaczął zupełnie bez cela, ale ostatecznie podgonił w końcówce i skończył mecz z dorobkiem 17 oczek. Reszta słabiutko...
Nadchodzący tydzień przyniesie 3 trudne spotkania. Szczególnie dwa pierwsze mogą okazać się dla naszych ulubieńców ciężkie do wygrania, bo zmierzą się oni na wyjeździe z Cavs (z pn na wt), a następnie u siebie z Knicks (ze śr na czw). Cleveland przedstawiać nie trzeba, zaś Knicks to póki co jedna z rewelacji tych rozgrywek (bilans 8-6), a rookie z Łotwy - Kristaps Porzingis rozkręca się coraz bardziej i w NY już nikt nie pamięta buczenia gdy został wybrany w drafcie. Na początek weekendu, z pt na sb, Magic zmierzą się w Amway Center z Bucks, i teoretycznie to będzie najłatwiejsze z tych spotkań. Nas jednak bardziej interesuje praktyka niż teoria, a ta choćby w mecz z Kings pokazała, że żadnego spotkania nie można lekceważyć.
Dwa zwycięstwa w trzech kolejnych spotkaniach i powrót do bilansu 50% to cel Orlando Magic na nadchodzący tydzień. GO MAGIC!!!