jingles subiektywnieUff, jest naprawdę dobrze. Jest dużo lepiej. Po fatalnym początku sezonu Magic w końcu grają tak, że możemy być z nich dumni. I nie chodzi tylko o wyniki, a przecież w ostatnich 10 spotkaniach mamy bilans 8-2. Chodzi o styl. Magic poprawili obronę i widać, że robią małe kroki naprzód. Pod nieobecność Banchero świetny jest Bane, który wespół z Wagnerem prowadzi drużynę, a cichy bohater Black "losuje" już zwykle te dobre mecze.
Ograć dwa razy Knicks, Warriors, Pistons i napędzić solidnego stracha Rakietom na ich terenie to nie jest byle co. A poza Rockets jedyna porażka Magic w tym 10-meczowym okresie to starcie z C's z Robinsonem w S5 i dużymi minutami Caina i debiutantów. Wchodzimy na dobre tory i teraz trzeba tylko trzymać kciuki, że po powrocie Banchero to się nie zachwieje, że Mosley znajdzie sposób na odpowiedni podział rzutów dla trójki liderów. I że Paolo nie będzie wyglądał jakby zjadł za duży obiad.
No i ten NBA Cup, w tabeli pucharu lepsi od Orlando są tylko Thunder. Nie mam nic przeciwko, żebyśmy spotkali się z nimi w finale tego turnieju!
ssoncsl subiektywnieMogę zacząć od cytatu-rymowanki? Mogę, wszak sam ustalam zasady, nie? ;D No to: „Ruszyła maszyna już nikt nie zatrzyma, kto wejdzie pod koła ten uciec nie zdoła.” :D W poprzednim podsumowaniu napisałem, że boję się, że jeśli nic nie zmienimy w naszej grze, to może się skończyć bilansem 2-8. Tymczasem kończymy bilansem odwrotnym, 8-2. Jedyne porażki to ta back-to-back z Bostonem, gdzie i tak z bardzo dobrej strony pokazali się rezerwowi (szczególnie Howard, podkreślam to, bo go tu bardzo często krytykuję) oraz z Houston, gdzie przegraliśmy po dogrywce, wypuszczając tak de facto zwycięstwo z rąk. Dodatkowo wygrywamy oba spotkania w ramach NBA Cup i pewnym krokiem awansujemy z 1. miejsca na Wschodzie. A tak w ogóle to zdarzyła się u nas rzecz niespotykana. W ostatnich 5 spotkaniach mieliśmy 5 różnych najlepszych strzelców (Suggs, Wagner, Howard, Black, Bane). Kiedy to się zdarzyło ostatni raz? Hmm… A gdyby do tego dodać, że mieliśmy też 5 różnych najlepiej zbierających (da Silva, Bitadze, Wagner, Penda, Carter Jr)… to może pierwszy raz w historii? Drużyna gra, drużyna wygrywa.
No i bajka! I to wszystko bez Banchero. Czy to, że go nie ma to aby na pewno efekt kontuzji? Nie wiem. Wiele głosów pada (tu na forum również), że niekoniecznie. Banchero jak jest w słabej dyspozycji fizycznej to męczy siebie i nas swoją grą. Może faktycznie trwa teraz proces przywracania go do świetności? W zeszłym sezonie Paolo po kontuzji i przed meczem gwiazd wyglądał jak tegoroczny Embiid. Paolo po meczu gwiazd wyglądał jak Giannis. Jeśli więc trzeba poczekać jeszcze chwilę (dodatkowy tydzień, czy dwa) na dobrego fizycznie Banchero, to poczekajmy. Bo warto.
