Na rozkładzie mieliśmy dwa razy Cavaliers u siebie oraz podróż na zachód, gdzie mierzyliśmy się dzień po dniu z Rockets i Mavericks.
Mecz z Cleveland zaczął się bardzo dobrze, Magicy szybko objęli prowadzenie chcąc pokazać swoją wyższość nad rywalami. Goście prowadzili w tym spotkaniu tylko dwa razy (to nasi zawodnicy mieli przewagę przez większość meczu), i tak naprawdę o nie musieliśmy się specjalnie martwić, że coś może pójść nie tak. Gordon trafił w tym spotkaniu więcej trójek (6/9) niż do tej pory przez cały sezon (3/20). Obok Aarona na świetnie spisał się nasz lider Vucevic (23 pkt, 8 zb), a z ławki oprócz tym razem mniej skutecznego Rossa (5/13 w tym 2/7 za 3), fajny mecz miał Birch, który w 22 minuty zaliczył double-double (12 pkt, 12 zb).
To czego zabrakło nam w tej rywalizacji to wędrówki na linię rzutów osobistych , co prawda prawie bezbłędnie (92%), ale tylko 13 wizyt na linii nas zdecydowanie nie zadowala. Nasi ulubieńcy wygrali zdecydowanie zbiórki, trafili aż 15 trójek, a doczepić można byłoby się tylko do zbyt dużej ilości strat (21).
Ten sezon jest dziwny, bo oglądać po raz kolejny w ciągu dwóch dni spotkanie z tą samą drużyną na tym samym parkiecie nie jest czymś do czego oczywiście poza playoffami jesteśmy przyzwyczajeni.
Po raz drugi odprawiliśmy Cavs z kwitkiem, ale wynik 105-94 będzie tym razem sprawą drugorzędna. Już po kilku minutach meczu, kontuzji kończącej sezon (zerwanie ACL o czym pisał już jingles) doznał nasz rozgrywający Markelle Fultz...Nie dość, że na parkiecie nie zobaczymy w tych rozgrywkach Isaaca, to jeszcze to...
Nasz rookie Anthony, na którym będzie spoczywała teraz większa odpowiedzialność, w 32 minuty trafił 4 z 12 rzutów (0/4 za 3), zaliczył 4 zbiórki i asysty. Najlepiej punktującym był nasz szósty gracz Ross - 20 pkt w 22 minuty (5/6 za 3).
W nocy z piątku na sobotę przyszło nam zmierzyć się z Houston Rockets i tym razem do listy nieobecnych mogliśmy dopisać Aarona Gordona (problemy ze ścięgnem podkolanowym). Nie wiem czy jest sens cokolwiek pisać o tym meczu... Każda kwarta przegrana przez ekipę z O-Town, 38% z gry i tylko 8 celnych trójek mówi wszystko. W końcu zagrał Bamba, który w 13 minut zaliczył 12 punktów, 7 zbiórek.
Już z Gordonem, ale nadal bez Fourniera drużyna Magic musiała stawić czoła Dallas Mavericks. Vucevic dwoił się i troił, ale niestety jego 30 punktów (14/24 z gry) i 15 zbiórek na nic się zdało. Bez wsparcia ławki, bez celnych rzutów zza łuku (6/31 przy 20/40 gospodarzy) nie było o czym mówić. Triple-double Doncica (20 pkt, 11 zb i 10 ast), 36 oczek gorącego w tym meczu Hardawaya Jr oraz 7 celnych rzutów za 3 (łącznie 29 punktów z ławki) Burke i mogliśmy śmiało dopisać czwartą porażkę na swoje konto.
To był ciężki tydzień...może nie tak pod względem wyników jak kontuzji, które mogą zaraz przekreślić tak dobrze rozpoczęty sezon...
W każdym razie co by się nie działo to pamiętajcie...
GO MAGIC!!!
BE MAGIC!!!