Na pewno nie tak wyobrażaliśmy sobie miniony tydzień, ba - nie tak wyobrażaliśmy sobie cały początek 2016 roku. Miejmy nadzieję, że sytuacja się w końcu odwróci i to jeszcze w styczniu, bo luty to najtrudniejszy miesiąc w naszym terminarzu. Magic wszystkie spotkania w minionym tygodniu rozegrali bez podstawowego PG - Elfrida Paytona, który leczy skręconą kostkę. Co więcej - prawie od początku sezonu poza grą jest CJ Watson. Co to oznacza? Ano to, że nie mamy obecnie w składzie zdrowego zawodnika, który ma pojęcie o rozgrywaniu (sorry Oladipo, ale chyba sam zdajesz sobie z tego sprawę). Mimo to pozostajemy optymistami i walczymy o 8. miejsce na Wschodzie!
@ Detroit Pistons (L) 89 - 115Po blowoucie z Cavs Magic mieli się odkuć w MoTown i nawiązać wyrównaną walkę z Pistons, którzy mają przecież zbliżony bilans i z którymi najpewniej przyjdzie się zmierzyć w walce o playoffs. Tymczasem mieliśmy powtórkę z rozrywki ze spotkania z Cleveland i kolejny blowout. A Stan Van Gundy się cieszy, bo nie przegrał jeszcze z Magic od czasu objęcia Tłoków...
O samym meczu wiele pisać nie trzeba, Pistons zdominowali gości w każdym elemencie gry: 54-30 w zbiórkach, 25-17 w asystach, 49% vs. 44% z gry, 47% vs. 30% za 3. Aż 7 graczy rywali zdobyło co najmniej 10 pkt, a najlepszy był Caldwell-Pope - 21 pkt, 6 zb, choć prawdziwą różnicę zrobił Drummond - 17 pkt, 12 zb (z czego 6 zb w ataku). W Magic najlepiej punktował Oladipo, który wrócił do pierwszej piątki pod nieobecność Paytona - 18 pkt, 7 zb, 5 ast. Vucevic dorzucił co prawda 16 pkt, ale zebrał tylko 3 piłki.
To był jeden z tych meczów, o których nie wolno zbyt długo pamiętać. Magic będą mieć jeszcze dwie szanse na rewanż na Pistons - obie pod koniec sezonu. To będą szalenie ważne mecze!
vs Indiana Pacers (L) 86 - 95Z Pacers, choć zakończyło się porażką, gra wyglądała lepiej niż w poprzednich dwóch meczach. Dobrze ponownie zagrał Oladipo, który w końcówce starał się odwrócić losy meczu, nie miał jednak wsparcia. Magic katastrofalnie rzucali za 3 punkty - 6/31 (z czego Oladipo 4/7): 1/6 Fourniera, 0/6 Harrisa, 0/4 Nicholsona - tego meczu nie dało się wygrać. A przecież do przerwy to Magic mieli 1 pkt więcej na koncie...
Początek był lepszy dla Pacers (11-2), z czasem gra Orlando się poprawiła, więcej grali pod kosz i przycisnęli w obronie. Gospodarze z O-Town spudłowali pierwsze 11 prób zza łuku, dopiero Napier przełamał tę serię dając prowadzenie 30-28. Do przerwy nasi ulubieńcy prowadzili 38-37, jednak po zmianie stron ponownie dopadła ich niemoc strzelecka, nie trafiali ani z daleka, ani spod kosza, a rozkręcił się George co razem ze stratami Magic i świetną końcówką trzeciej kwarty Ellisa dało 7 oczek przewagi przyjezdnym. W ostatniej ćwiartce Oladipo próbował powalczyć, ale gracze Indiany nie dali sobie wyrwać zwycięstwa i pokonali gospodarzy 95-86. Była to czwarta porażka Magic z rzędu - najdłuższy taki streak w tym sezonie.
Oladipo - 20 pkt, 5 zb, Vucevic - 17 pkt, 4 zb (tylko! w 32 minuty!), Fournier - 13 pkt. Reszta słabiutko...