Wiem, że statystyki opisuje ktoś inny, ale muszę. W ostatnich 10 spotkaniach robimy: 122,5 pkt i 5. miejsce w lidze, w skuteczności 10. miejsce, 17. w trójkach, 4. w osobistych , 14. w asystach, 5. w offensive rating! METAMORFOZA. A doliczając znaczącą poprawę w obronie (w końcu przypominamy siebie z zeszłego sezonu) to… Ruszyła maszyna...
skrzatosTo było zdecydowanie lepsze dziesięć spotkań w wykonaniu Orlando Magic niż te pierwsze. Tym razem aż 8 zwycięstw i tylko 2 porażki, dają nam póki co 7. miejsce w Konferencji Wschodniej po 20 meczach, ale jest lepiej niż było. 5 wygranych w Amway Center i to nie z byle kim, bo m.in. z Knicks czy Warriors, do tego dochodzi szczęśliwy win z Blazers po pięknym buzzerze Bane'a oraz pokonanie dziadków z Clippers i zwycięstwo w NBA Cup z Nets, gdzie mecz wygrał nam będący clutch Franz Wagner. Ostatni mecz i chyba najważniejsze zwycięstwo po thrillerze w Detroit, co dało nam ćwierćfinał NBA Cup u siebie z Heat. Na wyjazdach przegraliśmy tylko po zaciętym pojedynku w Houston oraz gdy byliśmy zdziesiątkowani przez kontuzje w back-to-backu w Bostonie.
Nie będę opisywał szczegółowo każdego z rozegranych meczów, ale napiszę pokrótce o każdym rozegranym spotkaniu Magic:
vs
Trail Blazers 115-112
Miał być kontrolowany win i tak można było myśleć, bo ostatnią kwartę rozpoczynaliśmy z 11-punktowym prowadzeniem. Jednak goście w ostatnich dwóch minutach zaliczyli run 11-0 i na 10 sekund przed końcem prowadzili dwoma punktami. Chwilę później Banchero odpowiedział wjazdem pod kosz, gdzie na dodatek był faulowany, ale spudłował rzut osobisty (3 pudła w ostatnich 15 sekundach!). Na szczęście po time-oucie dla gości Paolo zaliczył steal i dzięki temu mieliśmy szansę na zwycięstwo. Ostatni rzut należał do Bane'a, który trafił bardzo trudną trójkę równo z końcową syreną.
@
Knicks 124-107
Do tego momentu gospodarze byli niepokonani w Madison Square Garden. I to był dobry moment żeby sprawić małą niespodziankę. Niestety po pierwszej kwarcie straciliśmy z kontuzją pachwiny Banchero i miało być jeszcze trudniej... ale mądra i konsekwentna gra Magic, plus świetny Black w duecie z solidnym Da Silvą w połączeniu z dobrą postawą pierwszej piątki dało nam jakże ważny win.
vs
Nets 105-98 (
NBA Cup)
To miał być najłatwiejszy mecz dla Magic ze wszystkich w grupie B, a ledwo udało się go wygrać. 19 strat doprowadzało kibiców w Amway Center i nas przed monitorami (nie mówiąc o naszym trenerze) do szewskiej pasji. Przyjezdni prawie nie tracili piłki, przez pierwsze trzy kwarty dobrze rzucali (obrona Magic... jaka obrona?) i dopiero w ostatniej odsłonie, a dokładniej w ostatnich minutach dzięki dwóm trójkom Wagnera (jedna szczęśliwa o tablicę) udało się szalę zwycięstwa przechylić na naszą stronę. Uff...
@
Rockets 113-117 OT
Bez Suggsa w btb oraz kontuzjowanego Banchero przyszło się mierzyć z faworyzowanymi Rockets. O dziwo postawiliśmy się im, dobra gra s5 (każdy w double figures), ale w wąskim składzie zabrakło nam rezerwowych (tylko 12 punktów ławki). Na 1.4 sekundy do końca ostatnią akcję mieli gospodarze i Sengun wykorzystał przewagę wzrostu nad Isaaciem trafiając na remis. W dogrywce chyba zabrakło nam już paliwa i nieznacznie przegraliśmy, ale z podniesionym czołem.
