WybórDraft 2013 był pierwszym, który miał dać Orlando Magic zawodników tworzących przyszłość drużyny w erze po odejściu Dwighta Howarda. Problem w tym, że był on jednym z najsłabszych draftów w historii i ciężko było doszukać się w nim gwiazdy. Dlatego do Magic przymierzani byli zawodnicy, którym bliżej było do role playerów niż do przyszłościowych All-Starów. Najczęściej mówiło się o tym, że Rob Hennigan może wybrać Nerlensa Noela, Bena McLemore'a, Treya Burke'a czy Shabazza Muhammada. Jednak im bliżej było do draftu tym wyżej w mockach plasował się lekko przygarbiony, energiczny obrońca z Indiana University - Victor Oladipo. Ja zaś im dłużej czytałem o poszczególnych zawodnikach i oglądałem ich w akcji, tym bardziej byłem przekonany, że to właśnie jego najchętniej zobaczyłbym w Magic. Pamiętam jak na kilka godzin przed wyborem rozmawiałem na Hangoucie z przyjacielem i jednocześnie szwagrem (zarejestrowanym u nas pod nickiem Graczu), który dopiero co wrócił z podróży służbowej do Denver i jak stwierdził - "O tym Oladipo mówi się ostatnio w Stanach bardzo dużo, podobno niezły kot". Upewnił mnie w tym, że każdy inny wybór będzie dla mnie rozczarowaniem.
Gdy David Stern wyszedł na podium by wyczytać wybór Cavs, ja siedząc przed monitorem aż się trzęsłem z nerwów. Gdy usłyszałem nazwisko "Bennett" to prawie spadłem z krzesła, trochę z szoku, a trochę z radości, że jesteśmy krok bliżej do Oladipo. Chwilę później Stern wyszedł by ogłosić wybór Orlando.
"With the second pick in the 2013 NBA Draft, the Orlando Magic select... VICTOR OLADIPO of Indiana University!". W tym momencie skakałem z radości, machałem rękoma i prawie obudziłem żonę, która smacznie spała sobie w pokoju obok. Byłem absolutnie szczęśliwy i usatysfakcjonowany!!! Podobnie jak kibice oglądający draft w Amway Center - pamiętacie tego skaczącego dzieciaka, tą radość w jego oczach? Pamiętam, że ja jeszcze przez kilka dni po tym wyborze biegałem z telefonem za żoną i znajomymi pokazując im ten filmik (nie mogę go niestety teraz znaleźć w sieci, jeśli komuś się uda proszę o wrzucenie w komentarzu). "O-LA-DI-PO
" skandowali zachwyceni fani w O-Town. Zachwyceni tak samo jak ja!
Fajerwerki
Oladipo od pierwszych minut w NBA pokazał, że jego akcje będą powodować gęsią skórkę u kibiców. Ja osobiście pierwszy raz wręcz podskoczyłem po jego zagraniu w czwartym meczu debiutanckiego sezonu, przeciwko Nets, kiedy to w kontrze Victor wykonał wsad 360 stopni. Chwilę wcześniej niesamowicie wkręcił się pod kosz, to też wyglądało cudnie. Jego akcje z tego meczu możecie obejrzeć TUTAJ. Najbardziej spektakularnym wydarzeniem z pierwszego sezonu Oladipo w lidze była jednak historia, którą napisał wspólnie z Michaelem Carterem-Williamsem z Sixers. Jako pierwsza para debiutantów w historii zaliczyli oni triple-double w tym samym spotkaniu (Oladipo: 26 pkt, 10 zb, 10 ast, MCW: 27 pkt, 12 zb, 10 ast). Wygrali Sixers po dogrywce.

A pamiętacie starcie z Knicks w Amway Center? Na tym meczu był jeden z naszych kolegów ze strony - Żuku. Do tej pory mu zazdroszczę! Magic wygrali po dwóch dogrywkach, a Oladipo poprowadził ich do tego zwycięstwa zdobywając 30 pkt, 14 ast i 9 zb (skrót meczu TUTAJ). Cały rookie-season był dla niego bardzo udany, notował średnio prawie 14 pkt i ponad 4 zb i ast na mecz. W wyścigu po Debiutanta Roku był drugi, wyprzedził go wspomniany MCW. Trzeba jednak przyznać, że nie był to łatwy sezon dla nowego nabytku Magic, bowiem Hennigan z trenerem Vaughnem postanowili przeprowadzić eksperyment z Oladipo na rozegraniu, a to była dla niego nowość. Ale opłaciło się, bo dzięki temu wyzwaniu Oladipo poprawił panowanie nad piłką i pewność siebie w grze "na koźle". Dodatkowo pokazał niesamowity potencjał jako świetny defensor obwodowy i notował ponad półtora przechwytu na mecz.
W swym drugim sezonie Victor stał się jednym z liderów przebudowujących się Magic, poprawił swoje średnie, był drugim strzelcem drużyny i tylko 5 razy na 72 rozegrane spotkania nie zdobył dwucyfrowej ilości punktów. Wystąpił także w Slam Dunk Contest podczas All-Star Weekend i dzięki wsadowi 540 stopni zdobył drugie miejsce za Zachem LaVine.
