ssonicsl subiektywniePrzekładaniec w sumie nie był taki zły. Można sobie było pożartować z tej serii W-L-W-L-W-L. Można było pobić rekord Knicks z lat 90-tych. A teraz co? Nie dość, że gra jest miernej jakości to i bez smaczków statystycznych. Nuda Panie, nuda.
Bilans spotkań 4-6 jest poniżej oczekiwań. Niby te porażki to nie z byle kim. Cavs, Spurs, Oklahoma, będący w super formie Hornets, ale ten styl porażek... naprawdę przygnębiający. Bo to właśnie w tym wszystkim najgorsza jest mowa ciała zawodników. Ten brak energii, brak wiary, brak chęci. Odbębnić mecz i wrócić do domu. Wygląda jakby taka dewiza im przyświecała. Jakby na coś czekali tylko nie wiedzieli na co. Że nagle stanie się COŚ i zaczną grać z taką pasją jak dwa lata temu...
No i cream de la cream. Jamahl Mosley. Tak samo przygnębiający widok. Ta bezradność. Te jego kompletnie przedziwne rotacje. Ta formuła się wyczerpała. Szkoda tylko, że zakończy się dopiero po sezonie, a nie wcześniej. Oj a pomachałoby się mu białą chusteczką już teraz, oj pomachałoby się...
Co teraz? Czekać na powrót Franza, jakoś przepychać mecze, pilnować top-8, zbliżyć się do top-6. Gramy dwa razy z Bucks, raz z Kings i raz z Clippers, czyli drużynami znajdującymi się w jeszcze większej beznadziei niż my. Jest też mecz z Jazz, których ruchów transferowych nie rozumiem. Coś tam da się wygrać. Więc wygrajmy chociaż te mecze.
skrzatos subiektywnieOstatnie 10 spotkań nie było dla Magic zbytnio udane. Z najważniejszych rzeczy odnotować trzeba powrót po kontuzji kolana Jalena Suggsa - który sami dobrze wiecie, ile dla nas znaczy. Na chwilę wrócił też Franz (bardzo chciał zagrać w Berlinie), ale jednak przedwcześnie i teraz pozostaje poza grą na czas nieokreślony (niby po All-Star weekend ma wrócić). Bilans 4-6 w ostatnich 10 meczach jest kiepski, no ale takie mamy realia, że gramy bardzo przeciętnie/słabo (niepotrzebne skreślić) i dalej musimy martwić się o swoją pozycję w tabeli. Gra Magic ostatnimi czasy przestała mnie cieszyć, bo w ataku ani nie widać pomysłu ani sensownych zagrywek, a i w obronie jest bardzo przeciętnie... Małą iskierką nadziei był wygrany mecz z Raptors, ale to był tylko pojedynczy epizod. Niestety Cavs pokazali nam, że od nich nadal bardzo odstajemy, Oklahoma nawet się chyba nie spociła i nawet nas gorący ostatnio Hornets rozwalili w Kia Center...
Podczas trade deadline nic specjalnego się nie zadziało, musimy czekać na powrót Wagnera i miejmy nadzieję, że w końcu zaczniemy grać w pełnym składzie i jeszcze cokolwiek w tym sezonie pozytywnego pokażemy.
jingles subiektywnieMój redakcyjny kolega ssonicsl pisał w poprzednim podsumowaniu, że liczy na bilans 6-4 i na to, że nie będzie kolejnych kontuzji. Dostaliśmy bilans 4-6 i kolejne 8 spotkań opuszczonych przez Franza Wagnera, a ta liczba wzrośnie jeszcze co najmniej o 3 - przynajmniej do przerwy na All-Star.
Sytuacja w Magic zrobiła się naprawdę niewesoła, bo te 4 wygrane to i tak niezły wynik patrząc na styl gry jaki nasi ulubieńcy prezentują. Magic w minionej dyszce drugi raz w sezonie zaliczyli 4 porażki z rzędu, a w zasadzie każda z 6 poniesionych w tym czasie porażek to był blowout.