vs
Warriors 121-113
I znowu 6 zawodników z minimum 10 pkt, ograniczenie strat, wygrane zbiórki i piękny Anthony Black. 21 pkt w 33 min gry naprawdę zrobiły różnice w tym spotkaniu. Na nic się zdały czy to 34 pkt Curry'ego czy też 33 Butlera, skoro nikt inny nie był w stanie im za bardzo pomóc. Piękne zespołowe zwycięstwo, którego tak bardzo potrzebowaliśmy. Nie przegrana żadna kwarta i mocna końcówka, w której nie pozwoliliśmy się zbliżyć rywalom na mniej niż 5 punktów, dały nam kolejny win w Regular Season.
vs
Clippers 129-101
Mecz bez większej historii. Magicy od początku wiedzieli co chcą w tym pojedynku osiągnąć, świetna pierwsza połowa Jalena Suggsa (20 pkt, 4/7 za 3), aż 12 przechwytów (Clippers tracili piłkę aż 21-krotnie) i aż 18 celnych trójek na 54%.
vs
Knicks 133-121
Monster game Franza, który ewidentnie lubi grać z Knicks. Wagner zaliczył aż 37 punktów (4/6 za 3), goście nie mieli na niego odpowiedzi. My natomiast ograniczyliśmy KAT'a – tylko 6/14 z gry i 4 straty, co w połączeniu z runem 15-0 w 4q odłożyło ten mecz do zamrażarki. Drugie zwycięstwo przeciwko NYK i mamy z nimi być może ważny tie-breaker.
@
Celtics 129-138
Zdziesiątkowani przez kontuzje Magicy (bez Banchero, Suggsa w btb, Bitadze i Cartera Jr) nie mieli większych szans w Bostonie. Do przerwy było już 57-80 i niech nie zmyli nas 30 pkt Howarda, który mimo wszystko pokazał się z dobrej strony i zdobył aż 22 punkty w ostatniej odsłonie. Mecz bez historii, do zapomnienia.
@
76ers 144-103
Co to był za mecz! 51 punktów w 2. kwarcie, 86 w pierwszej połowie, carrer-high Anthony'ego Blacka, który już w pierwszych 24 minutach zdobył swoje 27 z 31 punktów. Nie przeszkodziło nawet wyrzucenie Suggsa po spięciu z Drummondem. Kto wie ile asyst miałby do końca spotkania jeśli nie dostałby dwóch technicznych? Po 16 minutach miał ich aż 11. Piękne zwycięstwo i 3-0 po trzech meczach w NBA Cup.
@
Pistons 112-109
No i na koniec trzymający w napięciu mecz z liderami Konferencji Wschodniej. Twarda walka, sporo fauli, sędziowie którzy dali obu ekipom pograć, no i fantastyczny Bane. Jego oraz Wagnera wjazdy pod kosz dały nam w tym pojedynku naprawdę sporo punktów. 14 strat i tylko 5 trójek nie zawsze dadzą ci wygraną, ale tym razem się udało. Z drugiej strony aż 14 przechwytów (Pistons mieli 24 straty) i dobra obrona, plus trzy kluczowe ofensywne zbiórki w decydującej akcji pozwoliły nam uciec z Detroit ze zwycięstwem i zapewnić sobie 1. miejsce w grupie B NBA Cup.
GARŚĆ SPRZYJAJĄCYCH STATYSTYKPiąty offensive rating (120,7), czwarty defensive rating, trzeci net rating (10,1), drugi procent zbiórek defensywnych (73,2), w końcu lepsza skuteczność za 3 (35%, 17. miejsce), poprawione osobiste (84%, 3. miejsce) gdzie i tak górujemy już w dostawaniu się na linię (28,9, drugie miejsce w tych ostatnich 10 meczach, lepsi tylko Lakers z 29 próbami na mecz), lepsze dzielenie się piłką (27 asyst/m, 13. miejsce), tylko 12,8 strat/m czyli 2. miejsce tuż za Celtics, ograniczenie punktów rywali po naszych stratach (14,5 – 3. miejsce), punkty drugiej szansy rywali (11 – 1. miejsce).
