Gdyby przed tym tygodniem ktoś powiedział nam, że Magic nie wygrają ani jednego z trzech rozgrywanych w nim spotkań - nikt by nie uwierzył. A jednak... O ile porażka z Hawks była niejako spodziewana, to już z najgorszymi w lidze Sixers czy Hornets, którzy przed meczem z Magic przegrali 10 z ostatnich 12 spotkań powinniśmy wygrać. Tym bardziej, że oba te spotkania miały miejsce w Amway Center.
Nuda w AtlancieSpotkanie z Hawks w poniedziałek późnym wieczorem określiłbym mianem nudnego. Od początku do końca było wiadomo kto ten mecz wygra mimo, że Jastrzębie wcale nie zagrały nic specjalnego. Za to Magic grali katastrofalnie, 34,5% z gry, 27,3% za 3 mówi wszystko o ataku Orlando w tym meczu. A obrona? Wcale nie lepiej. Gospodarze byli skuteczni zarówno z daleka (Teague 3/3 za 3, Scott 2/2 za 3) jak i spod kosza gdzie swoje rzuty zupełnie niepilnowany trafiał chociażby Splitter. Dla Magic przyzwoicie zagrali jedynie dwaj panowie wybrani w drafcie 2014 roku - Payton miał 16 pkt i 5 ast (2/2 za 3) zaś z ławki 18 pkt i 7 zb dorzucił Gordon.
Altanta to lider Southeast Division więc sam fakt porażki jakoś mocno nie dziwi, jednak jej styl jest nie do zaakceptowania. Kompletnie nieudana, niechlujna i bez pomysłu gra w ataku, a do tego również brak odpowiedniej energii w obronie spowodowały, że nasi ulubieńcy wyglądali w tym meczu jakby grali w D-League. To czwarte z rzędu zwycięstwo Atlanty nad Orlando. W lutym Magic będą mieć dwie szanse na rewanż w meczach back-to-back, najpierw u siebie w niedzielę 7 lutego o godzinie 19, zaś dzień później w Atlancie.
Koncert Smitha i OkaforaMiało być łatwe zwycięstwo, a wyszła kompromitująca porażka. Do połowy spotkania obie drużyny grały wyrównany mecz, jednak po zmianie stron goście z Pensylvanii odskoczyli osiągając przed ostatnią odsłoną 10 oczek przewagi. Grą przyjezdnych dyrygował znany nam Ish Smith - 13 pkt, 11 ast, zaś pod koszem Vucevica zdominował rookie Jahil Okafor - 20 pkt, 5 zb. To jednak nic, spójrzmy na ławki rezerwowych obu drużyn. Bench players Magic zdobyli łącznie 24 pkt, zaś drugi garnitur Sixers - 51 pkt, z czego najwięcej takie tuzy koszykówki jak Hollis Thompson (17), Isaiah Canaan (15) czy Jerami Grant (12).
Dla Magic ponownie dobrze zagrał Payton, który wyrasta na lidera Orlando, a w opisywanym spotkaniu zdobył 21 pkt, 10 ast i 6 zb. Po 15 pkt i odpowiednio 11 i 10 zb dodali Vucevic i Harris, ale zabrakło Oladipo, który drugi mecz z rzędu leczył kontuzję nogi jakiej nabawił się w Londynie. Tym samym pierwszy raz od końca listopada nasi ulubieńcy osiągnęli ujemny bilans.
Który to już raz?Powyższe pytanie odnosi się do sytuacji, w których Magic przegrywają spotkanie mimo, że na kilkanaście minut do końca mają dwucyfrową przewagę. Takich sytuacji w obecnym sezonie było całe multum, a są one szczególnie frustrujące gdy mają miejsce przeciwko tak słabym przeciwnikom jak obecni Hornets.
Skiles zmienił pierwszą piątkę, na ławce usiedli Frye i Fournier, a do starting five przebili się Gordon i wracający Oladipo. Dla Aarona mecz zaczął się fatalnie, bo złapał on 3 faule w pierwsze kilka minut i resztę pierwszej połowy przesiedział na ławce. Mimo to gra Magic wyglądała lepiej niż ostatnio, szczególnie w ataku co potwierdza rekordowa w tym sezonie liczba pkt w pierwszej odsłonie - 35. Gorzej było jednak w obronie, szczególnie na Kembie Walkerze i szczególnie w ostatniej kwarcie. Przed nią gospodarze wypracowali 15 pkt przewagi dzięki bardzo dobrej trzeciej odsłonie. W czwartej gracze z O-Town zupełnie nie mogli poradzić sobie z Walkerem, a sami zdobyli zaledwie 15 oczek i gdyby nie szczęśliwa trójka Oladipo na dogrywkę byłoby po meczu w 48 minut. A tak mieliśmy dodatkowe 5, gdzie z kolei zwycięstwo gościom zapewnił kolejny "kozak" - Spencer Hawes, który trafił ważną trójkę w samej końcówce (Vucevic był jakieś 5 metrów od niego...).
Oladipo robił co mógł by wygrać ten mecz i zanotował 29 pkt trafiając 5 z 8 trójek. 22 pkt dodał Harris, 15/12 zrobił Vuc i dodał do tego, uwaga uwaga, 6 bloków!!! Do triple-double 1 zbiórki zabrakło Paytonowi (11 pkt, 10 ast), lecz to wszystko traci znaczenie, bo polegliśmy z drużyną, która przegrała 10 z ostatnich 12 gier i po zwycięstwie nad Knicks dzień później przeskoczyła Magic w tabeli.
Ostatnia szansa na uratowanie twarzyNadchodzący tydzień przyniesie nam 3 spotkania i w zasadzie każde z nich Magic są w stanie wygrać. A może bezpieczniej jest napisać, że byliby w stanie wygrać jeszcze kilka tygodni temu. Po porażkach z Sixers i Hornets naprawdę nie wiadomo czego możemy się spodziewać, szczególnie że wszystkie mecze odbędą się na wyjeździe. W poniedziałek Magic zmierzą się z Grizzlies, to silna ekipa, która wygrała 7 z 10 ostatnich meczów. Dzień później w Milwaukee naszych ulubieńców podejmą tamtejsi Bucks i ten mecz powinien być teoretycznie najłatwiejszy do wygrania. Następnie Magic odpoczną aż do piątku kiedy to zmierzą się z Bostonem. Pod koniec listopada gracze z O-Town wygrali pewnie z Celtami, czy uda się powtórzyć ten wyczyn?
Sytuacja Orlando się mocno skomplikowała, trener Skiles zareagował zmianami w wyjściowym składzie, trzymajmy kciuki by to pomogło, bo jeszcze nie jest za późno by powalczyć o playoffs, a że Magic potrafią grać w kosza pokazali niejednokrotnie. GO MAGIC!!!