Przeczytałem w tym tygodniu wypowiedzi graczy Magic, w których mówili oni, że drużynie brakuje jeszcze umiejętności utrzymania wypracowanej przewagi i że nad tym muszą popracować. Trudno się z tym nie zgodzić. W minionym tygodniu dwukrotnie mieliśmy do czynienia z roztrwanianiem dużej przewagi, raz zwycięstwo udało się uratować (z Wolves), drugi raz już nie było tak szczęśliwie (z Clippers).
Trzy z czterech rozgrywanych w minionym tygodniu spotkań odbyło się poza O-Town. Magic rozpoczęli tydzień w zeszłą niedzielę meczem z Celtics u siebie, w którym rozgromili rywali z podobnym bilansem różnicą 19 pkt. Następnie nasi ulubieńcy wyruszyli w pięciomeczową trasę po Zachodzie, w której dwa pierwsze przystanki okazały się bardzo udane. Najpierw w mroźnym Minneapolis gracze Orlando wygrali po zaciętej końcówce, a następnie zaliczyli sweepa na Jazzmanach w Salt Lake City. Na koniec tego tygodnia Magicy pojechali na zachodnie wybrzeże by zmierzyć się z Clippersami osłabionymi brakiem Paula i Redicka. Byli o krok od zwycięstwa, ale nie dali rady zrobić tego kroku, dlatego zamiast bilansu 4-0 mamy 3-1.
C's bez szansNajwiększa przewaga Orlando w tym meczu to 21 pkt, największa przewaga Bostonu to 2 pkt. Zbiórkę nasi wygrali, uwaga uwaga, 54-34!!! Magic lepiej trafiali z gry, lepiej trafiali za 3 i fakt, że byli minimalnie gorsi w asystach i stratach nie ma żadnego znaczenia w kontekście analizy tego meczu. W zasadzie nie ma co analizować, Magic wygrali każdą kwartę i byli po prostu bez dwóch zdań lepszą drużyną co zwieńczyli zwycięstwem 110-91. Oladipo z ławki zanotował 19 pkt, 8 zb, 6 ast - może i nie podoba mu się, że wypadł z podstawowego składu, ale jeśli ma robić takie cyferki to proszę bardzo, nagroda dla najlepszego 6th Mana jest przecież fajnym wyróżnieniem. 18/10 Vucevica i 15/11 Harrisa to najlepsze występy podstawowych graczy Orlando w tym meczu.
W zimnej Minnesocie zrobiło się gorącoMagic do przerwy zrobili 13 oczek przewagi, w trzecie kwarcie byli 17 pkt na plusie. Mimo to na koniec mieliśmy crunch-time i sporo nerwów. W ostatniej odsłonie gospodarze zaczęli gonić, a Wiggins pokazał po raz kolejny, że mimo młodego wieku potrafi być liderem drużyny i hasło "Tank For Wiggins" nie było tylko głupim sloganem. Wolves doścignęli Magic na 4 minuty do końca po dobitce Wigginsa (dobijał swój własny rzut). Młody Kanadyjczyk zawiódł jednak w najważniejszym momencie gdy spudłował rzut osobisty na 5 sekund do końca, który dałby Wilkom remis. Inny Kanadyjczyk, również imieniem Andrew (zwany czasem "Nikosiem") chwilę później trafił dla Magic dwa osobiste, a w ostatniej akcji tego pierwszego z "Andrzejów" zablokował Aaron Gordon przy próbie doprowadzenia do remisu i przyjezdni mogli się cieszyć z czwartej wygranej pod rząd.
Sweep na JazzSpotkanie z Utah zdecydowanie nie należało do łatwych, mimo braku w ich składzie Rudy'ego Goberta. Jazzmani wysoko postawili poprzeczkę na swoim terenie i Magic dopiero w ostatniej kwarcie zdołali odskoczyć rywalom i zbudować bezpieczną przewagę. W pierwszej kwarcie szalał Hayward, który zdobył aż 16 pkt, na szczęście w trzech kolejnych dołożył już tylko 8 oczek. W ostatniej części gry Andrew Nicholson ponownie dał o sobie znać trafiając dwie trójki z rzędu, które dały Magic przewagę, której nie oddali oni już do końca. Czterech graczy z dorobkiem 14 pkt, dwóch kolejnych ze zdobyczami 16 i 17 pkt - to pokazuje jak zespołowa jest gra Orlando. To też dało nam piąte z rzędu zwycięstwo - streak najdłuższy od stycznia 2012 roku!
Z podręcznika "Jak przegrać wygrany mecz"Clippers grali z Magic bez Chrisa Paula i J.J. Redicka. Jeśli jednak ktoś myśli, że dzięki temu było o wiele łatwiej to się grubo myli. Wszak jeśli nie Kris Kardash... tfu tzn Humphries, ma "dzień konia" przeciwko Orlando (pamiętamy jego niedawny występ gdy Magic grali z Wizards), to maszynkę do trafiania trójek włączają Jamal Crawford (to jeszcze zrozumiałe) czy też Wesley Johnson (21 pkt - rekord sezonu, 6/12 za 3). Mecz był wyrównany, przez większą jego część na niewielkim prowadzeniu byli Clippers, a swoje robił Griffin trafiając rzuty z półdystansu i wręcz ośmieszając w obronie Vucevica (który zagrał jeden z najgorszych meczów jakie widziałem w jego wykonaniu). W czwartej kwarcie goście z O-Town odskoczyli na 11 punktów i nagle... przestali grać. To coś o czym mówili zawodnicy - muszą się nauczyć utrzymywać przewagę. W końcówce nie do zatrzymania był Crawford, a Magic w ataku robili kuriozalne rzeczy i wyglądali jakby nagle się czegoś bardzo wystraszyli. Ostatni rzut Oladipo to kwintesencja ich niemocy w tym fragmencie gry (10 sekund do końca, 2 pkt przewagi LAC, a Victor rzuca z 7. metra mając 6 sekund do końca - nie trafia). Nie zmienia to jednak faktu, że zwycięstwo było bardzo blisko i to na bardzo trudnym terenie. W Amway Center zrobimy rewanż!
A w nadchodzącym tygodniu......Magic zmierzą się na wyjeździe z Nuggets i Suns kończąc pięciomeczową trasę po Zachodzie, po czym wrócą do domu na mecz z Cavs. Jedno zwycięstwo to obowiązek, dwa nie powinny zdziwić, a my z wielkimi apetytami liczymy także na niespodziankę przeciwko Cleveland.
Praca Scotta Skilesa w Magic jest widoczna gołym okiem. Magic mają topową obronę w NBA, a Oladipo i Gordon wyrastają na czołowych "utrudniaczy życia" w całej lidze. Magic w końcu osiągnęli dodatni bilans i przez chwilę byli nawet na drugim miejscu w Southeast Division. Gracze z O-Town, zgodnie z tym co sami zauważają, muszą nauczyć się utrzymywać duże przewagi wypracowane wcześniej. Do tego przydałby się lider, Oladipo i Harris na takich na razie nie wyglądają. Taką rolę powinien przyjąć Victor, to nic, że gra z ławki, Crawford też jest typowym 6th Manem, a pokazał, że potrafi ciągnąć wynik drużyny w końcówce.
To kolejny tydzień, który daje nadzieje i powody do optymizmu. A dla nas nadzieje = playoffs. Zatem... GO MAGIC!!!