Szalan13Nasze wspomnienia zaczynamy w preseason. Był to okres bardzo udany, gdyż jak się spodziewano po fantastycznej lidze letniej, Magic pokazali nową twarz pod wodzą trenera Skilesa. Magicy rozpoczęli mecze przedsezonowe od porażki z Hornets. Mecze z drużyną Michaela Jordana, będącą na podobnym etapie budowania drużyny przez cały sezon były bardzo emocjonujące. To właśnie zespół z Charlotte był tym z którym lądowaliśmy w przysłowiowym " jednym worze". Hornets w tym sezonie ewidentnie z tego worka wyskoczyli, w przeciwieństwie do nas. Potem przyszedł czas na pierwsze zwycięstwo Skilesa jako trenera Magic. Miało to miejsce w spotkaniu z Miami Heat. Następnie zaliczyliśmy małą wpadkę z Pacers, jednak potem byliśmy niepokonani przez następne sześć spotkań.
Początek sezonu był dla nas wyjątkowo trudny. Eksperci mówili, że Magic mogą przegrać pierwsze sześć spotkań, a szanse na zwycięstwo mieli mieć dopiero w meczu z 76ers. Magic pokazali jednak niesamowity charakter i zamiast przewidywanego blowoutu na początek, po pierwszych siedmiu spotkaniach mieli bilans 3-4. Później gracze z Orlando przystąpili do walki o długo wyczekiwany dodatni bilans. Magicy jak lwy walczyli na boisku w każdym meczu i choć nie zawsze udawało się wygrać to było widać niesamowite zaangażowanie naszych zawodników. W ostatni dzień grudnia odnieśliśmy pierwszy większy sukces pod wodzą trenera Skilesa. Po zwycięstwie nad Bostonem cieszyliśmy się z uzyskania dodatniego bilansu 9-8. Lokomotywa o nazwie Orlando Magic nabierała rozpędu i choć wagonów z problemami nam nie brakowało, dopóki odnosiliśmy zwycięstwa nikt o tym nie mówił. Magic grali bardzo przewidywalnie. Łatwo było ocenić ich szanse na zwycięstwo w danym meczu. Mówiąc wprost wygrywali to co mieli wygrywać, a przegrywali to co musieli przegrać. Stawiali opór nawet najlepszym drużynom ligi, które często potrzebowały dogrywki, żeby z nami wygrać.
Problemy które uwidoczniły się już na początku sezonu, to brak lidera na boisku i nierówna dyspozycja zawodników. Cała liga przecierała oczy ze zdumienia gdy Skiles posadził na ławce Oladipo, a do gry w pierwszej piątce zaprosił Frye’a. Channing co prawda czasu spędzonego na boisku nie przekładał w żaden sposób na statystyki, ale układ z nim grającym od pierwszych minut przyniósł nadspodziewane efekty. Kolejnym problemem była dyspozycja Tobiasa Harrisa, który z nowym kontraktem miał być podstawą i liderem zespołu. Tym czasem Harris nie odnalazł się wśród taktyk Skilesa i bardzo męczył się na boisku. Niestety kolejnym kłopotem Magików był rookie Mario Hezonja, którego bardzo szybko określiliśmy bustem. Fakt, Hezonja momentami grał na poziomie Marble’a, a dawanie mu minut w meczach, które musieliśmy wygrywać było strzałem w kolano. Trener Skiles na wszelkie niedoskonałości reagował tylko kosmetycznymi poprawkami, a wątpliwości rozwiewał dobrymi wynikami drużyny. Na koniec roku 2015 Magic wyskoczyli na rewelacyjny bilans 19 – 13. Myślami byli już w PlayOffach, jednak o tym co wydarzyło się później opowie wam już skrzatos.
skrzatosTeraz przejdziemy do tej najmniej przyjemnej części rozgrywek 2015/16. Niestety od bilansu 19-13 zaliczyliśmy ogromny kryzys i poprzez przegranie aż 30 z kolejnych 40 meczów pogrzebaliśmy szanse na to, by po kilku latach przerwy awansować do PlayOffs. W tym okresie zaliczyliśmy kilka serii kiedy to przegrywaliśmy mecz za meczem. Najbardziej bolesne było 8 porażek z rzędu oraz inna seria kiedy to nie mogliśmy odnieść zwycięstwa od 6 spotkań. Najbardziej dotkliwymi były te przeciwko Cavs, z którymi od dwóch sezonów kompletnie sobie nie radzimy, blowout w Detroit, przegrana na własnym parkiecie z 76ers oraz ogromne lanie od Portland w Oregonie. To wszystko trwało prawie 3 miesiące… zaczęło się 1. stycznia 2016r w Waszyngtonie, a skończyło 25. marca na Florydzie w Miami.