Widać zdecydowanie, że zaczęło w końcu klikać. Jest lepiej i miejmy nadzieję, że będzie tak dalej albo i jeszcze lepiej, bo nie zapominajmy, że gramy bez Banchero, który jest coraz bliżej powrotu. Widać zmiany od ostatniego czasu, kiedy to jeszcze mogliśmy narzekać, że nie ma obrony, albo że tracimy zbyt wiele piłek. Te najważniejsze elementy zostały poprawione, a w połączeniu z lepszym ball-movementem mamy też lepsze pozycje dla innych zawodników (szczególnie więcej gry pod koszem Bane'a oraz trójki Suggsa czy będącego on fire Blacka). Nawet Isaac jak gra to widać, że jest przydatny mimo tego, że boxscore nam tego nie pokaże. Zaczęło się robić bardziej zespołowo i miejmy nadzieję, że powrót Banchero nie wywróci wszystkiego do góry nogami.
Zawodnicy na plus:1. Anthony Black – 15 pkt, 48% z gry (39% za 3!), 1,8 stl w aż 28 minut robi wrażenie. Oczywiście nie każdy mecz miał udany (Blazers czy Nets), ale aż 8-krotnie był w double figures, z czego 2 mecze miał na ponad 20 pkt (w tym carrer-high przeciwko 76ers). Sprzyja mu karta i oby „losował” jak najwięcej takich dobrych spotkań.
2. Desmond Bane – chciałoby się napisać: „no k...a w końcu!”. 22,4 pkt pokazuje, że pod nieobecność Banchero wspiera mocno Franza w byciu liderami Magic. Oczywiście za 3 czekamy na jeszcze więcej niż 33% (miejmy nadzieję, że to kwestia czasu), ale i tak już jest lepiej niż na początku sezonu.
3. Jalen Suggs – pewnie, że mógłby tu być Franz, ale tym razem będzie Suggs. Serce drużyny, energizer Magic, który powinien mieć jeszcze czasami chłodniejszą głowę. 11 asyst w 16 minut z 76ers robi wrażenie. Do tego świetna pierwsza połowa z Clippers i piękne trójeczki no i oczywiście świetna obrona, która uprzykrza życie nie jednemu rywalowi Magic.
Zawodnik na minus:1. Tytus Jones – no niestety dalej nie ma żadnego impulsu, który powinien dawać po wejściu z ławki... 27% z gry, 2,1 pkt w średnio 14 minut mówi samo za siebie.
Jones będzie jedynym w tym zestawieniu, do innych nawet tych którzy mało grali nie ma co się doczepić. Oby w kolejnym zestawieniu nie było nikogo w tej minusowej rubryce.
Najbliższe 10 spotkań: vs Bulls, vs Spurs, vs Heat, @ Knicks, vs Heat (NBA Cup), @ Nuggets, @ Jazz, @ Warriors, @ Trial Blazers, vs Hornets. Nie jestem pewny, ale te dziesięć meczów może się różnić w zależności od tego jak nam pójdzie w NBA Cup. Jeśli polecimy do Vegas na półfinały, to zagramy jeszcze jedno lub dwa spotkania. Jeśli jednak odpadniemy to NBA i tak chyba wciśnie nam jakiś mecz lub mecze pomiędzy 10 a 19 grudnia, ale ja odniosę się póki co, do tego co mamy na ten moment w terminarzu. Na pewno trudny zachodni trip gdzie nie zawsze idzie po naszemu. Must win w NBA Cup, bo idziemy na całość oraz mecze do wygrania w Kia Center. 7-3 będzie myślę bardzo okej.