ssonicsl subiektywniePorażka z Indianą, kompromitacja z Toronto i na koniec cios mokrą szmatą w pysk od rezerw Bostonu. Ten bilans 7-5... normalnie można powiedzieć, że był OK, ale jedyny wartościowy wynik to tak naprawdę ta wygrana w prima aprilis z Phoenix (w sumie to zabawne... może to był taki żart drużyny dla nas kibiców). Reszta to granie z tankowcami, z drużynami które odpuściły sezon, albo przystąpiły do meczu z nami zdziesiątkowane.
Czy można Nas za coś pochwalić? Chyba tylko za to, że prezentując się w ten sposób jednak 7 razy schodziliśmy z parkietu z tarczą, a nie na tarczy (choć specjalnej radości po zwycięstwach to też nie dało się zaobserwować). Mały plusik dałbym jeszcze Bitadze, który w pewnym momencie został przyspawany do ławki przez Mosleya, a ostatnio zaczął grać i to grać przyzwoicie/dobrze.
Po meczu z Celtics napisałem, że teraz szanse na nasz awans do play-offów oceniam na 30% i po całym dniu podtrzymuję to co napisałem. 30%. Jestem i rozczarowany i zniesmaczony. Im się nie chce (te powroty do obrony...), mi się nie chce (po takim sezonie to chyba nic dziwnego, nie?), ale i tak wstanę w nocy na mecz z Sixers. Więc zaskoczcie mnie! Być może ostatni raz w tym składzie i ostatni raz z tym trenerem.
skrzatos subiektywnieOstatnie 12 meczów dawało jeszcze nadzieje na bezpośredni awans do PlayOffs. Co prawda były też obawy, że przy grze w kratkę przez cały sezon możemy spaść nawet na 9. czy 10. miejsce, ale na nasze szczęście rywale Magic też nie łapali większych serii zwycięstw. Bilans 7-5 nie robi wrażenia, a porażka u siebie z Pacers czy też blamaż w meczu z "Jastrzębiami" sprawiały, że niektórzy zaczęli się zastanawiać, czy my w ogóle zasługujemy na udział w PlayOffach... Na koniec sezonu zasadniczego mamy 8. (rozczarowujące) miejsce w Eastern Conference, a gdyby nie porażka z rezerwami Celtics to byśmy ten mecz z Sixers grali u siebie... Te 5 zwycięstw z rzędu też trochę może mydlić oczy, bo albo były to szczęśliwe wygrane (Pelicans, Kings), albo pokonanie rywali w niepełnym składzie (Pistons, TWolves). Popatrzmy może na porażki z Raptors czy Hawks? Nie... o tym nawet nie chce mi się myśleć, a co gorsza do tego wracać...
Miałem nadzieję, że te ostatnie 12 spotkań zbuduje trochę morale drużyny Mosleya, tym bardziej że do gry wrócili Black i Wagner, ale niestety po raz kolejny się rozczarowałem. Obrony, którą wygrywaliśmy mecze dawno nie ma, atak jest bardzo przewidywalny, a i mowa ciała oraz zaangażowanie samych zawodników wątpliwe...
Już jutro w nocy mecz z Sixers, a ja zamiast się cieszyć na walkę o playoffy, myślę czy nie lepiej będzie, by Magic i tak już beznadziejny sezon skończyli na Play-inach. Z drugiej strony kocham Magic i zawsze będę trzymał za nich kciuki, pomimo tego jakże rozczarowującego sezonu...
jingles subiektywnieNiby 7 zwycięstw przy 5 porażkach, niby streak 5W, ale co z tego, skoro nie potrafimy nawet postawić stempla w postaci zwycięstwa z G-League Celtics i zapewnić sobie przewagi parkietu w całych Play-Inach. A co gdyby do tego Raptors przegrali... Ale wygrali, więc tak czy tak Play-In. No ale jakbyśmy wygrali na początek tej serii 12 meczów z Pacers to już rozmowa byłaby inna.
O meczu z Toronto było już tyle napisane, że chyba nie ma co się powtarzać, z kronikarskiego obowiązku przypomnę - to była największa żenada w historii klubu. Zaliczona w sezonie, który miał być przełomowy, zaliczona w sezonie z rekordem trójek Magic, zaliczona w sezonie, gdy trzech graczy kończy ze średnimi powyżej 20 pkt na mecz.
Nie obejrzałem w tym sezonie jednego meczu Orlando Magic, tego z Pelicans. Na żywo nie mogłem, rano nie mogłem, wieczorem nie miałem ochoty. Oglądanie Magic jest po prostu ciężkie i męczące. Bo nie chodzi o same wyniki, ale o styl gry, o zaangażowanie. Celtics ostatni mecz wygrali właśnie zaangażowaniem, im się chciało. Oni mają trenera, który z Scheiermanów i Harperów Juniorów wyciąga więcej niż mają talentu. My natomiast na ławce mamy stratega, który w tym ważnym meczu jest tak pewien swojej drużyny, że oszczędza Bane'a i wpuszcza go gdy już pali mu się dupa, niestety Bane jej nie ugasił.
Te 7 wygranych to nie były poważne mecze, może poza tym z Phoenix, który też - O DZIWO - prawie uciekł. Bo dla Magic nie ma czegoś takiego jak "bezpieczna przewaga". Reszta to wygrane z tankowcami, albo drużynami oszczędzającymi graczy przed playoffs.
Gorzko to wszystko brzmi, ale brzmi tak jak wygląda. Nasi ulubieńcy grają w chodzonego, podczas gdy rywale zapieprzają. Zaangażowanie poszczególnych graczy pozostawia wiele do życzenia, a jak widzę czasem postawę Banchero w obronie to mnie krew zalewa. Po nim chyba najbardziej widać, że mu się nie chce. Albo wynika to z atmosfery w drużynie, konfliktu z trenerem, niedopasowania stylu gry do umiejętności, albo z głowy Paolo. Oby nie to ostatnie, bo to będzie oznaczało katastrofę.
