W spotkaniu z Heat to my byliśmy faworytami. Drużyna z Miami jest w takiej samej sytuacji jak my w 2009 roku po odejściu Howarda. Rywale boją się samej nazwy zespołu, a nie jego gry. Aż trudno uwierzyć, że ten zespół dwa lata temu grał w finałach NBA, a rok wcześniej sięgnął po drugie mistrzostwo z rzędu. Choć prawda jest taka, że z tamtej ekipy został już tylko dziadek Haslem. Wracając do meczu, który rozpoczynał sezon dla obu drużyn, warto wspomnieć, że zarówno Magic jak i Heat mają zupełnie odmienione zespoły. To spotkanie miało, być naszym rewanżem na sąsiadach po porażce w preseason. Nikt nie spodziewał się więc takiej katastrofy. Początek meczu zapowiadał się obiecująco, lecz później Heat zdominowali nas w trzeciej kwarcie zyskując przewagę, której nie oddali do końca spotkania. Nasza skuteczność w tym meczu wołała o pomstę do nieba, podobnież z resztą jak w pozostałych dwóch spotkaniach. Na pakiecie zobaczyliśmy ośmiu Magików, a nieobecnym z powodu zawieszenia był Biyombo. Box score z tego meczu na zdjęciu poniżej.

Kolejnym spotkaniem, była potyczka z Detroit Pistons. Trzeba otwarcie przyznać, że drużyna Tobiasa Harrisa nas zdominowała, czego przykładem jest nasza zdobycz punktowa w drugiej kwarcie, wynosząca całe 9 punktów. Gdyby nie zryw w ostatniej kwarcie, mecz zakończyłby się blow-out'em. Na całe szczęście rzut siedział Gordonowi i Hezonji, co zmniejszyło rozmiary porażki. Na całej linii zawiódł Ibaka, a wracający Biyombo również nie pokazał się z dobrej strony. Po dobrym pierwszym spotkaniu niespodziewanie zawiedli Fournier i Vucević, choć ten drugi utrzymał liczbę zbiórek na wysokim poziomie. Box score z tego spotkania na fotce poniżej.

Ostatnim spotkaniem naszego teamu w tym tygodniu był mecz z Cleveland Cavaliers. Choć obecni mistrzowie byli rzecz jasna najtrudniejszym rywalem, to nasi ulubieńcy nie wyglądali w tym spotkaniu bardzo źle. Mało tego, przez długi czas różnica punktów wynosiła w okolicach 3 punktów, tak więc Magic byli blisko zrobienia niespodzianki mistrzom. Magicy zaprezentowali się z dobrej strony, a obok wysokiej zdobyczy punktowej Fourniera, należy wyróżnić dobry mecz Ibaki, który odegrał się za nieudany występ z Detroit. Box na zdjęciu poniżej.

Nasz zespół jest jak salonowy samochód. W swoich pierwszych kilometrach zwyczajnie się dociera i już niedługo dojdzie do swojej optymalnej dyspozycji. Bardzo fajnie zagrał Fournier, dwa razy rzucając po 20 punktów. Vucević wchodzi w sezon bardzo powoli, ale widać, że to ciągle ten sam, stary, dobry Vuc. Mario Hezonja rzuca jak szalony tylko, że nie wpada mu 70% rzutów. To dość słabo jak na zawodnika który miał być głównym shooterem zespołu. Elfrid Payton mnie zadziwia zarówno skutecznością jak i liczbą asyst. Nasz rozgrywający udowadnia, że Oladipo był mu zbędny i nadchodzi jego czas. Serge Ibaka zagrał w kratkę, nie mniej jednak widać, że potrzebuje chwili na zgranie się z zespołem. Bismack Biyombo popełnił falstart i jednyne co można o nim dobrego powiedzieć to fakt, że nie popełnia większych błędów w obronie. Aaron Gordon zaczyna wymiatać na SF. Fajna skuteczność, fajna defensywa. Jedyny zawodnik, który mogł wyjść z podniesioną głową po meczu z Detroit. Jeff Green to opcja mocno rezerwowa. Przy takiej skuteczności mogą zbić pionę z Hezonją. Gdy widzę gre DJ’a Augustina to łezka mi się w oku kręci. Welcome back Jameer! DJ bardzo dobrze gra z ławki i uzupełnia pozycję rozgrywającego. CJ Watson, CJ Wilcox i Stephen Zimmermam to gracze którzy nie grali wiele podczas tych trzech spotkań.
Best Player of the week : Elfrid Payton - jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony Paytonem. Widać, że pracował nad rzutem, o czym świadczy skuteczność rzutów wolnych, z półdystansu też nie jest źle. Trójek Elfrid nie powinien rzucać tym bardziej, że ma u boku Fournera, a za plecami Augustina. Payton fajnie asystuje, nieźle zbiera. Coś czuję, że będzie triple double w niedługim czasie.
Worst Player of the week : Jeff Green - miał zdobywać punkty z ławki, okej zdobył ich w sumie 27. Ale nie za wszelką cenę!!! Tragiczna skuteczność z gry zadecydowała, że w pojedynku z Hezonją to on zajął to mało zaszczytne miejsce. Vogel widzi w nim zadatki na sixth mana, choć ja osobiście wolałbym w tej roli Biyombo. Tak czy inaczej Jeff nie zrobił na mnie dobrego wrażenia.
W przysłym tygodniu jest szansa na wyrównanie bilansu. Najbliższy mecz we wtorek z 76ers.
Be Magic