W Berlinie jeszcze się udało, gracze z O-Town wrócili do meczu, mimo że przegrywali już różnicą 20 pkt. Pomogło 15 trafionych trójek, a ozdobą meczu i highlightem sezonu był wsad Blacka nad 4 obrońcami rywali. W Londynie już nie było happy endu, oglądałem mecz ze skrzatosem i zamiast radości ze wspólnego oglądania mieliśmy stypę - a mogliśmy grać w darta zamiast to oglądać... Totalny blowout i niemoc Magic.
Sytuacja nie zmieniła się po powrocie do Stanów, gdzie w fatalnym stylu ulegliśmy Hornets i dwa razy Cavs, z czego dwa pierwsze mecze u siebie.
Zwycięstwo przyszło dopiero z pasującymi-nam-w-tym-sezonie Heat (4-0 i zagramy z nimi i jeszcze raz w marcu). W kolejnym meczu, po doskonałej czwartej kwarcie (44-21), nasi poszli za ciosem i pokonali Raptors. Zaczęliśmy marzyć o chociaż jednym zwycięstwie w kolejnych dwóch meczach ze Spurs i Thunder.
Te marzenia obie ekipy szybko wybiły nam z głowy i o ile ze Spurs do połowy trzeciej kwarty jeszcze były jakieś złudzenia, to Thunder pokazali nam, że są 3 klasy nad nami.
Na pocieszenie w ostatnim meczu opisywanego okresu dostaliśmy pewne zwycięstwo z będącymi 1-9 w swoich ostatnich 10 meczach Nets, a Suggs zapalił trochę ognia w sercach kibiców robiąc pierwsze w karierze triple-double, prezentując świetną obronę, energię, wolę walki, przechwyty i dunk 360, po którym tchnął moc i energię w publiczność.
Hm, miało być subiektywnie, a wyszło sprawozdawczo. Subiektywnie - załamka. Ja już w pewnym momencie zacząłem oglądać mecze bez emocji. Nie widać nawet światełka w tunelu na poprawę, nie mam pomysłu co miałoby się zadziać, żeby styl gry się zmienił. Mosley powtarza ciągle te same banały, zawodnicy wydają się być sfrustrowani i OK, super oglądało się spotkanie z Nets, ale hello - to są Nets, którzy nie dość, że ogólnie są słabi to jeszcze w tym meczu zagrali słabo jak na siebie. Z nimi wygrałby ŁKS z nowo-pozyskanym Maciejem Lampe XD
Mosley, zgodnie z zapowiedzią Weltmana, zostaje do końca sezonu, miejsca w salary na konkretnego gracza nie mamy, staliśmy się po prostu średniawką, bo obecnie z mocniejszymi drużynami po prostu nie mamy czego szukać. Ciekawe czy jak wróci Franz to coś drgnie. I czy - tfu, tfu, tfu - cała reszta dotrwa zdrowa do końca sezonu.
Statystycznie23,8 pkt, 8,2 zb, 4,6 ast, 49% z gry, 42% za 3 (przy prawie 4 próbach), 80% FT - czy patrząc na takie statystyki myślicie sobie o jakimś słabym graczu, który zasługuje na krytykę i narzekanie? No na pierwszy rzut oka raczej nie. To oczywiście statystyki Banchero za ostatnie 10 spotkań. I teraz pytanie - dlaczego te liczby stoją w takiej opozycji do tego co widzimy na parkiecie? Powodów jest kilka. 1. Banchero jest tak dobry, że nawet grając słabo jak na swoje możliwości jest w stanie kręcić takie statystyki. 2. Duża część z tych liczb była zrobiona w już rozstrzygniętych meczach, w których w tych decydujących momentach Paolo był mało widoczny i zaangażowany. 3. Jego usage w pewnych fragmentach gry jest na tyle duży, że jest w stanie dać takie liczby.