Bilans na koniec sezonu 45-37 sam w sobie nie wygląda jakoś tragicznie, bo przecież ponownie Magic mieli masę kontuzji. Ale styl gry wygląda już dużo gorzej. Czas na zmiany, które muszą nadejść, bo samo się to nie naprawi.
StatystycznieStatystycznie najlepszy znów był Banchero - 22,1 pkt/m, 8 zb/m, 5,8 ast/m. Ale już skuteczności pozostawiały wiele do życzenia - 45,7% z gry, 28,9% za 3, 75,5% FT. Do tego 3,8 straty na mecz. No i znów to powtórzę - cyferki nie wyglądają źle (poza skutecznością i stratami) i zastanawiam się z czego to wynika, czy Banchero jest tak dobry, że grając tak źle, robi takie dobre średnie? Czy chodzi o usage? Czy cała drużyna gra tak źle, że jednak Paolo na jej tle się wyróżnia? Nie wiem, ale lider Orlando ma coraz więcej krytyków...
Bane w końcówce sezonu nieco zwolnił tempo, ale był też nieco mniej wykorzystywany. W ostatnim fragmencie notował 18,1 pkt/m, niespełna 4 zb i ast, trafiał też prawie 40% trójek.
Do gry wrócili młodszy Wagner i Black. Franz podczas 6 meczów po powrocie zaliczał 17,2 pkt, ale miał problemy ze skutecznością - niespełna 50% z gry i tylko 25% za 3, chociaż w ostatnich 3 spotkaniach zza łuku wpadało mu prawie 43%. Black rozpędzał się jeszcze wolniej - 10,5 pkt/m, 3 zb/m i 23,5% za 3.
Zawodnicy na plus i minus(+)
Franz Wagner - przede wszystkim za to, że w końcu wrócił. Wiadomo, na początku nieco surowy, na limicie minut, ale w ostatnich meczach nawet trafiał za 3. Pod koszem groźny jak zwykle. Oby w play-in i może playoffs wszedł na jakiś kosmiczny poziom, to chyba jedyna szansa, żeby pozostawić ten sezon bez wstydu.
Jalen Suggs - mimo, że czasem jak jeździec bez głowy, to jednak nadal daje dużo w obronie. Prawie 40% za 3 przy prawie 7 próbach to tez niezły wynik, chociaż tych prób jest czasem za dużo. Ale nadal to często jemu się najbardziej chce, po obu stronach.
Jamal Cain - wszedł przebojem do rotacji i w niej został. On nie przeskoczy pewnego poziomu, ale jest jak na swoje możliwości solidny. Zastanawiałem się czy umieszczać go tu po tym co zrobił z Raptors (6 strat w 8 minut), ale po tym meczu równie dobrze, za karę, można było nie umieszczać tu nikogo. 9,3 pkt, 3,7 zb i prawie 39% za 3 - może być.
(-)
Paolo Banchero - gdybym nie oglądał meczów Magic to pewnie bym go tu nie wstawił, ale oglądałem. Mowa ciała, zaangażowanie, straty - tak nie może być, tak nie może grać lider. To nadal ogromny prospect, ale chyba musi być inaczej wykorzystywany, ale też musi dawać więcej od siebie. Dlatego mimo statystyk jakie robił ląduje w minusach.
Tristan da Silva - przestał trafiać za 3, nieźle grał bliżej kosza, ale chyba przyzwyczaił mnie do czegoś więcej.
Moritz Wagner - wypadł z rotacji i to akurat nie fanaberia Mosleya, on był naprawdę słaby. Po powrocie z kontuzji nie zbliżył się nawet do swojej formy z zeszłego sezonu i mam duże wątpliwości czy w przyszłym sezonie zobaczymy go w barwach Orlando.
Oczekiwania na przyszłośćPo tym co zobaczyliśmy przez cały sezon jakiekolwiek oczekiwania na play-in czy playoffs nie mają za bardzo sensu. Magic mogą równie dobrze wygrać z Sixers różnicą 20 pkt, wtopić z nimi różnicą 30, a potem tyle samo z Hornets, mogą też po blowoucie z Sixers wygrać z Hornets, a mogą też prowadzić z jednymi albo drugimi +24 przed ostatnią kwartą i przegrać mecz. To wszystko jest absolutnie nieprzewidywalne. Z resztą jak Magic awansują do playoffs to nagle mogą wygrać ze 2 czy 3 mecze z Celtics albo Pistons. Tu nie wiadomo nic, nie wiadomo też jak bardzo graczom Orlando będzie się chciało.
Dlatego oczekiwania jakie możemy mieć odnoszą się bardziej do dalszej przyszłości i na to jeszcze przyjdzie czas, ale tak po krótce - oczekuję posprzątania tego bałaganu jaki powstał w drużynie. Zmiana trenera wydaje się nieunikniona, ale pytanie co z managementem. Pojawiają się plotki, że jedna z gwiazd Magic będzie domagać się wymiany jeśli trener nie zostanie zwolniony. Chyba wszyscy wiemy o kogo chodzi, nie wiemy tylko ile w tej plotce jest prawdy.
Atmosfera musi zostać oczyszczona i co do tego nie ma wątpliwości. A czy rozwiązaniem będzie całkowity reset na szczeblach zarządzania, czy tylko nowy trener, zobaczymy, ale nie zdziwię się jeżeli w Magic nastąpi jakieś większe trzęsienie ziemi.
