Magicy miniony tydzień zaczęli "wyjazdowym" spotkaniem z Toronto Raptors. "Dinozaury" od początku narzucili swoje tempo, uzyskali sporą przewagę, co pozwoliło im spokojnie kontrolować mecz. Brak skuteczności u naszych dwóch najlepszych strzelców (Vucevic - 5/18 z gry, Fournier 2/12) sprawiły, że nie mieliśmy żadnych argumentów, a dodatkowo nie mając wsparcia od Rossa to oznaczało nic innego nic porażkę.
Za dwa dni mieliśmy szansę do rewanżu, ale tym razem gorący jak nigdy Fred VanVleet, który trafił fantastyczne 11/13 za 3, a w całym meczu 17/23 z gry zanotował carrer-high 54 pkt co jest rekordem organizacji z Kanady! Magic nie mieli na niego odpowiedzi, co prawda Vucevic i Fournier uzyskali po 21 pkt, ale tej nocy nawet chyba Michael Jordan by nam nie pomógł. Dodatkowo ze składu wypadł kontuzjowany w poprzednim meczu Gordon, którego przerwa ma trwać od 4 do 6 tygodni, więc nawet nie było obrońcy, który mógłby chociaż trochę ograniczyć zawodnika Raptors.
W kolejnych dwóch spotkaniach Magicy w Amway Center gościli Chicago Bulls. Pierwszy mecz zakończył się zwycięstwem 123-119, a świetne wręcz życiowe zawody rozegrał nasz najlepszy zawodnik, którym oczywiście jest Vucevic. Nikola poszedł w 43 pkt (17/29 z gry, 4/10 za 3, 5/6 za 1) i 19 zbiórek! 43 punkty to jego carrer-high i tym bardziej cieszy to, że zostały one okraszone zwycięstwem!
Po takim występie naszego centra ostrzyliśmy sobie apetyty na sobotnią noc, ale przed rozpoczęciem meczu dostaliśmy kolejne złe wieści... Tym razem do grona kontuzjowanych (plecy) dołączył Fournier, tak więc z naszej podstawowej s5 został tylko Vucevic... Mecz bez historii, pod dyktando gości gdzie szalał Zach LaVine (39 pkt), a w Magic 39% z gry drużyny, w tym 22% za 3...
Najbliższy tydzień to wycieczka po Zachodzie skąd możemy przywieźć komplet porażek, ponieważ zagramy z Portland, GSW i Sacramento...