Ale z liczb wynika, że to nie Banchero jest problemem. Mało o tym mówiliśmy, ale w ostatnich 10 spotkaniach bardzo słabo spisywała się ławka rezerwowych. Magic rzucali w tym okresie średnio 110,3 pkt/m, a piątka Banchero, Bane, Black, Suggs, Carter Jr. - łącznie 81,7. Oczywiście licząc legitnie pojawiłyby się jeszcze różnice wynikające z absencji Suggsa czy 2 meczów Franza w S5, ale z grubsza widać tendencję.
Bane gra coraz lepiej, w minionym okresie notował 19,4 pkt/m na skuteczności 52,2% z gry i prawie 42% za 3 (przy 5,5 rzutach). Nieco gorzej wypadał Black - 34% za 3, co nie przeszkodziło mu zdobywać 16,4 pkt/m. Suggs po powrocie do gry musi jeszcze złapać rytm rzutowy - 11,9 pkt/m, 38% z gry, 30% za 3, ale już teraz daje drużynie dużo więcej niż statystyki.
Z ławki najlepiej wygląda starszy z braci Wagner - 8 pkt/m, 45,5% za 3.
Zawodnicy na plus i minus(+)
Desmond Bane - często gra jak lider, jako jedyny (może poza Blackiem) potrafi przyspieszyć grę pierwszym krokiem i wejściem pod kosz. W końcu wrócił do swojej skuteczności za 3, no i ta jego boiskowa złość - mnie się podoba, bo brakuje nam jej w teamie.
Jalen Suggs - mimo problemów ze skuteczności nie można nie zauważyć jego wpływu na grę Magic. Zarówno jakościowo jak i mentalnie, świetny energizer, fantastyczny obrońca, najbardziej zaangażowany w grę z całej drużyny, mecz z Nets był wisienką na torcie.
Anthony Black - myślałem, czy jednak nie Banchero, na zachętę, ale jeszcze nie, potrzebujemy od niego jeszcze więcej zaangażowania, które Black daje. Podobnie jak Bane potrafi przyspieszyć, wejść w pomalowane, również dobry w obronie. No i hello, za ten wsad w Berlinie miejsce tutaj należy mu się z urzędu!

(-)
Wendell Carter Jr. - po dobrym początku sezonu znów wrócił do miernoty. 10 pkt/m, niespełna 6 zb/m, 33% za 3, ma dobre momenty, ale niestety tylko momenty.
Tristan da Silva - on zagrał we wszystkich ostatnich 10 meczach i to średnio ponad 20 min/m, jestem zdziwiony, bo był w tym czasie bardzo niewidoczny. Tristan się jakoś ostatnio zatrzymał, 33,3% z gry i 25% za 3 i 5,2 pkt/m to katastrofa.
Jonathan Isaac - on już chyba na stałe zagości w tej części podsumowań. Nadal ma pojedyncze przyzwoite akcje w obronie i nic poza tym. Ani punktów, ani zbiórek i czasem nie dostaje nawet minut. W przyszłym sezonie 8 z jego 14,5 mln w kontrakcie jest gwarantowane (w ogóle te liczby wyglądają strasznie przy jego grze) i wydaje się, że to będzie jego ostatni sezon w Magic, jeśli nie pożegnamy go latem.
Oczekiwania na kolejne 10 spotkańKiedyś ktoś mi powiedział, że bardzo wkurzał się na pewne rzeczy, do momentu gdy przestał mieć wobec nich oczekiwania. Odpuścił i nagle było mu lepiej. Dla mnie nadszedł taki moment w kontekście oczekiwań na ten sezon Magic. Zawiodłem się już na tyle, że teraz nie dość, że nic mnie już nie zaskoczy, to jeszcze staram się patrzeć na grę Orlando bez emocji.
No właśnie staram się, takie gadanie, a i tak włączam każdy mecz i jak jest wyrównana końcówka (dawno nie było) to mam ciary. To silniejsze ode mnie.
Ale tak, ogólnie ciężko mi powiedzieć cokolwiek o oczekiwaniach, bo Magic są nieobliczalni. W normalnych okolicznościach powiedziałbym, że 5 czy 6 zwycięstw w kolejnych 10 meczach to must. Ale ja nie wiem czy my tyle ugramy, żeby to zrobić musimy wyjść z przeciętności.