Ostatni sezon w barwach Magic był dla Oladipo czymś w rodzaju sinusoidy, chociaż takiej nieco rozciągniętej, bo jednak tych momentów "na górce" było zdecydowanie więcej. Już w drugim meczu sezonu Victor zaliczył triple-double (21 pkt, 13 zb, 10 ast) i omal nie zapewnił Orlando zwycięstwa z... Thunder. Magic przegrali ostatecznie po 2 dogrywkach i niesamowitym rzucie Westbrooka z połowy na remis. Dipo, jak nazywają go kibice, miał jeszcze jeden świetny mecz przeciwko OKC w tym sezonie, zaliczył w nim 37 pkt i 7 zb i gracze z O-Town znów byli bliscy niespodzianki, przegrali różnicą 3 oczek. Najlepszy mecz w karierze pod względem zdobyczy punktowej bohater tego artykułu zanotował w połowie marca, zdobył wówczas 45 pkt przeciwko Cavs, mecz przegrany, ale różnicą tylko 6 pkt, to właśnie Oladipo utrzymywał Magic w grze w tym spotkaniu.
Wybrałem kilka "fajerwerków", ale było ich znacznie więcej i jakoś traf chciał, że sporo przeciwko Thunder (TUTAJ przechwyt otwierający drogę do game-winnera Harrisa). Może dlatego Sam Presti chciał go u siebie...
Lider?
No właśnie, wszystko fajnie, Oladipo wdarł się przebojem do ligi, poprawił skuteczność i nie dawał się już tak często blokować w pomalowanym, a po dobrych występach, które zdarzały mu się coraz częściej kibice Orlando widzieli w nim lidera przyszłości, go-to-guy'a, zawodnika który weźmie ciężar gry na siebie gdy drużynie nie idzie, ba - niektórzy widzieli w nim gracza TOP 3-5 na pozycji SG w całej lidze, którym miał się stać już niebawem. Ja tego nie widziałem. Łudziłem się, miałem nadzieję, że Victor faktycznie się tak rozwinie, że pociągnie drużynę do przodu, tymczasem w minionym sezonie w drugiej połowie grudnia zdobywał on 8,8 pkt/m na skuteczności niespełna 36% z gry i 27% za 3. Już nieco wcześniej Scott Skiles zaczął grać nim z ławki i choć statystyki Oladipo na tym ucierpiały, to drużyna zaczęła wygrywać. Na początku stycznia Oladipo wrócił do wyjściowego składu, a nasi ulubieńcy zaczęli serię porażek, która docelowo wyeliminowała ich z playoffs.

Tylko żebyście mnie źle nie zrozumieli, powyższym akapitem nie chcę udowadniać, że te porażki i brak playoffs to wina Oladipo (a przynajmniej nie tylko jego). Chcę za to powiedzieć, że ten gracz to nie jest typ lidera, zawodnika ciągnącego całą drużynę. Pomijając już statystyki mamy jeszcze jeden ważny aspekt, o którym wspominałem wielokrotnie - boiskowe decyzje. Selekcja rzutów Victora chwilami wyglądała naprawdę bardzo źle, zamiast liczyć sekundy - rzucał niepotrzebnie, najczęściej niecelnie. Boiskowe IQ to niestety rzecz, której nie da się nauczyć szybko od podstaw, to trzeba mieć we krwi, to coś co mają w sobie liderzy, zawodnicy typu GTG. Oladipo tego nie ma.
Pod koniec sezonu gra Kehinde Babatunde (bo takie właśnie słowa trzeba dopisać przed jego ogólnie znanym imieniem i nazwiskiem by dostać pełną tożsamość zawodnika) poprawiła się, zarówno pod względem skuteczności jak i pod względem mentalnym. Nie zmieniło to jednak mojego przekonania, że Victor nie będzie pierwszą opcją Orlando ani żadnej innej drużyny, że może być opcją nr 2 albo nr 3, bardzo dobrą opcją nr 2 albo nr 3, ale nie tym najważniejszym, najlepszym, tym pierwszym. Podczas jednego ze spotkań Magic jakie oglądałem na żywo pod koniec sezonu, zapisałem na karteczce dwa nazwiska graczy, którzy moim zdaniem opuszczą latem Magic i napisałem na shoutboxie, że zdradzę Wam te nazwiska na zlocie (na dowód mam zdjęcie karteczki). Już teraz mogę powiedzieć, że jednym z nich było nazwisko Oladipo... Czy to znaczy, że chciałem żeby odszedł? - W zasadzie nie, miałem takie myśli, ale tylko chwilami, ale nie chciałem, to było coś na zasadzie przeczucia. Może ja jednak rozumiem Hennigana...
Dzię-ku-je-my!
Przebudowa zespołu to bardzo ciężki czas dla kibiców. Magic nie grali w playoffs od 4 lat i kibice są już sfrustrowani, jednak śmiem twierdzić, że gdyby nie Victor Oladipo - ta frustracja byłaby jeszcze większa. Bo to on dał nam radość w dniu jego wybrania w drafcie, to on raczył nas energicznymi dunkami, to on dawał nadzieję na przyszłość, to on był zawsze uśmiechnięty, skromny i pozytywny. Czy ogólnie zawiódł? - Chyba nie, wydaje się że oczekiwania w stosunku do niego były nieco za wysokie. Chociaż kto wie jak poradzi sobie jako wsparcie dla Westbrooka w Thunder, w składzie których nie ma już Duranta. Ja osobiście życzę mu z całego serca powodzenia w dalszej karierze, a za te 3 lata na środkowej Florydzie szczerze mu DZIĘKUJĘ!!!