@ Brooklyn Nets (W) 83 - 77Porażki z Nets nikt nie brał pod uwagę i na szczęście Magic zdołali wyrwać zwycięstwo na Brooklynie (który przedwczoraj zwolnił trenera i GMa...), ale słowo "wyrwać" jest tu użyte zdecydowanie nieprzypadkowo. Początek nie wskazywał na to, że gracze z O-Town mogą mieć kłopoty, świetny atak, niemoc gospodarzy i 26-17 po pierwszej kwarcie. Później zaś na boisko weszli rezerwowali i Nets wygrali drugą odsłonę 21-11... W drugiej połowie zwycięstwo naszym ulubieńcom zapewnili Oladipo (20 pkt, 6/8 za 3!!!) i Gordon (14 pkt, 2/3 za 3), choć dopiero ostatnia kwarta przychyliła szalę zwycięstwa na stronę gości.
20 pkt i 9 zb zanotował także Vucevic, jednak zagrał na skuteczności poniżej 40% i potrzebował aż 23 rzutów z gry (9 celnych) by uzyskać taką zdobycz. Bliski triple-double był Harris - 9 pkt, 12 zb, 8 ast. Po stronie rywali 17 pkt i 8 zb zanotował Lopez.

To był bardzo słaby mecz w wykonaniu obu drużyn. Obie rzucały z gry na skuteczności poniżej 40%, a Magic uratował fakt, że trafili 13 z 27 trójek (ale za to tylko 6 razy stawali na linii osobistych). Nie zmienia to faktu, że w tym sezonie 3-0 w bezpośrednich starciach prowadzą Magic, a szansę na sweepa będą mieć pod koniec marca.
vs Washington Wizards (L) 99 - 105Sweep, ale w drugą stronę zafundowali nam Wizards. Po pierwszym spotkaniu tych drużyn, a był to mecz otwierający terminarz Magików, nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw, bo Magic przez długi czas prowadzili i przegrali różnicą 1 pkt. Każde następne spotkanie gracze ze stolicy wygrali zdecydowanie wyraźniej, mimo że w każdym z nich musieli sobie radzić bez Beala.
W ostatnim spotkaniu w minionym tygodniu zwycięstwo gości ze stolicy nie było w zasadzie zagrożone w żadnym momencie. Magic grali słabo w obronie, a atak bez Paytona wyglądał chwilami jak improwizacja. John Wall robił swoje, cała drużyna Washingtonu trafiała za 3 (13/23), a ogólnie z gry rywale mieli skuteczność aż 55,3%, choć przez dużą część spotkania utrzymywała się ona na poziomie powyżej 60%. Rywale mało zbierali (27 zb), ale nie miało to wpływu na wynik, Magic ponownie nie dostali wsparcia z ławki (punktowali z niej tylko Gordon, Hezonja i Smith) i nawet 23 pkt i 9 zb Vucevica czy też 17 pkt i 5 ast Oladipo nie wystarczyło by wygrać z Wizards.
Z pozytywów minionego tygodnia należy wymienić grę Oladipo, który zaczął w końcu trafiać i był najlepszym obok Vucevica graczem Magic w ciągu minionych 7 dni. Statystyki Kehinde Babatunde to: 18,8 pkt, 6 zb, 3,8 ast na mecz na skuteczności z gry 55,3% i, uwaga! uwaga!, 65% za 3!!! Mimo wszystko ja bym wolał zwycięstwa z Pistons i Pacers, choć Victorowi należą się brawa.
Nadchodzący tydzień przyniesie nam tylko jedno spotkanie - w najbliższy czwartek w Londynie Magic zmierzą się z Raptors. Kilku z naszych kolegów ze strony będzie na tym spotkaniu, mam nadzieję, że będą mogli cieszyć się na żywo ze zwycięstwa Orlando. Wracaj Payton, wracaj Watson, wracajcie zwycięstwa - takim okrzykiem kończę to podsumowanie. BE MAGIC!!!