30 porażek – średnio różnicą 11.2 pkt wyglądały naprawdę słabo jak na ekipę, która miała próbować osiągnąć dodatni bilans w Regular Season. W styczniu wygraliśmy tylko 2 z 14 rozegranych spotkań, w lutym było już nieco lepiej bo na 12 meczów "tylko" 7-krotnie schodziliśmy z parkietu pokonani. Do zakończenia tej katastrofalnej serii 10-30, w marcu przegraliśmy jeszcze 11 z 14 spotkań pokonując tylko Nuggets, Kings i Bulls. W naszej grze coś się zacięło, a zaangażowanie i "życie meczem" Skilesa gdzieś zniknęło. Pamiętam jak na początku sezonu potrafił praktycznie cały mecz praktycznie stać i reagować na to co dzieje się na parkiecie, a w dalszej części rozgrywek były spotkania kiedy to praktycznie całe 48 minut przesiedział na krzesełku…
Szalan13Ostatni okres w sezonie Magic nazwał bym przełamaniem. 25. marca Magic zakończyli ostatnią w tym sezonie serię porażek, zwycięstwem nad Bulls. Do końca miesiąca obserwowaliśmy krótki run w postaci trzech zwycięstw z rzędu, natomiast w kwietniu nasi zawodnicy przeplatali na przemian zwycięstwa z porażkami. Był to okres gdzie graliśmy o tzw "złote kalesony", gdyż szanse na Playoffy dawno już przepadły. Skład Magic w poszczególnych meczach był bardzo zróżnicowany, a Skiles po prostu testował nowe warianty zestawiania zawodników na boisku. Stąd też występy Vucevica z ławki, czy pozwolenie na grę Dedmonowi.
Kolejny sezon który zakończył się dla nas przedwcześnie, mamy już za sobą. W obliczu ostatnich informacji o odejściu trenera Skilesa, nie sposób powstrzymać się od zrzucenia winy na trenera. Na szukanie winnych przyjdzie jeszcze czas, natomiast teraz przyjrzyjmy się zawodnikom, a konkretnie dwóm: najlepszemu i najgorszemu.
Orlando Magic 2015/2016 Best Player ------Nikola Vucević 18.2 PPG, 8.8 RPG, 1.1 BLK– najsolidniejszy, najrówniejszy, niemalże niezawodny, świetny gracz za rozsądną cenę. Nasz center rozegrał kolejny świetny sezon. Jego game-winnery na zawsze wpiszą się do historii naszego klubu. Warto wspomnieć, że Vucević osiągnął swoje statystyki przy dość skromnym wsparciu kolegów. Trafiał z półdystansu, z pomalowanego, z osobistych, a nawet za 3. Poprawił obronę i grę fizyczną. Vooch zalicza stały progres więc myślę, że można spokojnie uznać go za najlepszego zawodnika sezonu i liczyć na niego w przyszłych latach.
skrzatosOrlando Magic 2015/16 Worst Player ------ C.J. Watson 4.3 PPG, 2 RPG, 2.7 APG – niestety kontuzja rozsypała mu cały sezon. Gracz, który mieliśmy nadzieję, że będzie solidnym wsparciem z ławki, a może nawet naszym szóstym graczem rozegrał tylko 33 spotkania w każdym średnio po 19.9 min. CJ trafiał tylko 34% z gry, w tym słabiutkie 29.2 zza łuku. Miejmy nadzieję, że przyszłe rozgrywki w jego wykonaniu będą o wiele bardziej udane.
Nasz już były trener osiągnął z tym zespołem o 10 zwycięstw więcej niż mieliśmy w poprzednim Regular Season. Poprawił nieco ofensywę, która była skuteczniejsza o 8 punktów procentowych niż sezon wcześniej (z 37.5 na 45.5%), dzięki czemu notowaliśmy 102.1 pkt/m (95.7 w 14/15). Na mecz traciliśmy średnio 103.7 (-1.6), ale i tak ten zespół pod wodzą Scotta miał szansę się rozwijać jeśli tylko ten by nie zrezygnował. Wiadomo, że wzmocnienia są nam jeszcze potrzebne i jesteśmy jednego all-stara (aż jednego) od gry w PlayOffs.
BE MAGIC!!!