Mecz z Phoenix od początku nie układał się po naszej myśli. Wysoko przegrana pierwsza kwarta ustawiła wynik spotkania, Magic chcieli gonić rywali, ale nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki czego efektem wysoka porażka 90-108. Mecz bez historii, tylko 37% procent z gry ekipy Magic i tragiczne 6 na 35 zza łuku nie mogły dać nam w tym meczu nawet nadziei na pozytywny wynik. Skromne double-double Vucevica (14/10), 23 pkt z 23 rzutów Rossa i łącznie 20 punktów od trzech rezerwowych to idealne podsumowanie tych 48 minut.
Kolejny mecz tym razem już we własnej hali, co prawda też zaczęliśmy kiepsko, ale tym razem finał był dla nas korzystniejszy. Świetna trzecia kwarta pozwoliła nam wyjść na prowadzenie, które utrzymaliśmy do końcowej syreny. Z podstawowego składu szału nikt nie zrobił (warto odnotować powrót Fourniera - 8/15 z gry, 3/5 za 3, 19 pkt), ale za to z ławki Ross poszedł w 30 pkt na skuteczności 10/16 z gry. Tym razem 46% z gry, dobra skuteczność za 3 (16/34) i zwycięstwo stało się faktem. Magic 107-89 Knicks.
Najwięcej emocji dało nam piątkowe starcie z ekipą Golden State Warriors. Magicy wygrali 124-120, a świetne zawody zagrali Vucevic, Fournier oraz rezerwowy Ross. Vooch uzyskał 30 pkt, 16 zb i 10 asyst co dało mu triple-double. Będący w ostatnim roku kontraktu Francuz trafił 11 z 18 rzutów (5/9 za 3) na 28 punktów, a Ross w 33 minuty uzbierał 24 punkty. Było to 12. zwycięstwo Magic w sezonie, którzy powoli odżywają po powrocie Fourniera, którego wyraźnie nam brakuje.