
Tydzień rozpoczęliśmy od zwycięstwa z Denver. Nuggets bardzo chcieli przegrać ten mecz, choć nasi też nie wyglądali na zespół, który wylewał siódme poty aby odnieść zwycięstwo. Ktoś to spotkanie musiał wygrać i byli to Magicy, którzy niewielką, sześciopunktową przewagę utrzymali do końcowej syreny. W Magic na boisku rządził Fournier (30 pts), choć większe wrażenie zrobił Jason Smith, który grając z ławki przez 28 minut zdobył 25 punktów i miał 13 zbiórek. Nicely done Jason!

Następnym rywalem Magików była drużyna Charlotte Hornets. Szerszenie udowodnili swoją wyższość nad zespołem z Florydy wygrywając to spotkanie. Wiele wskazywało na to, że come-back Magic się uda i odniesiemy zwycięstwo, lecz tym razem zabrakło czasu. Najlepszym na boisku w barwach Magic był Oladipo (25 pts, 5 reb, 3 ast, 3 blk). Z ławki wspomógł go zapomniany Nicholson, który zdobył 13 punktów.

W Orlando już tak mamy, że jak przychodzi do meczu z silnym rywalem to albo dostajemy lanie, albo walczymy jak równy z równym. Tej drugiej opcji użyliśmy w meczu z Cavaliers omal nie odnosząc zwycięstwa. Prawdziwą petardę odpalił Oladipo który zdobył najwyższą liczbę punktów w karierze (45 pts). Obok niego dobrze zagrali Fournier (18 pts) i Smith (10 pts)
Na plus: Victor Oladipo – nasz rzucający obrońca zaliczył bardzo udany tydzień. Zdobywał kolejno 23, 25 i 45 punktów i zaczął grać dużo odważniej co skutkuje tak dobrymi wynikami.
Na minus: Dewayne Dedmon –pod nieobecność Vucevica Dewayne dostał wyłączność na pozycję centra i choć spędza na boisku dużo czasu to po prostu ten czas marnuje. 7 punktów w 3 meczach? To mówi samo za siebie. Blisko rekordu Frye’a :D